29.10.2023, 14:32 ✶
Nauczyła się już jak tłumić swe uczucia, jak skrywać je pod maską serdeczności, lecz nie nadmiernej czułości, jakich słów nie wypowiadać na głos, by nie sprowadzać rozmowy na niebezpieczne tory, jakich gestów nie wykonywać, by nie zostać źle odebraną. Z czasem jej serce obrosło swoistym pancerzem, skorupą zobojętnienia na zewnętrzne bodźce, zaś pojawienie się każdego kolejnego mężczyzny w życiu Loretty nie bolało już tak mocno, jak poprzednim razem. A choć była to niegojąca się rana, to w gruncie rzeczy do pewnego rodzaju cierpienia można się przyzwyczaić, uzależnić od rozpaczy, odnaleźć ukojenie w przemilczaniu swojego nieszczęścia.
Loretta tymczasem mogła powiedzieć jej o wszystkim, złożyć głowę na jej ramieniu i wypłakać swe troski, podczas gdy Severine ukrywała przed nią nie tylko prawdziwy charakter swych uczuć, lecz także nosiła na swych barkach ciężar poważniejszego sekretu, który ujawniony mógł wywrócić do góry nogami kilka żyć. Jak bowiem mogła jej powiedzieć, że w czasie swojej nieobecności w Londynie urodziła dziecko jej brata? Jak nadać temu komunikatowi odpowiednią formę i wyrazić go w taki sposób, by przekazać wszystkie swoje myśli? I najważniejsze - jak znaleźć w sobie wystarczająco dużo odwagi, by stawić czoło swoim kłamstwom? Jak ułożyć życie, gdy przypomina ono kostkę lodu rzuconą na rozgrzaną blachę?
Miała nadzieję, że plotki pozostaną plotkami, lecz gdy Loretta powiązała jej słowa z papierośnicą Leandra, ogarnęła ją trudna do opisania wściekłość; na siebie, że nie powiedziała jej o tym wcześniej i na Yaxleya, że w ogóle ośmielił się uczynić coś takiego, i na świat, że skonstruowany był w taki sposób, i znów na siebie, że nie urodziła się mężczyzną. Jak wówczas wyglądałoby jej życie? Zazdrościła bratu metamorfomagii, możliwości dowolnego przeskakiwania pomiędzy ciałem kobiety i mężczyzny, możliwości bycia sobą i wolności, jaka się z tym wiązała.
Zacisnęła dłonie w pięści. Ten człowiek ją krzywdził, nie tylko pod względem emocjonalnym - wielokrotnie wszak widywała zasinienia na jej drobnej szyi - a ona wciąż wierzyła, że ją kochał! Kochał! Gdyby ją kochał, zabrałby ją ze sobą podczas ucieczki na drugi koniec, wziął z nią sekretny ślub, nigdy nie podniósł na nią ręki, ani nie przyczynił się do jej łez, nie zradzałby jej i ją szanował. Severine pod względem relacji międzyludzkich była prosta, może nieco staroświecka i żyjąca wyobrażeniami wyjętymi z powieści, które czytała, nie rozumiała dynamiki niektórych relacji, nie potrafiła pojąć, w jaki sposób dominacja i degradacja mogą sprawiać komuś przyjemność. Brakowało jej w tej kwestii doświadczenia, dlatego też głos w jej głowie krzyczał, wrzeszczał głośno i rozpaczliwie, buntując się przeciwko prawdom głoszonym przez Lorettę, jakoby ten mężczyzna mógł kiedykolwiek ją kochać.
Zemsta. Tego Severine obawiała się najbardziej; przez ostatnie lata przekonała się, jak pragnienie odpłacenia komuś za swe krzywdy potrafi być wyniszczające, jak wysysa z człowieka resztki energii i obdziera go z radości życia; nie mogła pozwolić, aby to samo spotkało Lorettę, aby jej pogoń za człowiekiem niewartym jej ani jednej łzy stała się powodem jej upadku i zatracenia dawnej siebie. Nie wiedziała jednak w jaki sposób ją odwieść od tego zamysłu, a więc nie powiedziała nic, tylko pokiwała głową wpatrzona w dogasające płomienie w kominku.
— Późno już. Zostaniesz u mnie na noc? — zaproponowała, przerywając wreszcie niezręczne milczenie. Podniosła się z fotela i podała jej dłoń.
Loretta tymczasem mogła powiedzieć jej o wszystkim, złożyć głowę na jej ramieniu i wypłakać swe troski, podczas gdy Severine ukrywała przed nią nie tylko prawdziwy charakter swych uczuć, lecz także nosiła na swych barkach ciężar poważniejszego sekretu, który ujawniony mógł wywrócić do góry nogami kilka żyć. Jak bowiem mogła jej powiedzieć, że w czasie swojej nieobecności w Londynie urodziła dziecko jej brata? Jak nadać temu komunikatowi odpowiednią formę i wyrazić go w taki sposób, by przekazać wszystkie swoje myśli? I najważniejsze - jak znaleźć w sobie wystarczająco dużo odwagi, by stawić czoło swoim kłamstwom? Jak ułożyć życie, gdy przypomina ono kostkę lodu rzuconą na rozgrzaną blachę?
Miała nadzieję, że plotki pozostaną plotkami, lecz gdy Loretta powiązała jej słowa z papierośnicą Leandra, ogarnęła ją trudna do opisania wściekłość; na siebie, że nie powiedziała jej o tym wcześniej i na Yaxleya, że w ogóle ośmielił się uczynić coś takiego, i na świat, że skonstruowany był w taki sposób, i znów na siebie, że nie urodziła się mężczyzną. Jak wówczas wyglądałoby jej życie? Zazdrościła bratu metamorfomagii, możliwości dowolnego przeskakiwania pomiędzy ciałem kobiety i mężczyzny, możliwości bycia sobą i wolności, jaka się z tym wiązała.
Zacisnęła dłonie w pięści. Ten człowiek ją krzywdził, nie tylko pod względem emocjonalnym - wielokrotnie wszak widywała zasinienia na jej drobnej szyi - a ona wciąż wierzyła, że ją kochał! Kochał! Gdyby ją kochał, zabrałby ją ze sobą podczas ucieczki na drugi koniec, wziął z nią sekretny ślub, nigdy nie podniósł na nią ręki, ani nie przyczynił się do jej łez, nie zradzałby jej i ją szanował. Severine pod względem relacji międzyludzkich była prosta, może nieco staroświecka i żyjąca wyobrażeniami wyjętymi z powieści, które czytała, nie rozumiała dynamiki niektórych relacji, nie potrafiła pojąć, w jaki sposób dominacja i degradacja mogą sprawiać komuś przyjemność. Brakowało jej w tej kwestii doświadczenia, dlatego też głos w jej głowie krzyczał, wrzeszczał głośno i rozpaczliwie, buntując się przeciwko prawdom głoszonym przez Lorettę, jakoby ten mężczyzna mógł kiedykolwiek ją kochać.
Zemsta. Tego Severine obawiała się najbardziej; przez ostatnie lata przekonała się, jak pragnienie odpłacenia komuś za swe krzywdy potrafi być wyniszczające, jak wysysa z człowieka resztki energii i obdziera go z radości życia; nie mogła pozwolić, aby to samo spotkało Lorettę, aby jej pogoń za człowiekiem niewartym jej ani jednej łzy stała się powodem jej upadku i zatracenia dawnej siebie. Nie wiedziała jednak w jaki sposób ją odwieść od tego zamysłu, a więc nie powiedziała nic, tylko pokiwała głową wpatrzona w dogasające płomienie w kominku.
— Późno już. Zostaniesz u mnie na noc? — zaproponowała, przerywając wreszcie niezręczne milczenie. Podniosła się z fotela i podała jej dłoń.