Chociaż w pierwszej chwili Erik nie zdołał rozpoznać, gdzie właściwie wylądował, tak gdy zyskał te kilka sekund, aby dokładniej przyjrzeć się swojemu otoczeniu, dosyć szybko wywnioskował, że miał do czynienia z kajutami załogi. Może nie tej wysoko opłacanej w czasach, gdy Perła Morza faktycznie pływała w pełnym składzie po morzach, ale takiej... standardowej? Tak, to było chyba najlepsze określenie.
Na szczęście Longbottom miał większe problemy, toteż nie przejmował się zbytnio tym, w jakim był pokoju. Zależało mu przede wszystkim na tym, aby się stąd wydostać. I nic nie wskazywało na to, aby miało to być zadanie łatwe i proste. Zwłaszcza dla kogoś tak poobijanego, jak on. Eh, po co on się tutaj w ogóle władował? Trzeba było nie machać tak różdżką na prawo i lewo, pomyślał z przekąsem, wspinając się powoli na metalowe łóżko piętrowe. Może gdyby nie próbował podpalić tej wiedźmy, to Geraldine lub Victoria zdołałyby go w porę złapać?
Nie chcąc ryzykować spotkania z żywymi trupami wałęsającymi się za ścianą, Erik postanowił wspiąć się na szczyt piętrowego łóżka, aby następnie spróbować podskoczyć (pomimo obolałego ciała) i chwycić się krawędzi popękanej podłogi z nadzieją, że uda mu się wdrapać na górny pokład na którym czekała na niego reszta drużyny.
Slaby sukces...
Sukces!
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞