13.11.2022, 15:21 ✶
Umiała być przekonująca. Umiała też być po prostu niezwykle wkurzająca i to czasem działało jeszcze lepiej niż argumenty. Ci, którzy już nauczyli się ją znosić i nie uciekli po paru pierwszych miesiącach znajomości, z czasem zaczynali ustępować dla świętego spokoju.
- Dziękuję, to miłe z twojej strony, ale nie chcę nadużywać niczyjej dobrej woli. Wstępne skatalogowanie zresztą możemy przeprowadzić na własną rękę, a jak widzisz, kiedy tylko coś mi się nie podoba, zgłaszam się po konsultacje. Chyba nie ma sensu, żebyś tracił czas na oglądanie każdego wachlarza i miotły – zapewniła Brenna. Owszem, zdarzało się jej ryzykować, gdy uznawała to za konieczne. Jeżeli jednak tylko miała takie możliwości, stawiała na bezpieczeństwo i bez żadnych oporów angażowała specjalistów. Najchętniej swoich znajomych – oczywiście, zawsze nalegała na opłacanie pełnej stawki, ale takie postępowanie dawało przy okazji szansę na połączenie spraw biznesowych z towarzyskimi spotkaniami. I pokazywało, że docenia ich możliwości.
- Powinieneś użyć maści leczniczej – zagderała. Zdawała się nawet nie dostrzegać, że jej dotknął: Brenna nigdy nie miała problemów z kontaktem fizycznym, a że od zawsze otaczali ją chłopcy, traktowała kolegów właściwie identycznie jak koleżanki. Zdecydowana większość z nich pewnie nigdy nie zdążyła się zorientować, że Brenna też jest dziewczyną. – Nie można tego tak zostawiać, bo potem będzie bolało bardziej. Masz lód, czy rzucać zaklęcie schładzające?
Miała pewne obawy, że Flint byłby gotów bagatelizować obrażenie, nawet gdyby ta ręka miałaby mu zaraz odpaść.
Westchnęła, patrząc na niego z powagą i uniosła dwa palce, w geście podkreślającym wagę przyrzeczenia.
- Uroczyście przyrzekam, że nie będę badać sama żadnych, czarnomagicznych artefaktów – obiecała, bo to naprawdę nie leżało w jej planach. Przecież ten też przyniosła do niego, ledwo uznała, że jednak coś jest na rzeczy i sprawa może przekraczać wiedzę, jaką dysponowała. Znała zresztą regulaminy, gdyby była pewna, że coś obłożono klątwą, nawet by tego nie dotknęła… – Sprawdzam wszystkie takie przedmioty na licytacje rutynowo, bo pracuję w BUM, Cas. Lepiej ja niż nasza kuzynka zielarka albo pracownik charłak. Ale obiecuję, że jeśli cokolwiek wyda mi się podejrzane, to stanę pod twoimi drzwiami nawet o północy.
Znów przysiadła na podłodze, a gdy zaczął wyjaśniać, z czym może mieć do czynienia, nie tylko wysłuchała go, z nietypową dla siebie powagą, ale też wygrzebała z kieszeni notatnik, mugolski długopis i zaczęła notować główne hasła. Skoro istniało ryzyko, że to klątwa, która w dodatku może kogoś zabić, jak nic trzeba było to sprawdzić, a jeżeli diagnoza się potwierdzi – zacząć śledztwo. Nie była nawet pewna, czy dla Brygady, czy może już dla Aurorów.
- Za wstępną konsultację pieniądze przelejemy do twojej skrytki. A ja dziś podrzucę do waszego biura oficjalne zgłoszenie, w takim razie. Potem przekonam mojego zwierzchnika, żeby wysłał mnie przesłuchać pana H. Mam nadzieję, że nie wiedział, co takiego posiada, bo jeżeli oddał mi to świadomie, to chyba podgryzę mu tętnice szyjną – oznajmiła, nie podnosząc głowy znad notatek. – Ale chyba nie byłby tak głupi? Na Merlina, wręczył artefakt obłożony jakimiś podejrzanymi czarami BUMerce. A może sądził, że ja jestem aż tak durna? – parsknęła, kręcąc głową, bo teraz, kiedy upewniła się, że ręka Flinta jednak nie odpadnie, a już raczej nic nikomu nie groziło, do pewnego stopnia cała sytuacja ją wręcz bawiła. Właśnie wręczono jej… śledztwo. Elegancko opakowane.
– A właśnie, jak tu już jestem, chciałam przy okazji zapytać o jeszcze jeden przypadek. Sądzisz, że jest możliwe rzucenie na kogoś klątwy tak, żeby… nie mógł gotować?
- Dziękuję, to miłe z twojej strony, ale nie chcę nadużywać niczyjej dobrej woli. Wstępne skatalogowanie zresztą możemy przeprowadzić na własną rękę, a jak widzisz, kiedy tylko coś mi się nie podoba, zgłaszam się po konsultacje. Chyba nie ma sensu, żebyś tracił czas na oglądanie każdego wachlarza i miotły – zapewniła Brenna. Owszem, zdarzało się jej ryzykować, gdy uznawała to za konieczne. Jeżeli jednak tylko miała takie możliwości, stawiała na bezpieczeństwo i bez żadnych oporów angażowała specjalistów. Najchętniej swoich znajomych – oczywiście, zawsze nalegała na opłacanie pełnej stawki, ale takie postępowanie dawało przy okazji szansę na połączenie spraw biznesowych z towarzyskimi spotkaniami. I pokazywało, że docenia ich możliwości.
- Powinieneś użyć maści leczniczej – zagderała. Zdawała się nawet nie dostrzegać, że jej dotknął: Brenna nigdy nie miała problemów z kontaktem fizycznym, a że od zawsze otaczali ją chłopcy, traktowała kolegów właściwie identycznie jak koleżanki. Zdecydowana większość z nich pewnie nigdy nie zdążyła się zorientować, że Brenna też jest dziewczyną. – Nie można tego tak zostawiać, bo potem będzie bolało bardziej. Masz lód, czy rzucać zaklęcie schładzające?
Miała pewne obawy, że Flint byłby gotów bagatelizować obrażenie, nawet gdyby ta ręka miałaby mu zaraz odpaść.
Westchnęła, patrząc na niego z powagą i uniosła dwa palce, w geście podkreślającym wagę przyrzeczenia.
- Uroczyście przyrzekam, że nie będę badać sama żadnych, czarnomagicznych artefaktów – obiecała, bo to naprawdę nie leżało w jej planach. Przecież ten też przyniosła do niego, ledwo uznała, że jednak coś jest na rzeczy i sprawa może przekraczać wiedzę, jaką dysponowała. Znała zresztą regulaminy, gdyby była pewna, że coś obłożono klątwą, nawet by tego nie dotknęła… – Sprawdzam wszystkie takie przedmioty na licytacje rutynowo, bo pracuję w BUM, Cas. Lepiej ja niż nasza kuzynka zielarka albo pracownik charłak. Ale obiecuję, że jeśli cokolwiek wyda mi się podejrzane, to stanę pod twoimi drzwiami nawet o północy.
Znów przysiadła na podłodze, a gdy zaczął wyjaśniać, z czym może mieć do czynienia, nie tylko wysłuchała go, z nietypową dla siebie powagą, ale też wygrzebała z kieszeni notatnik, mugolski długopis i zaczęła notować główne hasła. Skoro istniało ryzyko, że to klątwa, która w dodatku może kogoś zabić, jak nic trzeba było to sprawdzić, a jeżeli diagnoza się potwierdzi – zacząć śledztwo. Nie była nawet pewna, czy dla Brygady, czy może już dla Aurorów.
- Za wstępną konsultację pieniądze przelejemy do twojej skrytki. A ja dziś podrzucę do waszego biura oficjalne zgłoszenie, w takim razie. Potem przekonam mojego zwierzchnika, żeby wysłał mnie przesłuchać pana H. Mam nadzieję, że nie wiedział, co takiego posiada, bo jeżeli oddał mi to świadomie, to chyba podgryzę mu tętnice szyjną – oznajmiła, nie podnosząc głowy znad notatek. – Ale chyba nie byłby tak głupi? Na Merlina, wręczył artefakt obłożony jakimiś podejrzanymi czarami BUMerce. A może sądził, że ja jestem aż tak durna? – parsknęła, kręcąc głową, bo teraz, kiedy upewniła się, że ręka Flinta jednak nie odpadnie, a już raczej nic nikomu nie groziło, do pewnego stopnia cała sytuacja ją wręcz bawiła. Właśnie wręczono jej… śledztwo. Elegancko opakowane.
– A właśnie, jak tu już jestem, chciałam przy okazji zapytać o jeszcze jeden przypadek. Sądzisz, że jest możliwe rzucenie na kogoś klątwy tak, żeby… nie mógł gotować?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.