Czy whiskey była gorzka? Murtagh nie uważał, żeby była przesadnie niesmaczna. Poza tym, kto pił alkohol dla smaku? Chyba tylko wytworne pannice i zdemoralizowani kapłani. Do głowy przyszedł mu Sebastian i Murtagh uśmiechnął się do swoich myśli. Nie zamierzał jednak zmuszać siostry do picia mocnego alkoholu, zamiast tego wyjął z barku butelkę piwa kremowego i kubek po czym postawił jedno i drugie na biurku przed Sarą.
- Trochę minęło, odkąd matka częstowała mnie wiśniówką. Może dostanę butelkę na święta, jeśli będę miał szczęście.- powiedział do niej, a jego ton nieco złagodniał. - Jeśli chcesz, to mam też to. - wskazał od niechcenia dłonią na butelkę.
Oczywiście, że Sarah nie rozumiała jego rozterek miłosnych. Przecież kiedy on kończył Hogwart, ona miała dopiero 7 lat i w głowie były jej zupełnie inne rzeczy niż stan emocjonalny brata. Sam Murtagh również był daleki od wyciągania historii sprzed trzynastu lat, żeby tłumaczyć swoje obecne nastawienie i postępowanie wobec ojca. To oznaczałoby opowiedzenie jej o jego powolnym upadku moralnym, połączonym z obrastaniem w ekstremistyczne ideały. A to z kolei wymagałoby, żeby Murtagh przyznał przed samym sobą, że jego poglądy są ekstremistyczne. A przecież postępował po prostu tak jak dyktował mu natarczywy głos z tyłu głowy. Głos logiki, czyż nie? Mężczyzna wiedział jaka była prawda o tym, do kogo należy ten głos. Czy to jednak znaczyło, że był pozbawiony logiki? Czy mógł się mylić?
Kiedy Sarah zaczęła mówić o Beltane i o tym, że prawie zginęła, zawahał się. Jego twarz przez chwilę wyrażała autentyczne zmartwienie i mogło się wydawać, że zaraz otworzy usta, żeby zapytać "Wszystko okay?" i przeprosić ją, że był tak bezmyślny i tak ją naraził. Na kilka sekund znów był jej starszym bratem, który pierwszy był przy niej, kiedy spadała z zabawkowej miotły i obcierała sobie kolana. Który zabawiał ją piosenkami i całował w czoło na dobranoc.
A potem czar prysł, i twarz Murtagha wykrzywiła pogarda.
- Pewne rzeczy powinny odejść w niepamięć i dać miejsce nowemu. Jeśli Matka jest taka potężna, mogłaby sama chronić swoje miejsca kultu. A ja zapewniam cię, że wydarzenia tamtego wieczora nie były wycelowane na zrobienie ci krzywdy... Czy jakiemukolwiek innemu czystokrwistemu czarodziejowi czy czarownicy. - czy powiedział o kilka słów za dużo? Czy Sarah mogła się domyślić, że wie o tych wydarzeniach niż ogół społeczeństwa? Czy to co mówił było w ogóle prawdą, według jego wiedzy? Murtagh chciał wierzyć, że tak. Przecież kiedy przysięgał posłuszeństwo i służbę Czarnemu Panu, robił to bo ten miał podporządkować sobie mugoli i poprowadzić czarodziejów czystej krwi w świetlaną przyszłość. To właśnie ich - czystokrwistych miał chronić i wynieść na piedestał. Nie miało sensu, żeby chciał ich skrzywdzić.
Ostatnie słowa Sarah zakuły go najmocniej. Wiedział, o czym mówiła, a raczej do czego się odnosiła i niezmiernie go to irytowało. Naprawdę myślała, że była od niego lepsza, bo zamiast posłuchać głosu ich wspólnego przodka, postanowiła z nim walczyć i mu się przeciwstawiać? Może teraz jej się wydawało, że jest dzielna i odważna, ale jak długo wytrzyma bóle głowy, nudności, natarczywe wrzaski rozsadzające czaszkę? I ostatecznie, czy On naprawdę nie miał racji? Przecież oboje mieli czystą krew, świat, którego zrealizowania pragnął ich przodek byłby dla nich wspaniały. Nie musieliby się ukrywać, mogliby czarować jak tylko zechcą, mugole nie mogliby ich za to prześladować a zamiast tego musieliby powstrzymać swój rozwój technologiczny. Na jakiś pokręcony sposób, według Murtagha, nawet Matka powinna być zadowolona z takiego obrotu sprawy.
- Może nie byłoby to takie złe... Wiesz, gdybyś Go posłuchała, zamiast cały czas walczyć, mogło by się okazać, że to co do ciebie szepcze ma sens. - Murtagh nie chciał zwerbować swojej siostry, za żadne skarby świata. Ale gdyby była przychylna ich sprawie, oszczędziło by jej to wiele rozterek i cierpienia w przyszłości.