28.10.2023, 02:45 ✶
Dora zostawiła Mavelle i Erika przed kamienica, samej zagłębiając znikając za drzwiami wejściowymi budynku. Zadziałało zwykłe zaklęcie, ale w sumie nie spodziewała się niczego innego. Nie w mugolskiej dzielnicy, której budynki wydawały się raczej biedne i dla ludzi, którym brakowało przy duszy pieniędzy. Sprytne ustawienie się też wystarczyło, by zasłoniła ciałem fakt, że nie posiadała przy sobie klucza.
Wewnątrz przywitał ją brak porządnego światła, ale nie przeszkadzało jej to, bo to wpadające przez brudne okna na klatce schodowej wystarczało, żeby nie potknąć się na ciągnących ku górze schodach, prowadzących ją do mieszkania Barlow. Czuła się może nieco niezręcznie, kiedy jak to w kamienicach, jej kroki odbijały się echem chyba po całym pionie, ale starała się o tym nie myśleć zbyt dużo.
Otworzyła drzwi, z pewną konsternacją naciskając na klamkę, kiedy uświadomiła sobie, że absolutnie nic nie powstrzymywało ją przed zwyczajnym wejściem do środka. Żaden zamknięty na klucz zamek. Żadne zaklęcie, którego ewentualnie mogłaby się spodziewać po mieszkaniu czarownicy.
Kiedy przekroczyła próg, przymknęła za sobą drzwi wejściowe, nie chcąc by ktokolwiek myślał, że zostawiła je tak zwyczajnie otwarte. Starała sie na nic nie stanąć, chociaż panujący w mieszkaniu bałagan niekoniecznie temu miejscami sprzyjał. Chwilę rozglądała się po pokoju dziennym, szukając spojrzeniem jakiegoś pozostawionego pośpiesznie ubrania. Bluzy, niedbale rzuconych spodni, a może ciepniętego na oparcie krzesła swetra, który też ostatecznie przykuł jej uwagę. Zwinęła go do torby, razem ze znalezioną w szafie bluzką i kryjącą się pod jednym z łóżek koszulką.
Zawahała się na moment zmierzając do drzwi, ale nie dlatego że przez jej głowę przepłynęły jakiekolwiek wątpliwości odnośnie tego, czy cokolwiek w mieszkaniu napawało ją jakimikolwiek wątpliwościami, a dlatego że katem oka wyłapała na parapecie ledwo żywą roślinę, którą zostawiono na pastwę losu. Wróciła jeszcze po nią, wpychając po magicznie powiększonej torby, a potem wyszła na korytarz, zamykając za sobą drzwi na klamkę.
Kiedy zeszła po schodach i wyszła z kamienicy, skierowała swoje kroki w stronę wcześniej umówionego miejsca, gdzie mieli się spotkać po wszystkim. Szła niby to swobodnym krokiem, w głowie obracając stale od nowa myśl, że drzwi do mieszkania zastała otwarte, jakby cały proces miał ją do czegoś natchnąć. Prawdę jednak powiedziawszy, nie potrafiła z tym skojarzyć nic innego oprócz faktu, że pewnie śmierciożercy szukający Barlow musieli zostawić mieszkanie za sobą w takim, a nie innym stanie.
Skręciła za róg, wreszcie docierając na miejsce i w paru szybszych krokach znajdując się przy Mavelle i Eriku.
- Drzwi do mieszkania były otwarte - zakomunikowała na dzień dobry, otwierając torbę i wkładając do niej rękę, by wyciągnąć z niej elementy garderoby. - Wzięłam parę, bo nie wiedziałam które mogły byś noszone. Mam nadzieję, że wystarczy.
Wewnątrz przywitał ją brak porządnego światła, ale nie przeszkadzało jej to, bo to wpadające przez brudne okna na klatce schodowej wystarczało, żeby nie potknąć się na ciągnących ku górze schodach, prowadzących ją do mieszkania Barlow. Czuła się może nieco niezręcznie, kiedy jak to w kamienicach, jej kroki odbijały się echem chyba po całym pionie, ale starała się o tym nie myśleć zbyt dużo.
Otworzyła drzwi, z pewną konsternacją naciskając na klamkę, kiedy uświadomiła sobie, że absolutnie nic nie powstrzymywało ją przed zwyczajnym wejściem do środka. Żaden zamknięty na klucz zamek. Żadne zaklęcie, którego ewentualnie mogłaby się spodziewać po mieszkaniu czarownicy.
Kiedy przekroczyła próg, przymknęła za sobą drzwi wejściowe, nie chcąc by ktokolwiek myślał, że zostawiła je tak zwyczajnie otwarte. Starała sie na nic nie stanąć, chociaż panujący w mieszkaniu bałagan niekoniecznie temu miejscami sprzyjał. Chwilę rozglądała się po pokoju dziennym, szukając spojrzeniem jakiegoś pozostawionego pośpiesznie ubrania. Bluzy, niedbale rzuconych spodni, a może ciepniętego na oparcie krzesła swetra, który też ostatecznie przykuł jej uwagę. Zwinęła go do torby, razem ze znalezioną w szafie bluzką i kryjącą się pod jednym z łóżek koszulką.
Zawahała się na moment zmierzając do drzwi, ale nie dlatego że przez jej głowę przepłynęły jakiekolwiek wątpliwości odnośnie tego, czy cokolwiek w mieszkaniu napawało ją jakimikolwiek wątpliwościami, a dlatego że katem oka wyłapała na parapecie ledwo żywą roślinę, którą zostawiono na pastwę losu. Wróciła jeszcze po nią, wpychając po magicznie powiększonej torby, a potem wyszła na korytarz, zamykając za sobą drzwi na klamkę.
Kiedy zeszła po schodach i wyszła z kamienicy, skierowała swoje kroki w stronę wcześniej umówionego miejsca, gdzie mieli się spotkać po wszystkim. Szła niby to swobodnym krokiem, w głowie obracając stale od nowa myśl, że drzwi do mieszkania zastała otwarte, jakby cały proces miał ją do czegoś natchnąć. Prawdę jednak powiedziawszy, nie potrafiła z tym skojarzyć nic innego oprócz faktu, że pewnie śmierciożercy szukający Barlow musieli zostawić mieszkanie za sobą w takim, a nie innym stanie.
Skręciła za róg, wreszcie docierając na miejsce i w paru szybszych krokach znajdując się przy Mavelle i Eriku.
- Drzwi do mieszkania były otwarte - zakomunikowała na dzień dobry, otwierając torbę i wkładając do niej rękę, by wyciągnąć z niej elementy garderoby. - Wzięłam parę, bo nie wiedziałam które mogły byś noszone. Mam nadzieję, że wystarczy.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.