Nie rozumiał jej. Ta świadomość wypłynęła nieoczekiwanie z najgłębszych zakamarków jego duszy i rozgościła się w jego umyśle. Wymazała z niego chwilowo całą złość, tęsknotę, miłość i niepewność. Jak miał ją kochać, za co nienawidzić, jeśli zwyczajnie nie rozumiał co nią kierowało, jaka była przyczyna jej zachowania? Jeśli chciał ją ocenić, czy zdecydować co tak naprawdę ma do niej czuć, musiał najpierw ją zrozumieć. Chciał usiąść przy stoliku, porozmawiać, wysłuchać jej wyjaśnień a potem powiedzieć "To nic, wybaczam ci" i przygarnąć ją do siebie w najgorętszym uścisku jaki do tej pory dzielili. Ona jednak nie zrozumiała sedna jego pytania, tak jak on nie rozumiał jej, i odpowiedziała zupełnie inaczej niż on tego potrzebował.
- Przecież wiesz... - Przecież wiesz. Wiesz. Wiesz. Odbijały mu się w głowie jej słowa. Właśnie, kurwa, że nie wiem! cisnęło mu się na usta, ale przecież ona wciąż nie zrozumiała by, o czym on mówi. Widział jej zmieszanie, widział, że nie chce z nim rozmawiać przy innych, bo przecież to były ich prywatne, intymne sprawy. Ale czy miała prawo prosić go o to, żeby stąd wyszedł, żeby za nią poszedł? Dokąd mieli iść? I czy ona przypadkiem nie rozwieje się w śnieżny pył przy pierwszym podmuchu wiatru, kiedy tylko wyjdą z kawiarni?
- Dobrze, Diana. Zrobimy jak zechcesz. Chodźmy stąd. - jego samego zaskoczyła miękkość jego głosu i łatwość z jaką zgodził się na jej prośbę. Ale im dłużej przebywał koło niej, im dłużej cieszył oczy jej wzrokiem a nos zapachem, tym bardziej czuł się tak jakby ostatnie pół roku wcale nie miało miejsca. Chciał wyjaśnić to całe nieporozumienie i jak najszybciej opowiedzieć jej co u niego działo się przez ten czas, bo może jednak nie czytała tych wszystkich listów, które jej wysyłał.
Pomógł Dianie założyć płaszcz, i zaczekał aż będzie gotowa do wyjścia, po czym poszedł przodem, żeby otworzyć jej drzwi kawiarni i zaczekać, aż ona wyjdzie na zewnątrz.
- Gdzie chciała byś pójść? - Możemy teleportować się do mnie, mam dom. miał ochotę powiedzieć, ale wiedział, że byłaby to bardzo niezręczna sytuacja dla obojga - młodych, stanu wolnego, z dobrych czystokrwistych rodzin. Zamiast tego był gotów podążyć za nią, gdziekolwiek ona wskaże, choćby miało być to dno Tamizy. Przecież to była jego Diana, ta sama, która chichotała z każdego jego żartu, czytając książki w roztargnieniu zakładała włosy za ucho, a warząc eliksiry zawsze dwukrotnie sprawdzała instrukcje "tak dla pewności". Jeśli ktokolwiek zasługiwał na to, żeby pójść za nim, to była to właśnie ona.