A Sauriel jak to Sauriel, musiał marudzić. Typowy Rookwood Stanley jednak był już przyzwyczajony do tego jego pierdolenia, chociaż i on sam tak często gadał bez sensu dlatego puścił jego słowa odnośnie magii mimo chodem. Gdyby spotkali się w innym momencie to najpewniej mogli na ten temat podyskutować jak prawdziwi dżentelmeni czy oczytani ludzie, a tak musieli się skupić na stadionowej burdzie.
- Oczywiście, że tak Sauriel. Zrobimy dokładnie to samo co na Nokturnie... Chyba nie boisz się jakoś fanatycznego kibica? - zlustrował swojego przyjaciela. Co ten cały Kaiden mógł zrobić? Umrzeć? - Raczej nie. Wydaje się być całkiem dobrym i miłym człowiek na ogół... Wątpie aby gdzieś tam mógł się znaleźć - odpowiedział Anthony'emu - Nie wiem, raczej nie dużo. Następny mecz tutaj grają dopiero za dwa czy tam trzy tygodnie, a to już trochę za późno, także rozwiązujemy ten problem dzisiaj - zakomunikował. Chłopaki zadawali za dużo pytań. Szukali tej dziury w całym. Borgin sądził, że wybrał najbardziej odpowiednie osoby do tego planu, a Ci zastanawiali się jakby było nad czym. To przecież była robota na 20 minut, wchodzą i wychodzą. Gotowe.
Pociąg do głów był jak najbardziej Borginowy i cała rodzina wykazywała zainteresowania do tej kwestii... No może prawie cała, wszak Tosiek nadal był zbyt niewinny na to wszystko. Stanley momentami zastanawiał się czy dobrze zrobili z całą rodzinną kliką, że wciągnęli go w tę wojnę? Nie jemu jednak było to oceniać. Jeżeli taka była wola ich dziadka, nestora rodu - to tak musieli postąpić - Jeżeli chcesz iść na pokaz mody to zabierz sobie jakaś koleżankę i pojedź do Paryża. Możesz przy okazji Roberta pozdrowić ode mnie i wypić lampkę wina za moje zdrowie... A jeżeli chcesz mi pomóc to po prostu to zrób i nie marudź na maski, na szaty... Na cokolwiek. Kapiszi? - spojrzał pytająco na Borgina Juniora. Mógł dostrzec jak Stanley nabiera powietrza w płuc z przewracanymi oczami - No chyba, że chcesz dostać wyrok w trybie ekspresowym. Dużo szybciej, niż ja czy Sauriel. No to jak będzie? - dodał, spoglądając jak Rookwood pali pozostałe wieżyczki. Kurwa, świetną ekipę sobie dobrałem. Merlinie... Za jakie grzechy Przetarł twarz - Nie wiem Sauriel czy będzie tam z kimś czy nie. Na pewno będzie miał tam zgraję swoich kibiców... A co do wyglądu to około metra osiemdzięsięciu. Koło trzydziestki. Krótko ścięty blondyn. Obwieszony od stóp do głów jakimiś transparentami o własnej głupocie. Czy taki opis starczy? Kurwa, gość się będzie wyróżniał od innych. Nie sposób go będzie nie rozpoznać. To lider tej chołoty, będzie siedział na środku - odpowiedział, stukając nerwowo w parapet.
- Pomysł z hipnozą jest zajebisty... Dlatego trochę to zmodyfikujemy. Tosiek pij ten cydr szybciej bo idziesz na samo rozpoczęcie meczu. Będziesz tam od momentu rozpoczęcia, a my przybędziemy pół godziny później. To ważne, zapamiętaj. PÓŁ GODZINY - podniósł lekko głos, aby podkreślić czas ich przybycia, a nie po to aby na Tośka nakrzyczeć - My w międzyczasie zniszczymy kominek i udamy się na dół trybuny. Zahipnotyzujesz go i sprowadzisz na dół trybuny, a my będzie tam czekać. Pozbawimy go życia, spalimy trybuny, a Ty w między czasie się ewakuujesz bezpiecznie z miejsca zdarzenia kiedy my będzie siać pożogę i zniszczenie. Polecam skorzystać z transmutacji w razie czego. Sztuczka się sprawdza i już raz nam pozwoliła wyjść bez szwanku z problemu - przetarł dłonie - Zrobimy naszą część, symbol zawiśnie na niebie i oddalimy się z miejsca zdarzenia. O nas się nie bój. Złego licho nie bierze - pstryknął palcami - To proponuję jako plan oficjalny i końcowy. Uwzględniłem wszystkie Wasze za i przeciw. Uważam, że jest najbardziej bezpieczny ze wszystkiego co wymyśliliśmy. Tosiek będzie bezpieczny, a my w razie czego będziemy mieli duże pole do popisu i ewakuacji - dodał, opierając się o parapet - Jeżeli nie macie żadnych więcej sprzeciwów ani nic z tych rzeczy to za kilka godzin będziemy świętować kolejne zwycięstwo - uśmiechnął się do nich szczerze - serdecznie. Jak do własnych braci.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972