29.10.2023, 01:08 ✶
Normalnie, to by ją pierdolnął z łokcia, kiedy się tak zaczęła do niego przymilać, ale obiecał sobie przecież już kilka dobrych razy, że to koniec, nie będzie się plątał w takie losowe bitki, bo to mu nie przynosi nic dobrego, a on ma o kogo dbać. Silna motywacja, jaką odczuwał, nie pokrywała się niestety z planami wszechświata - za krótko był dobrym człowiekiem, żeby bycie złym człowiekiem nie wracało do niego ciągle i nie obrywał rykoszetem za własne działania... Severine była kolejnym z elementów tej wielkiej układanki, która sypała mu się na głowę.
- A rżnąłem ja ciebie kiedyś, żebyś w ogóle mogła przyjść po alimenty? - Zapytał, chociaż szczerze mówiąc, to nie pamiętał. Jeżeli tak, to był tak pijany, że mu to nawet nie wypadło z pamięci, a nigdy przenigdy do niej nie wpadło.
Schadzka kochanków? Flynn w to wątpił, tak szczerze i od serca - nikt by za kochanków nie wziął panny z klasą, a nią niewątpliwie była Severine i obszczymura z podbitym okiem. Gdyby tylko odwrócić te role, gdyby to on się nad nią złowieszczo pochylał, to i by te trupy wstały z grobów, żeby go strzelić w pysk i odgonić od pięknej panny. Dla nich wszystkich to była przecież piękna i wspaniała panna Crouch, dla niego - kurwa, szmata, zdzira co mu groziła. I nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wielkie miała szczęście, że się odciął od tej Fontaine, bo w innej sytuacji - gdyby go nie ograniczała potrzeba starania się dla osób przez niego kochanych, to dobrze wybrała scenerię spotkania - cmentarz, miejsce docelowe ich podróży, było na tyle blisko, aby nie zmęczył się ciągnąc po ścieżce jeszcze ciepłe zwłoki. Morderstwa nigdy nie stanowiły najlepszego wyboru, ale często stanowiły najłatwiejszy...
No dobrze, miała na niego jakieś haki i czegoś od niego chciała. Na tym etapie Crow wiedział już, że niezależnie od jego decyzji w historii pojawi się trup. Jeżeli ten wskazany przez Severine nie będzie kimś nieosiągalnym do uciszenia, to przegrał tę loterię, ale jeżeli nie... To wciąż byli tutaj sami, a on mógł sięgnąć po nóż szybciej, niż krzyknęłaby po pomoc. Ale czy to na pewno było przypadkowe spotkanie?
Też rozejrzał się wokoło, odganiając ją jak natrętną muchę.
- ...kogo? - W domyśle - kogo miał się pozbyć, nie wpadł przecież sam na to, że wcale nie chodziło jej o to, o co chodziło każdemu, kto prosił go o pomoc. Ona nie chciała przemocy, ona go rekrutowała do czegoś, w czym by jej równie dobrze mógł pomóc jakiś losowy Brygadzista ze zbyt dużą ilością czasu.
A ostatnim, czego on chciał, były te pieniądze. Nie potrzebował żadnych pieniędzy, a jakby je dostał i wrócił z nimi do cyrku, to nie chciał nawet wiedzieć, co pomyślałby sobie Alexander i coś mu mówiło, że mogła to być bolesna prawda, że mimo szczerych obietnic wcale nie wyzbył się starych nawyków.
- A rżnąłem ja ciebie kiedyś, żebyś w ogóle mogła przyjść po alimenty? - Zapytał, chociaż szczerze mówiąc, to nie pamiętał. Jeżeli tak, to był tak pijany, że mu to nawet nie wypadło z pamięci, a nigdy przenigdy do niej nie wpadło.
Schadzka kochanków? Flynn w to wątpił, tak szczerze i od serca - nikt by za kochanków nie wziął panny z klasą, a nią niewątpliwie była Severine i obszczymura z podbitym okiem. Gdyby tylko odwrócić te role, gdyby to on się nad nią złowieszczo pochylał, to i by te trupy wstały z grobów, żeby go strzelić w pysk i odgonić od pięknej panny. Dla nich wszystkich to była przecież piękna i wspaniała panna Crouch, dla niego - kurwa, szmata, zdzira co mu groziła. I nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wielkie miała szczęście, że się odciął od tej Fontaine, bo w innej sytuacji - gdyby go nie ograniczała potrzeba starania się dla osób przez niego kochanych, to dobrze wybrała scenerię spotkania - cmentarz, miejsce docelowe ich podróży, było na tyle blisko, aby nie zmęczył się ciągnąc po ścieżce jeszcze ciepłe zwłoki. Morderstwa nigdy nie stanowiły najlepszego wyboru, ale często stanowiły najłatwiejszy...
No dobrze, miała na niego jakieś haki i czegoś od niego chciała. Na tym etapie Crow wiedział już, że niezależnie od jego decyzji w historii pojawi się trup. Jeżeli ten wskazany przez Severine nie będzie kimś nieosiągalnym do uciszenia, to przegrał tę loterię, ale jeżeli nie... To wciąż byli tutaj sami, a on mógł sięgnąć po nóż szybciej, niż krzyknęłaby po pomoc. Ale czy to na pewno było przypadkowe spotkanie?
Też rozejrzał się wokoło, odganiając ją jak natrętną muchę.
- ...kogo? - W domyśle - kogo miał się pozbyć, nie wpadł przecież sam na to, że wcale nie chodziło jej o to, o co chodziło każdemu, kto prosił go o pomoc. Ona nie chciała przemocy, ona go rekrutowała do czegoś, w czym by jej równie dobrze mógł pomóc jakiś losowy Brygadzista ze zbyt dużą ilością czasu.
A ostatnim, czego on chciał, były te pieniądze. Nie potrzebował żadnych pieniędzy, a jakby je dostał i wrócił z nimi do cyrku, to nie chciał nawet wiedzieć, co pomyślałby sobie Alexander i coś mu mówiło, że mogła to być bolesna prawda, że mimo szczerych obietnic wcale nie wyzbył się starych nawyków.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.