28.10.2023, 08:53 ✶
Uśmiechnęła się lekko. Gerry miała rację - to będzie najwspanialsze miejsce do kupienia eliksirów w Londynie. Z takim nastawieniem muszą z Aveliną wkroczyć w ten świat biznesu. Bo czemu miałoby się nie udać? Przecież obie sobie już teraz doskonale radziły. Tak, zdecydowanie musi zmienić nastawienie.
- Masz rację. Muszę patrzeć na to inaczej, zwłaszcza jeśli będziemy miały z Ave tak wybitną łowczynię po swojej stronie - mrugnęła do Geraldine niemalże filuternie. - I będziemy zarabiać kupę kasy. To się nie może nie udać.
Wiedziała, że Gerry lubiła pieniądze, więc lekka i subtelna zachęta powinna rozwiać jej wszelkie wątpliwości. Chociaż i tak Yaxley wyglądała tak, jakby to ona bardziej wierzyła w powodzenie nowego biznesu Olivii i Aveliny, niż sama Olivia.
Wypiła duży łyk wina. Alkohol powoli zaczynał szumieć jej w głowie, ale nie tak uciążliwie, a lekko i przyjemnie. Lubiła ten stan, pozwalał się odprężyć.
- Są, a i owszem. Ale mam wrażenie, że ich umysły po prostu wypierają nasze istnienie. Chociaż korzystają z dóbr ziemi, ostatnio odkryłam, że interesują się zielarstwem. Nie tak, jak my, ale robią wzmacniające napary i to wydaje się działać, bo każdy słyszał o lipie czy werbenie. Ciekawa sprawa, chociaż mam wrażenie, że większość z nich po prostu to... Olewa? - podrapała się paznokciem po policzku. Sama nie wiedziała, jak to inaczej ująć. - Nie doceniają, o. Ale mają inne rzeczy niż my. Nie wiem czy lepsze, ale inne. Fajnie się to obserwuje, bo my byśmy użyli magii, a oni używają czegoś innego, co też działa. Albo robią to po prostu dłuższą drogą, ręcznie.
Jej by się nie chciało - ale z drugiej strony wychowała się wśród czarodziejów i czarownic. Może miałaby inne podejście, gdyby była mugolem? I wtedy sama by zasuwała z miotłą? Olivia rozejrzała się i nachyliła do Geraldine konspiracyjnie.
- Ale dzięki nim odkryłam, że lepiej herbatę parzy człowiek, niż zaklęty dzbanek! - powiedziała to tonem, jakby zdradzała kobiecie swoją największą tajemnicę.
- Masz rację. Muszę patrzeć na to inaczej, zwłaszcza jeśli będziemy miały z Ave tak wybitną łowczynię po swojej stronie - mrugnęła do Geraldine niemalże filuternie. - I będziemy zarabiać kupę kasy. To się nie może nie udać.
Wiedziała, że Gerry lubiła pieniądze, więc lekka i subtelna zachęta powinna rozwiać jej wszelkie wątpliwości. Chociaż i tak Yaxley wyglądała tak, jakby to ona bardziej wierzyła w powodzenie nowego biznesu Olivii i Aveliny, niż sama Olivia.
Wypiła duży łyk wina. Alkohol powoli zaczynał szumieć jej w głowie, ale nie tak uciążliwie, a lekko i przyjemnie. Lubiła ten stan, pozwalał się odprężyć.
- Są, a i owszem. Ale mam wrażenie, że ich umysły po prostu wypierają nasze istnienie. Chociaż korzystają z dóbr ziemi, ostatnio odkryłam, że interesują się zielarstwem. Nie tak, jak my, ale robią wzmacniające napary i to wydaje się działać, bo każdy słyszał o lipie czy werbenie. Ciekawa sprawa, chociaż mam wrażenie, że większość z nich po prostu to... Olewa? - podrapała się paznokciem po policzku. Sama nie wiedziała, jak to inaczej ująć. - Nie doceniają, o. Ale mają inne rzeczy niż my. Nie wiem czy lepsze, ale inne. Fajnie się to obserwuje, bo my byśmy użyli magii, a oni używają czegoś innego, co też działa. Albo robią to po prostu dłuższą drogą, ręcznie.
Jej by się nie chciało - ale z drugiej strony wychowała się wśród czarodziejów i czarownic. Może miałaby inne podejście, gdyby była mugolem? I wtedy sama by zasuwała z miotłą? Olivia rozejrzała się i nachyliła do Geraldine konspiracyjnie.
- Ale dzięki nim odkryłam, że lepiej herbatę parzy człowiek, niż zaklęty dzbanek! - powiedziała to tonem, jakby zdradzała kobiecie swoją największą tajemnicę.