— Po prostu mówię, że mogło być jeszcze gorzej, okej? — Uniósł obie ręce w obronnym geście. — To też jakaś forma pocieszenia! I nie zaprzeczaj, bo gdyby było gorzej, a potem lepiej, to na pewno wolałabyś ten „wypadek” przy którym miałaś mniej stresu.
Nerwowość przyjaciółki zaczęła się udzielać i jemu. Nie wiedział, czy faktycznie tak ciężko przeżywa ich obecny problem, czy to magia podsycała jej najgorsze przypuszczenia, doprowadzając... Cóż, na skraj. Miał wrażenie, jakby w Figg motały się dwa koty: jeden chciał go rozszarpać i podrapać, tak że w domu by go nie poznali, a drugi... Drugi pewnie zaczynał przekonywać się do ideologii tego pierwszego.
— Oczywiście, że tak! — potwierdził z powagą, jednak z każdym kolejnym słowem, ironia zaczynała coraz mocniej wybrzmiewać w jego głosie. — A co? Myślisz, że z radością wsiadłem do tego traktora, planując się nim rozbić? Jeszcze może sobie chichotałem, jakiego fioła dostaniesz, jak poczujesz, że coś jest nie tak? — Przewrócił wymownie oczami. — To tak nie działa! Pewne rzeczy po prostu się dzieją!
Może jest to jakaś myśl? Zamiast inwestować w łódki, trzeba było dorzucić parę galeonów do badań nad eliksirem wydłużającym życie. Skoro jedno życie to za mało, pomyślał z sarkazmem. Starał się zrozumieć pozycję Nory, ale nader dobrze znał też swoją własną. Był brygadzistą, miał odpowiednie przeszkolenie, więc wiedział, co robić, aby nie zrobić sobie krzywdy. Wiedział, jak zachować zimną krew i doprowadzić pewne sprawy do końca. To go ratowało w sytuacjach, gdy musiał stanąć naprzeciw niebezpieczeństwu. Westchnął ciężko.
— Powinniśmy znaleźć jakieś lekarstwo na to, skoro to tak mocno na was działa — mruknął, nie bardzo wiedząc, co więcej mógł dodać w tej kwestii. — Jak tak dalej to was wykończę. Nieumyślnie, oczywiście.
Nie pchał się przecież w niebezpieczeństwo z zamiarem napsucia krwi Norze i Elliotowi. Po prostu pewnym zdarzeniom było przeznaczone dojść do skutku, a ludzie, nawet jeśli próbowali ich uniknąć, to po prostu działali wbrew przeznaczeniu. Gdyby Erik nie wybrał się tego dnia na wieś, to pewnie zamiast traktora natrafiłby go na inne kłopoty. A przecież nie mógł też przestać chodzić do pracy tylko dlatego, że kowenowy rytuał namieszał mu w życiu.
To znaczy, pewnie by mógł – bo skarbiec Longbottomów na to pozwalał – jednak czułby się z tym źle. Bądź co bądź, miał obowiązki wobec swoich współpracowników, Ministerstwa i po prostu magicznej społeczności. Poza tym unikanie kłopotów wcale nie likwidowało ryzyka związanego z tym, co odczuwała Figg z Malfoyem do spółki.
— Dobrze. Niech tak będzie! — Opuścił dłoń z kubkiem i odstawił go na stół. — Pij na umór, skoro uważasz, że po tym ci będzie lepiej.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞