Powiedzieć, że z Laurenta była niezła foczka to jak nie powiedzieć nic. Prawdę mówiąc to był pierwszy raz kiedy był tak blisko jakiejkolwiek foki... ale nie miał teraz zbyt dużo czasu na zastanawianie się nad tą kwestią. Kiedy Laurent przemienił się z powrotem w siebie dojrzał ranę na jego kodze. Kurwa mać Tylko tego im brakowało do szczęścia w tym momencie.
Truposz jednak odpuścił dalsze starania, które miały na celu zranienie młodego Prewetta. Pytanie na jak długo taki stan rzeczy miał pozostać, ponieważ była jeszcze 3 jego kolegów i nikt nie wiedział czy i oni nie zechcą się przyłączyć do tej zabawy. Ale i Anthony spisał się na medal - załatał dziury w statku, a wszystko zaczęło się normować - stabilizować. Nadzieje rosły z sekundy na sekundę i Stanley był już krok od tego aby obwieścić ich zwycięstwo...
... i wtedy poczuł ból w klatce piersiowej. Coś, a może nawet ktoś zaczął ściskać jego serce. Nienaturalna siła, której prawie nie dało się wytrzymać. Khhrr krrhhkk... próbował wydać z siebie jakiś dźwięk ale nie było w stanie. Borgin miał wrażenie, że ten ostatni dech, który zdążył wziąć zanim zaczął umierać był jak najcenniejsza rzecz na świecie. Ze wszystkich sił starał się walczyć z tą siłą. Walczyć o każdy oddech. O każdy ruch serca. Ale to było na nic. Na każdego przychodzi w końcu jednak czas, więc i on się musiał poddać. Dalsza walka nie miała sensu - nie przynosiła sukcesów, a tylko osłabiała go. Nie było nadziei. Plusk Upadł. Zamknął oczy. Poddał się. Skoro taki los był mu pisany, należało się z nim zgodzić i pogodzić. Poczuł wodę na swojej twarzy, w ustach, w zasadzie to wszędzie. Koniec.
Los jednak grał z nimi dzisiaj w pokera. Raz im dawał, raz odbierał. Chciał im coś ewidentnie udowodnić - może przemyśleć swoje życia? Postępowania? Być może. Stanley momentalnie poczuł wolność na sercu i nie czekając na specjalne zaproszenie nabrał tyle powietrza ile był w stanie. Serce biło mu jak przy jakimś zawale, a woda starała się go wykończyć. Borgin ze wszystkich sił próbował walczyć z żywiołem i czym prędzej udać się na górny pokład zgodnie z poleceniem Laurenta - Anthk... Anthony! - krzyczał w kierunku kuzyna, walcząc z wodą, która wlewała mu się do ust - Wypier...Wypierdalamy! Szybko! - dodał, a po chwili ponownie zniknął pod falą wody jednak nie miał zamiaru się poddać. Za dużo razy miał już dzisiaj umrzeć i nie chciał ani raza więcej.
Kiedy walczył z żywiołem w najlepsze, na statku znowu coś się wydarzyło. Jakiś wybuch, eksplozja? A w raz nią kolejne tony litrów wody... Nie było na to miejsca. Trzeba było się ratować.
Próba pokonania wody i przedarcia się do schodów na górny pokład. Korzystam z aktywności fizycznej.
Sukces!
Sukces!
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972