28.10.2023, 23:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.10.2023, 23:11 przez Severine Crouch.)
Przysunęła się do mężczyzny, a jej dłoń dyskretnie uniosła się za jego plecami, zupełnie tak, jakby była przekomarzającą się z nim kochanką, która chciała go objąć, lecz zaraz potem smukłe palce zacisnęły się na jego kołnierzu, tym samym być może nie całkowicie uniemożliwiając mu, lecz znacznie utrudniając ucieczkę. Zaciętość odbijająca się w jej oczach świadczyła natomiast o tym, że nie zamierza dać za wygraną. Nie mogła się poddać; była na to zbyt rozbita, zbyt zdesperowana, a tym samym jeszcze bardziej bezwzględna. W jednej chwili zrozumiała bowiem, że ten człowiek może stać się kluczem do odnalezienia Atticusa, odzyskania spokoju i zbudowaniu swojego szczęścia od początku.
Tęsknota rozdzierała jej duszę w pół, obdzierając ze zdolności trzeźwego postrzegania rzeczywistości w sprawach dotyczących syna. Musiała działać - szybko, agresywnie, nie licząc się z konsekwencjami. Dotrze na szczyt, nawet jeśli będzie musiała wspinać się po drabinie z trupów, zostawić za sobą spalone mosty i bezpowrotnie utracić rzeczy, na których dotychczas jej zależało.
— Daj spokój, nie przyszłam po alimenty — westchnęła, siląc się na cyniczny uśmiech, przysuwając przy tym swoją twarz do twarzy Flynna, aż poczuła na skórze jego ciepły oddech. Dla niewtajemniczonego przechodnia mogło to wyglądać na schadzkę kochanków w osobliwej scenerii, lecz iskry w spojrzeniu Severine zdradzały, że to małe tête-à-tête ma inny charakter. Wreszcie go puściła i odsunęła się nieznacznie, wciąż mając go w zasięgu swej ręki, gdyby próbował uciec.
— Myślę, że sędziów Wizengamotu nie będzie obchodziło to, dla kogo pracowałeś, kiedy zrobiłeś to i owo — odparła z udawaną beztroską, jakby rozmawiali o pogodzie lub cenach truskawek — Jutro rano mogę zanieść pudło z dowodami do Biura Aurorów. Wiesz, że mam wciąż dojścia? Wiesz, że mój ojciec jest jednym z sędziów? Wiesz, że gdybym tylko poprosiła, mógłby ci zapewnić randkę z dementorem?
Umilkła, dając mu chwilę na zrozumienie powagi sytuacji. Wprawdzie blefowała w sprawie ojca, z którym skrupulatnie unikała kontaktu, jednak skąd, na Merlina, Edge miałby wiedzieć, jak wyglądały relacje w domu Crouchów. Liczył się tylko efekt - wzbudzenie w nim strachu, zapędzenie w róg, zmuszenie do posłuszeństwa. Nie była wszak autorytetem, materiałem na lidera, kimś, za kim na dłuższą metę mogłyby podążać tłumy - Severine była przywódcą jednorazowego użytku; płonęła jasno, lecz zbyt szybko się wypalała. Umiała zjednywać sobie ludzi, motywować do działania, stawać na czele emocjonalnych zrywów, ale nie potrafiła ich przy sobie utrzymać.
Byłaby świetnym dowódcą dla polskich powstań.
Dyskretnie rozejrzała się wokół, jakby obawiała się, że ktoś mógłby ich obserwować, po czym sięgnęła do kieszeni spodni po pogiętą paczkę papierosów i podsunęła ją swojemu towarzyszowi. Wiedziała, że Flynn miał swoje, ale nie sądziła, aby był aż tak dumny, żeby odmówić poczęstowania się kolejnym. Zwłaszcza, że te które przyniosła ze sobą, należały niewątpliwie do tych z górnej półki.
— Dobrze się zastanów. Jeśli wypełnisz swoje zadanie, nie tylko zniszczę wszystkie kwity, jakie na ciebie mam, ale też sowicie cię wynagrodzę. W tysiącach... nie, dziesiątkach tysięcy galeonów — kusiła go, mamiła, niczym żmija zwisająca z gałęzi jabłoni w ogrodzie u zarania dziejów. Strach, chciwość oraz pożądanie były językiem, którym mówili wszyscy.
A Severine dla Atticusa zapłaciłaby każdą cenę.
Tęsknota rozdzierała jej duszę w pół, obdzierając ze zdolności trzeźwego postrzegania rzeczywistości w sprawach dotyczących syna. Musiała działać - szybko, agresywnie, nie licząc się z konsekwencjami. Dotrze na szczyt, nawet jeśli będzie musiała wspinać się po drabinie z trupów, zostawić za sobą spalone mosty i bezpowrotnie utracić rzeczy, na których dotychczas jej zależało.
— Daj spokój, nie przyszłam po alimenty — westchnęła, siląc się na cyniczny uśmiech, przysuwając przy tym swoją twarz do twarzy Flynna, aż poczuła na skórze jego ciepły oddech. Dla niewtajemniczonego przechodnia mogło to wyglądać na schadzkę kochanków w osobliwej scenerii, lecz iskry w spojrzeniu Severine zdradzały, że to małe tête-à-tête ma inny charakter. Wreszcie go puściła i odsunęła się nieznacznie, wciąż mając go w zasięgu swej ręki, gdyby próbował uciec.
— Myślę, że sędziów Wizengamotu nie będzie obchodziło to, dla kogo pracowałeś, kiedy zrobiłeś to i owo — odparła z udawaną beztroską, jakby rozmawiali o pogodzie lub cenach truskawek — Jutro rano mogę zanieść pudło z dowodami do Biura Aurorów. Wiesz, że mam wciąż dojścia? Wiesz, że mój ojciec jest jednym z sędziów? Wiesz, że gdybym tylko poprosiła, mógłby ci zapewnić randkę z dementorem?
Umilkła, dając mu chwilę na zrozumienie powagi sytuacji. Wprawdzie blefowała w sprawie ojca, z którym skrupulatnie unikała kontaktu, jednak skąd, na Merlina, Edge miałby wiedzieć, jak wyglądały relacje w domu Crouchów. Liczył się tylko efekt - wzbudzenie w nim strachu, zapędzenie w róg, zmuszenie do posłuszeństwa. Nie była wszak autorytetem, materiałem na lidera, kimś, za kim na dłuższą metę mogłyby podążać tłumy - Severine była przywódcą jednorazowego użytku; płonęła jasno, lecz zbyt szybko się wypalała. Umiała zjednywać sobie ludzi, motywować do działania, stawać na czele emocjonalnych zrywów, ale nie potrafiła ich przy sobie utrzymać.
Byłaby świetnym dowódcą dla polskich powstań.
Dyskretnie rozejrzała się wokół, jakby obawiała się, że ktoś mógłby ich obserwować, po czym sięgnęła do kieszeni spodni po pogiętą paczkę papierosów i podsunęła ją swojemu towarzyszowi. Wiedziała, że Flynn miał swoje, ale nie sądziła, aby był aż tak dumny, żeby odmówić poczęstowania się kolejnym. Zwłaszcza, że te które przyniosła ze sobą, należały niewątpliwie do tych z górnej półki.
— Dobrze się zastanów. Jeśli wypełnisz swoje zadanie, nie tylko zniszczę wszystkie kwity, jakie na ciebie mam, ale też sowicie cię wynagrodzę. W tysiącach... nie, dziesiątkach tysięcy galeonów — kusiła go, mamiła, niczym żmija zwisająca z gałęzi jabłoni w ogrodzie u zarania dziejów. Strach, chciwość oraz pożądanie były językiem, którym mówili wszyscy.
A Severine dla Atticusa zapłaciłaby każdą cenę.