28.10.2023, 03:06 ✶
Kąciki jego ust drgnęły ku górze, ale był to wyraz twarzy człowieka, który nie był właściwie pewien, jak powinien zareagować w danej sytuacji. Z jednej strony wierzył w słowa, które właśnie wypowiedział, albo raczej może w fakt, że nie widział innej drogi wyjścia z sytuacji, w jakiej się znajdowali. Z drugiej strony, cholera, jej odpowiedź wydawała się tak beztroska, że podważał właśnie wszystko co tylko mógł. Swoją poczytalność, jej własną i czy w ogóle ten plan wykonalny, skoro wszystko właśnie wydawało się zmieniać w wodę. Szybko jednak przestał, kiedy poczuł jak zaciska palce mocniej na jego dłoni i na moment, ten jego krzywy uśmiech uspokoił się i był dokładnie tym czym powinien - tylko uśmiechem.
Kolejne uczucie pojawiło się nagle, zaciskając niczym dłoń na sercu. Otworzył usta, próbując nabrać powietrza do płuc, ale na niewiele się to zdało. Przez myśl przeszło mu tylko jeszcze, że w całym tym teatrzyku jaki zaoferowała mu wizja, mógł chociaż zrobić to, czego chciał od niego jego 'brat' i ją pocałować. Przynajmniej miałby coś od życia, zanim to się skończy.
Mrugnięcie.
Przez moment zastanawiał się, czy to nie kolejna wizja, ale zapach dymu był tak drażniący, że kaszlnął, a potem do jego uszu przebił się głos Victorii.
- Brenna? - niby powtórzył za nią, rozglądając się szybko za sylwetką kobiety, czując to przytłaczające uczucie ucisku, które czaiło się gdzieś w żołądku. Tego nie było w jego wizjach. To było tylko i wyłącznie jego i znaczyło mniej więcej tyle, że byli w dupie.
Pozbierał się szybko na nogi, wyłapując truposzy, którzy zwrócili na nich uwagę, ale także Longbottom, która w tym momencie postanowiła przekierować uwagę na latającą po atrium kobietę, która wcześniej posłała ich do snu. Przesunął się, stając na linii między nieumarłymi, a Brenną i Bones, podnosząc własną różdżkę do góry u chcąc rzucić zaklęcie, które splotłoby surową magię w poziome ostrze, wycelowane w zbliżających się do nich napastników i może przy dobrych wiatrach ich przecięło.
rzucam na kształtowanie, żeby pociąć biegnące na nas trupy
Kolejne uczucie pojawiło się nagle, zaciskając niczym dłoń na sercu. Otworzył usta, próbując nabrać powietrza do płuc, ale na niewiele się to zdało. Przez myśl przeszło mu tylko jeszcze, że w całym tym teatrzyku jaki zaoferowała mu wizja, mógł chociaż zrobić to, czego chciał od niego jego 'brat' i ją pocałować. Przynajmniej miałby coś od życia, zanim to się skończy.
Mrugnięcie.
Przez moment zastanawiał się, czy to nie kolejna wizja, ale zapach dymu był tak drażniący, że kaszlnął, a potem do jego uszu przebił się głos Victorii.
- Brenna? - niby powtórzył za nią, rozglądając się szybko za sylwetką kobiety, czując to przytłaczające uczucie ucisku, które czaiło się gdzieś w żołądku. Tego nie było w jego wizjach. To było tylko i wyłącznie jego i znaczyło mniej więcej tyle, że byli w dupie.
Pozbierał się szybko na nogi, wyłapując truposzy, którzy zwrócili na nich uwagę, ale także Longbottom, która w tym momencie postanowiła przekierować uwagę na latającą po atrium kobietę, która wcześniej posłała ich do snu. Przesunął się, stając na linii między nieumarłymi, a Brenną i Bones, podnosząc własną różdżkę do góry u chcąc rzucić zaklęcie, które splotłoby surową magię w poziome ostrze, wycelowane w zbliżających się do nich napastników i może przy dobrych wiatrach ich przecięło.
rzucam na kształtowanie, żeby pociąć biegnące na nas trupy
Rzut PO 1d100 - 63
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 90
Sukces!
Sukces!