13.11.2022, 17:03 ✶
Z najwyższym trudem powstrzymała się przed przygotowaniem tego okładu osobiście, a najlepiej rzuceniem kilku zaklęć. Żałowała, że magia lecznicza nigdy nie była jej specjalnością: nic zresztą dziwnego, aby być uzdrowicielem, potrzeba było długich studiów. Pozwoliła jednak Flintowi zająć się oparzeniem sama, świadoma, że mógłby poczuć się urażony, gdyby zaczęła tak nad nim skakać. Pozwoliła więc, by ogarnął oparzenie sam, a ona zabrała się zamykaniem naszyjnika w szkatułce. Zgodnie z jego instrukcjami unikała celowania bezpośrednio w środek naszyjnika. Nie miała ochoty ani sama oberwać, ani zdemolować całego pomieszczenia.
- Pudła są dodatkowo zaklęte, żeby zawartość nie została uszkodzona, do jutra ten czar powinien utrzymać – dodała, umieszczając szkatułkę w pudełku, w którym przyniosła naszyjnik. Tak dla bezpieczeństwa. Przez moment jeszcze przypatrywała się pudłu podejrzliwie, jakby niepewna, jak zareaguje na czary.
Przeczuwała, że coś jest nie tak, ale trzeba przyznać, że nie spodziewała się aż takiego paskudztwa. Na myśl o tym, że mogliby to wystawić na licytację, robiło się jej słabo. Co, gdyby ktoś zginął…?
- Użyłabym raczej słowa „dobra” – sprostowała, uśmiechając się blado. Była dokładna, uparta i zwracała uwagę na szczegóły. Miała też parę umiejętności, bardzo przydatnych w BUM. Jednocześnie jednak nie miała jakichś ogromnych ambicji, a jej skłonność do nadmiernego planowania mogła być postrzegana jako wadę. – Ale dziękuję, to miłe. Cieszę się, że z tym do ciebie przyszłam, inaczej to mogłoby się bardzo źle skończyć…
Miała szczęście, że Castiel znał się na swojej pracy i nie zbagatelizował sprawy. Ona, potencjalny nabywca, cała jej rodzina. Nie wspominając już o tym, ze jeśli naszyjnik był częścią zestawu, to mógł ich doprowadzić do pozostałych jego elementów…
Nie dziwiła się, że miał ochotę się roześmiać. Sama, rozsiadłszy się z powrotem na podłodze, między stosikami książek, się roześmiała, kiedy nazwał to klątwą antykulinarną. Właściwie nazwa była dość trafna…
– Wiem, to brzmi strasznie głupio, ale w naszym domu dzieją się rzeczy przedziwne. Nawet podejrzewałam poltergeista, ale wszystko dotyczy wyłącznie mojego brata. Nigdy nie był jakoś utalentowany kulinarnie, wiesz, zamiana cukru z solą to norma, raz czy dwa spalił jakiś garnek albo czajnik, ale to były zwykłe przypadki. A teraz? Próbując ugotować makaron, zadymił cały dom. Wchodzi do kuchni, gdy robię tosty, patelnia staje w ogniu. Mama przygotowuje ciasto, Erik tylko się zbliża, a ono zamienia się w spalonkę. Ba, ostatnio czajnik z wodą na herbatę zaczął podskakiwać i pryskać wokół gorącą wodą, ledwo Erik stanął na progu – parsknęła i pokręciła głową z taką energią, że ciemne włosy aż zatańczyły wokół głowy. Chaos, jaki niechcący siał jej brat, nieodmienne Brennę bawił, niemniej sytuacja eskalowała, a początkowe żarty o konieczności ściągnięcia klątwołamacza sprawiły, że postanowiła się skonsultować. – Co zabawne, coś podobnego zdarzyło się, kiedy byliśmy u wujka. Zwykle po prostu któraś z nas robi jedzenie, ale w tej chwili zaczynam się bać, że jeśli spróbuje zrobić sobie kanapkę, to noże się poderwą i go zasztyletują.
- Pudła są dodatkowo zaklęte, żeby zawartość nie została uszkodzona, do jutra ten czar powinien utrzymać – dodała, umieszczając szkatułkę w pudełku, w którym przyniosła naszyjnik. Tak dla bezpieczeństwa. Przez moment jeszcze przypatrywała się pudłu podejrzliwie, jakby niepewna, jak zareaguje na czary.
Przeczuwała, że coś jest nie tak, ale trzeba przyznać, że nie spodziewała się aż takiego paskudztwa. Na myśl o tym, że mogliby to wystawić na licytację, robiło się jej słabo. Co, gdyby ktoś zginął…?
- Użyłabym raczej słowa „dobra” – sprostowała, uśmiechając się blado. Była dokładna, uparta i zwracała uwagę na szczegóły. Miała też parę umiejętności, bardzo przydatnych w BUM. Jednocześnie jednak nie miała jakichś ogromnych ambicji, a jej skłonność do nadmiernego planowania mogła być postrzegana jako wadę. – Ale dziękuję, to miłe. Cieszę się, że z tym do ciebie przyszłam, inaczej to mogłoby się bardzo źle skończyć…
Miała szczęście, że Castiel znał się na swojej pracy i nie zbagatelizował sprawy. Ona, potencjalny nabywca, cała jej rodzina. Nie wspominając już o tym, ze jeśli naszyjnik był częścią zestawu, to mógł ich doprowadzić do pozostałych jego elementów…
Nie dziwiła się, że miał ochotę się roześmiać. Sama, rozsiadłszy się z powrotem na podłodze, między stosikami książek, się roześmiała, kiedy nazwał to klątwą antykulinarną. Właściwie nazwa była dość trafna…
– Wiem, to brzmi strasznie głupio, ale w naszym domu dzieją się rzeczy przedziwne. Nawet podejrzewałam poltergeista, ale wszystko dotyczy wyłącznie mojego brata. Nigdy nie był jakoś utalentowany kulinarnie, wiesz, zamiana cukru z solą to norma, raz czy dwa spalił jakiś garnek albo czajnik, ale to były zwykłe przypadki. A teraz? Próbując ugotować makaron, zadymił cały dom. Wchodzi do kuchni, gdy robię tosty, patelnia staje w ogniu. Mama przygotowuje ciasto, Erik tylko się zbliża, a ono zamienia się w spalonkę. Ba, ostatnio czajnik z wodą na herbatę zaczął podskakiwać i pryskać wokół gorącą wodą, ledwo Erik stanął na progu – parsknęła i pokręciła głową z taką energią, że ciemne włosy aż zatańczyły wokół głowy. Chaos, jaki niechcący siał jej brat, nieodmienne Brennę bawił, niemniej sytuacja eskalowała, a początkowe żarty o konieczności ściągnięcia klątwołamacza sprawiły, że postanowiła się skonsultować. – Co zabawne, coś podobnego zdarzyło się, kiedy byliśmy u wujka. Zwykle po prostu któraś z nas robi jedzenie, ale w tej chwili zaczynam się bać, że jeśli spróbuje zrobić sobie kanapkę, to noże się poderwą i go zasztyletują.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.