28.10.2023, 19:06 ✶
- Cóż, niedawno tu przyszłam, więc może dlatego…? – podsunęła z lekkim uśmiechem. Zresztą. Osób tu i tak trochę było, tak samo jak tworzyły się najróżniejsze grupki, mniejsze bądź większe, więc raczej dość naturalnym było, że nie zetknęła się z każdą przebywającą tu osobą, prawda?
- Co masz dokładnie na myśli? – zmarszczyła, nie do końca pewną, co Tia miała na myśli w kwestii pogodowych dziwactw. Zresztą, jak podejrzewała Bones, „dziwne” w jej słowniku mogło oznaczać zupełnie co innego, co w słowniku czarodziejów. Cóż, nie ma jak różnice pomiędzy światem mugolskim a czarodziejskim i rozdział pomiędzy nimi – mimo że w teorii i tak mieszkali w jednym i tym samym.
Zerknęła gdzieś w bok. Niesprawiedliwe. Cóż. Może i tak – bo nagle zostanie im wymazana część życia, która przecież też wpływała na to, kim byli. Ale machnięcie ręką na naruszenie fundamentalnej zasady czarodziejskiego świata? Nie, jako przedstawicielka tych sił, które stały na straży praw, nie powinna była myśleć o ich nagięciu.
- Życie rzadko jest sprawiedliwe – zauważyła cicho. Czy tego chcieli czy nie – nierówności były wszędzie, wystarczyło tylko spojrzeć w odpowiednią stronę. Cóż, mało to pocieszające… Kusiło też podpowiedzieć, żeby – cokolwiek im chodziło po głowie – niczego nie próbowały, ale ugryzła się ostatecznie w język. Zapewne nie przyjęłyby tego za dobrze. Co oznaczało, że trzeba mieć te panny na oku… na wszelki wypadek.
- A… z ciekawości – stwierdziła lekkim tonem – W każdym razie, to całkiem ciekawe, co mówisz, że uznawano to jako coś normalnego... – dodała z pewnym namysłem w głosie. Dla niej osobiście: normalne nie było, za żadną cholerę. Takie rzeczy najzwyczajniej w świecie się nie działy i koniec, kropka.
- Och, też nie byłabym szczęśliwa, gdyby ktoś zabrał moją twórczość – przyznała z cichym westchnięciem. A tu nie dość, że zabrana, to jeszcze i zapomniana. Jak tu nie być nieszczęśliwym, prawda? Jakby tego było mało, coś zmieniło się w atmosferze, ponownie. Była maleńka, nieistotna, proch na wietrze… aż spojrzała w stronę Księżyca, z niewypowiedzianym pytaniem w jego stronę.
Nie na długo.
- Lily, w porządku?- spytała, również odruchowo wyciągając dłonie w stronę kobiety. Choć, na szczęście, Tia była szybsza.
- Co masz dokładnie na myśli? – zmarszczyła, nie do końca pewną, co Tia miała na myśli w kwestii pogodowych dziwactw. Zresztą, jak podejrzewała Bones, „dziwne” w jej słowniku mogło oznaczać zupełnie co innego, co w słowniku czarodziejów. Cóż, nie ma jak różnice pomiędzy światem mugolskim a czarodziejskim i rozdział pomiędzy nimi – mimo że w teorii i tak mieszkali w jednym i tym samym.
Zerknęła gdzieś w bok. Niesprawiedliwe. Cóż. Może i tak – bo nagle zostanie im wymazana część życia, która przecież też wpływała na to, kim byli. Ale machnięcie ręką na naruszenie fundamentalnej zasady czarodziejskiego świata? Nie, jako przedstawicielka tych sił, które stały na straży praw, nie powinna była myśleć o ich nagięciu.
- Życie rzadko jest sprawiedliwe – zauważyła cicho. Czy tego chcieli czy nie – nierówności były wszędzie, wystarczyło tylko spojrzeć w odpowiednią stronę. Cóż, mało to pocieszające… Kusiło też podpowiedzieć, żeby – cokolwiek im chodziło po głowie – niczego nie próbowały, ale ugryzła się ostatecznie w język. Zapewne nie przyjęłyby tego za dobrze. Co oznaczało, że trzeba mieć te panny na oku… na wszelki wypadek.
- A… z ciekawości – stwierdziła lekkim tonem – W każdym razie, to całkiem ciekawe, co mówisz, że uznawano to jako coś normalnego... – dodała z pewnym namysłem w głosie. Dla niej osobiście: normalne nie było, za żadną cholerę. Takie rzeczy najzwyczajniej w świecie się nie działy i koniec, kropka.
- Och, też nie byłabym szczęśliwa, gdyby ktoś zabrał moją twórczość – przyznała z cichym westchnięciem. A tu nie dość, że zabrana, to jeszcze i zapomniana. Jak tu nie być nieszczęśliwym, prawda? Jakby tego było mało, coś zmieniło się w atmosferze, ponownie. Była maleńka, nieistotna, proch na wietrze… aż spojrzała w stronę Księżyca, z niewypowiedzianym pytaniem w jego stronę.
Nie na długo.
- Lily, w porządku?- spytała, również odruchowo wyciągając dłonie w stronę kobiety. Choć, na szczęście, Tia była szybsza.