27.10.2023, 17:35 ✶
- Taka osoba zasłużyłaby na pewno na Order Merlina i dożywotnią wdzięczność wszystkich w Departamencie. Wysyłałabym jej kwiaty i czekoladki na każde święta, urodziny i rocznicę odkrycia - przyznała Brenna, za pomocą accio ściągając jedną z teczek z góry. Ta była pełna, właściwie oznaczona i nawet jej własna, ale niestety, nie zawierała odpowiednich dokumentów. Dotyczyła jednak innej sprawy z bardzo podobnego okresu, istniała więc spora szansa, że są na dobrym tropie... - Jakoś mnie to nie dziwi. Mam teorię, że magia sama w sobie oszalała, ponieważ pod spodem jest jedno z pomieszczeń Departamentu Tajemnic, w którym robią cholera-wie-co. Sprzątałam w tych szafach dwa lata temu przez dwa miesiące, a powrócenie do poprzedniego stanu zajęło im trzy tygodnie. Chociaż w archiwach Biura Aurorów to macie chyba dziurę czasoprzestrzenną. Jakimś cudem weszłam tam w lutym z Patrickiem we wtorek, a wyszliśmy w środę i żadne z nas nie było pewne, jak to się stało...
Miało to zapewne coś wspólnego, że nie mogli znaleźć potrzebnych do sprawy informacji, więc przekopali kilka szaf, potem układali z powrotem to, co wygrzebali, a potem okazało się, że w teczce, którą wyszukali, są rzeczy wskazujące na to, że muszą sprawdzić coś jeszcze... Ale Brenna do tej pory nie była pewna, jak to się stało, że spędzili tam dwanaście godzin i żadne z nich tego nie zauważyło. Była pewna, że minęła najwyżej połowa tego czasu. Na górze już zaczęto ich szukać, uznając, że znikli bez wieści na jakiejś niezgłoszonej nikomu misji, bo nie wypisali wyjścia i nie wrócili do domów, a tu wyłonili się nagle bladzi, głodni, pokryci kurzem, z palcami pociętymi przez papier, z naręczami dokumentów w ramionach.
- Tutaj mam styczeń tamtego roku, tutaj lipiec... więc grudzień... yhym, chyba powinien być gdzieś tam - wskazała na teczki piętrzące się na samej górze i obejrzała za drabiną. Obawiała się, że posłużenie się tutaj accio zawali ich papierem.
Miało to zapewne coś wspólnego, że nie mogli znaleźć potrzebnych do sprawy informacji, więc przekopali kilka szaf, potem układali z powrotem to, co wygrzebali, a potem okazało się, że w teczce, którą wyszukali, są rzeczy wskazujące na to, że muszą sprawdzić coś jeszcze... Ale Brenna do tej pory nie była pewna, jak to się stało, że spędzili tam dwanaście godzin i żadne z nich tego nie zauważyło. Była pewna, że minęła najwyżej połowa tego czasu. Na górze już zaczęto ich szukać, uznając, że znikli bez wieści na jakiejś niezgłoszonej nikomu misji, bo nie wypisali wyjścia i nie wrócili do domów, a tu wyłonili się nagle bladzi, głodni, pokryci kurzem, z palcami pociętymi przez papier, z naręczami dokumentów w ramionach.
- Tutaj mam styczeń tamtego roku, tutaj lipiec... więc grudzień... yhym, chyba powinien być gdzieś tam - wskazała na teczki piętrzące się na samej górze i obejrzała za drabiną. Obawiała się, że posłużenie się tutaj accio zawali ich papierem.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.