28.10.2023, 15:00 ✶
Efemeryczność Loretty rzucała Severine na kolana, rozdzierała wzruszeniem i napawała pragnieniem, by za wszelką cenę ją chronić. Wkrótce, ku swej rozpaczy, zdała sobie sprawę z tego, że nie może jej chronić przed nią samą. Że nie może zabraniać jej życia na swoich warunkach, zaś ciągłym wtrącaniem się w jej decyzje może osiągnąć efekt odwrotny od zamierzonego i któregoś dnia ją stracić. Nauczyła się więc trzymać język za zębami i stać z boku, choć było to niezwykle trudne, gdy żal i zazdrość odbierały jej zdolność trzeźwego spojrzenia na sytuację. Zwróciłabyś na mnie uwagę, gdybym była mężczyzną?, wielokrotnie cisnęło jej się na usta, lecz brakowało odwagi, by z gardła mógł wydobyć się jakikolwiek dźwięk.
Sięgnęła ponad stołem i dolała jej końcówkę laudanum, wypełniając tym razem nieco ponad połowę szklanki. Chciała ją w pewien sposób znieczulić i przygotować na prawdę, która zaraz miała wyrwać się spomiędzy jej warg. Lecz czy na pewno postępowała słusznie, sypiąc sól na świeże rany na psyche Loretty? Nawet jeśli przyjaciółka zarzekała się, że jest w stanie przyjąć wszystkie słowa, jakimi ją uraczy, to czy za jakiś czas ich ciężar jej nie złamie.
Zaciągnęła się nikotyną kilkukrotnie, zanim zdecydowała się mówić. Jakby chciała, by jej wątpliwości rozwiały się w taki sam sposób, jak dym, który opuszcza jej płuca.
— Zacznijmy od tego, że podobno za bardzo interesował się cudzymi żonami, a cudze żony za bardzo interesowały się nim. Nikt wszakże nie był do niczego przymuszany. Nie znam szczegółów, ale w tle pojawiła się jakaś papierośnica, czy zapalniczka, którą zbyt butnie się chwalił... Ale to chyba dla ciebie za mało, żeby go znienawidzić, prawda? — spojrzała na Lorettę, po czym upiła kilka solidnych łyków ze swojej szklanki. Nawet się nie skrzywiła. — To nie jest zresztą prawdziwy powód, dla którego spakował zabawki i postanowił przenieść się do innej piaskownicy. A przynajmniej nie jedyny. Toczyło się wobec niego - albo miało dopiero zacząć się toczyć - postępowanie wyjaśniające w sprawie dokumentów, które miał sfałszować. Nie wiem, ile w tym prawdy; być może Yaxley jest niewinny, a zdradzany mąż, który swoją drogą, okazał się jego przełożonym, chciał w ten sposób się na nim zemścić. Nie uważasz jednak, że coś musi być na rzeczy, skoro uciekł? Może obawiał się, że w trakcie postępowania na jaw wyjdą jego inne występki?
Zamilkła, pozwalając pannie Lestrange na przeanalizowanie tego, co właśnie jej powiedziała, ułożenia sobie w głowie i zastanowienia się, czy być może nie pojawiły się znaki, których Loretta nie brała na poważnie lub czy nie zostały zniekształcone przez jego manipulacje. Nie zdziwiłaby się, gdyby stosował na niej te tanie sztuczki, jakich uczą w Departamencie Przestrzegania Praw Czarodziejów, by w niekoniecznie moralny sposób zdobyć zeznania od podejrzanego. A przecież on miał nad nią przewagę, w postaci jej bezgranicznego oddania i uwielbienia dla jego osoby.
— Zasługujesz na kogoś, kto będzie cię lepiej traktować — rzekła po chwili przerywanej jedynie trzaskaniem drewna w kominku. Kto kocha cię, tak jak kocham cię ja, dodała w myślach, uśmiechając się gorzko. Pochyliła się nad prawie pustą szklanką w swojej dłoni i poruszyła ją od niechcenia, sprawiając, że laudanum zaczęło odbijać się o ścianki. Nie umiała znaleźć słów pocieszenia. "Wszystko będzie dobrze", "poznasz kogoś lepszego" i "on na ciebie nie zasługiwał" wydawały się pustymi frazesami, standardowymi formułami, których nauczyła się na pamięć i powtarzała za każdym razem, gdy związki Loretty się sypały.
Mogła jej dać tylko swoją miłość.
Sięgnęła ponad stołem i dolała jej końcówkę laudanum, wypełniając tym razem nieco ponad połowę szklanki. Chciała ją w pewien sposób znieczulić i przygotować na prawdę, która zaraz miała wyrwać się spomiędzy jej warg. Lecz czy na pewno postępowała słusznie, sypiąc sól na świeże rany na psyche Loretty? Nawet jeśli przyjaciółka zarzekała się, że jest w stanie przyjąć wszystkie słowa, jakimi ją uraczy, to czy za jakiś czas ich ciężar jej nie złamie.
Zaciągnęła się nikotyną kilkukrotnie, zanim zdecydowała się mówić. Jakby chciała, by jej wątpliwości rozwiały się w taki sam sposób, jak dym, który opuszcza jej płuca.
— Zacznijmy od tego, że podobno za bardzo interesował się cudzymi żonami, a cudze żony za bardzo interesowały się nim. Nikt wszakże nie był do niczego przymuszany. Nie znam szczegółów, ale w tle pojawiła się jakaś papierośnica, czy zapalniczka, którą zbyt butnie się chwalił... Ale to chyba dla ciebie za mało, żeby go znienawidzić, prawda? — spojrzała na Lorettę, po czym upiła kilka solidnych łyków ze swojej szklanki. Nawet się nie skrzywiła. — To nie jest zresztą prawdziwy powód, dla którego spakował zabawki i postanowił przenieść się do innej piaskownicy. A przynajmniej nie jedyny. Toczyło się wobec niego - albo miało dopiero zacząć się toczyć - postępowanie wyjaśniające w sprawie dokumentów, które miał sfałszować. Nie wiem, ile w tym prawdy; być może Yaxley jest niewinny, a zdradzany mąż, który swoją drogą, okazał się jego przełożonym, chciał w ten sposób się na nim zemścić. Nie uważasz jednak, że coś musi być na rzeczy, skoro uciekł? Może obawiał się, że w trakcie postępowania na jaw wyjdą jego inne występki?
Zamilkła, pozwalając pannie Lestrange na przeanalizowanie tego, co właśnie jej powiedziała, ułożenia sobie w głowie i zastanowienia się, czy być może nie pojawiły się znaki, których Loretta nie brała na poważnie lub czy nie zostały zniekształcone przez jego manipulacje. Nie zdziwiłaby się, gdyby stosował na niej te tanie sztuczki, jakich uczą w Departamencie Przestrzegania Praw Czarodziejów, by w niekoniecznie moralny sposób zdobyć zeznania od podejrzanego. A przecież on miał nad nią przewagę, w postaci jej bezgranicznego oddania i uwielbienia dla jego osoby.
— Zasługujesz na kogoś, kto będzie cię lepiej traktować — rzekła po chwili przerywanej jedynie trzaskaniem drewna w kominku. Kto kocha cię, tak jak kocham cię ja, dodała w myślach, uśmiechając się gorzko. Pochyliła się nad prawie pustą szklanką w swojej dłoni i poruszyła ją od niechcenia, sprawiając, że laudanum zaczęło odbijać się o ścianki. Nie umiała znaleźć słów pocieszenia. "Wszystko będzie dobrze", "poznasz kogoś lepszego" i "on na ciebie nie zasługiwał" wydawały się pustymi frazesami, standardowymi formułami, których nauczyła się na pamięć i powtarzała za każdym razem, gdy związki Loretty się sypały.
Mogła jej dać tylko swoją miłość.