28.10.2023, 23:04 ✶
Pierwszą reakcją, kiedy tylko usiadł obok, było natrętne wręcz przysunięcie się do niego tak, żeby stykać się jak największą powierzchnią siebie. Chciał się nawet ułożyć na jego obojczyku, wtulić w tak znane mu już teraz ciało, ale... Coś było nie tak. Ciemne oczy Flynna badały go bardzo uważnie. Chłopak sunął wzrokiem to po tych drżących rękach, to po papierosie, to po jego twarzy i tym spojrzeniu pełnym strachu. Nie miał pojęcia, co zrobił, że wywołał w nim taką reakcję. Bo to był on? Czy coś, co go spotkało po drodze, może jakiś zły sen, cokolwiek?
Wszystko tylko nie on, błagał rzeczywistość w myślach.
Siedząc naprzeciwko tego strumienia, młodszy Bell myślał o swoim bracie, o tym zbliżeniu, przez które całą noc nie zmrużył powiek. Był cholernie zmęczony i niepewny jutra, ale jednocześnie żył tym ciepłem, Alexandrem przyciśniętym do wymiętej pościeli. Na początku nie mógł przetrawić tego, że to wszystko stało się naprawdę. Teraz kiedy dopalał trzecią pod rząd fajkę, nie potrafił już wyobrazić sobie świata, w którym to się nie stało. Gdyby Al mu teraz wysyczał jakiś dyrdymał o jednorazowości, albo (błagam nie) o żałowaniu minionej nocy, to Flynn by po prostu wstał, wbiegł pomiędzy drzewa i już nigdy do cyrku nie wrócił... Okropnie to pewnie brzmi, ale odetchnął z ulgą, kiedy powodem drżenia jego rąk okazał się być strach przed odrzuceniem.
Wtulił się w niego jednak, objął go ręką w pasie, ułożył głowę na tym obojczyku.
- Nigdzie się nie wybieram - zapewnił go, a później zamilknął. Po krótkiej chwili dotarła od niego jednak waga tych słów. Nie powiedział tego delikatnie, nie zadał mu żadnego pytania. Potrzebuję, przyrzeknij. Mógł myśleć, że to była prośba, ale w oczach Flynna to było żądanie, jakaś wyższa potrzeba duszy. Zacisnął palce na jego ubraniu, raz jeszcze podniósł twarz do góry. - Przyrzekam ci. - Nie dopowiedział tego, ale istniało tu jednak dopowiedzenie: nie zostawi go tak długo, jak Al będzie go chciał. Jak przestanie go pragnąć lub przestanie być sobą, nić pomiędzy nimi zerwie się szybciej niż rozcięta nożycami. - Znajdę tu sobie coś do roboty, żeby być przy tobie... Nie kłamałem, mówiąc o nauczeniu się nowych rzeczy. Wiedza to jedyna rzecz, którą można zabrać ze sobą, kiedy się co chwilę planuje kolejne przeprowadzki.
Wszystko tylko nie on, błagał rzeczywistość w myślach.
Siedząc naprzeciwko tego strumienia, młodszy Bell myślał o swoim bracie, o tym zbliżeniu, przez które całą noc nie zmrużył powiek. Był cholernie zmęczony i niepewny jutra, ale jednocześnie żył tym ciepłem, Alexandrem przyciśniętym do wymiętej pościeli. Na początku nie mógł przetrawić tego, że to wszystko stało się naprawdę. Teraz kiedy dopalał trzecią pod rząd fajkę, nie potrafił już wyobrazić sobie świata, w którym to się nie stało. Gdyby Al mu teraz wysyczał jakiś dyrdymał o jednorazowości, albo (błagam nie) o żałowaniu minionej nocy, to Flynn by po prostu wstał, wbiegł pomiędzy drzewa i już nigdy do cyrku nie wrócił... Okropnie to pewnie brzmi, ale odetchnął z ulgą, kiedy powodem drżenia jego rąk okazał się być strach przed odrzuceniem.
Wtulił się w niego jednak, objął go ręką w pasie, ułożył głowę na tym obojczyku.
- Nigdzie się nie wybieram - zapewnił go, a później zamilknął. Po krótkiej chwili dotarła od niego jednak waga tych słów. Nie powiedział tego delikatnie, nie zadał mu żadnego pytania. Potrzebuję, przyrzeknij. Mógł myśleć, że to była prośba, ale w oczach Flynna to było żądanie, jakaś wyższa potrzeba duszy. Zacisnął palce na jego ubraniu, raz jeszcze podniósł twarz do góry. - Przyrzekam ci. - Nie dopowiedział tego, ale istniało tu jednak dopowiedzenie: nie zostawi go tak długo, jak Al będzie go chciał. Jak przestanie go pragnąć lub przestanie być sobą, nić pomiędzy nimi zerwie się szybciej niż rozcięta nożycami. - Znajdę tu sobie coś do roboty, żeby być przy tobie... Nie kłamałem, mówiąc o nauczeniu się nowych rzeczy. Wiedza to jedyna rzecz, którą można zabrać ze sobą, kiedy się co chwilę planuje kolejne przeprowadzki.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.