30.10.2023, 01:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.12.2023, 14:46 przez Lorraine Malfoy.)
Kostka nie bolała, zaopatrzona przez doświadczoną w leczeniu podobnych urazów pielęgniarkę, ale Lorraine nie pomyślała, że zawroty głowy po spotkaniu z kantem umywalki będą tak silne, że ledwo zdoła odcyfrować napis Wirująca magia na okładce książki. W poszukiwaniu stabilizacji oparła się bezpiecznie o otwarte drzwiczki szafki, przesuwając się tak, aby i Brenna miała dostęp do zawartości kredensu. Nie spodziewała się, że tak łatwo będzie mogła żartować ze starszą gryfonką; że ta tak łatwo wyciśnie z niej chichot, rzucając śmiertelnie poważnym tonem, że wycenia swoją głowę na dziesięć czekoladowych żab; że bez większych ceregieli przeskoczą przez niebezpieczne tematy tylko po to, żeby finalnie odkryć brudny sekrecik szkolnej medyczki.
Co za dzień, pomyślała Lorraine, patrząc na śnieg wirujący za oknem tak samo jak reszta pomieszczenia. Odwróciła głowę z powrotem w stronę towarzyszki szpitalnej niedoli, próbując skupić się na jej słowach, próbując zmusić się do dokończenia rzuconej wcześniej wymówki. A mogła powiedzieć, że wybiera się na święta do Loretty, i miałaby spokój... Dopiero kiedy Brenna pochyliła się nad wypadającymi z szafki tomiszczami i zaczęła przeglądać okładki z rozchichotanymi, nieco roznegliżowanymi czarownicami i czarownikami w różnych wyzywających pozach, i stwierdziła nagle, że mugolskie książki są ciekawsze, Malfoy zdołała skupić wzrok, aby popatrzeć z niedowierzaniem w piwne oczy Longbottomówny. Nie, żeby Lorraine czytała jakąkolwiek... Ale była ogromną fanką literatury magicznej. I pytania Brenny, podobnie jak i uśmiech czający się w kącikach jej ust, sugerowały, że trafiła na podobną sobie, a może i większą entuzjastkę książek.
Może i nie znalazła odpowiednich składników do eliksiru, ale mogła w takim razie odwrócić jej uwagę na inny sposób.
- Niemożliwe, że nie lubisz czarodziejskich romansów!! Na pewno… Na pewno jakieś słabe czytałaś, serio, Brenno, jakież myśli potworne po tym tłuczku masz, nie do wiary, złe czytałaś na pewno… Mówię ci, jakieś słabe wybierałaś, innych spróbuj. Ja ci tutaj wybiorę inne, nie da się nie lubić magicznych harlekinów!! Co ty właśnie za temat mi tutaj rzuciłaś, kochana, gwarantuję ci, że zmienisz zdanie, przeczytaj jakieś inne, dobre, bo różne są! ta wypowiedź ma w sobie link kliknij
Chociaż Lorraine wyglądała jak typowa bohaterka arcygłupiutkich żartów o czarownicach blondynkach, jej egzystencja, charakter i ambicje zadawały zwykle kłam stereotypom... Chyba, że chodziło o dobór lektur do poduszki. Malfoyówna w wolnych chwilach najczęściej wybierała bowiem spośród bogatych zasobów literatury magicznej – tak poza pozycjami o eliksirach, życiu sławnych alchemików i okazjonalnie, o wróżbiarstwie – właśnie romansidła. I to wszystkie, począwszy od klasycznych romansów pisanych wysublimowanym, wysokim stylem, po pozbawione jakiegokolwiek decorum harlekiny, które mniej doświadczoną czytelniczkę przyprawiłyby o pąsowy rumieniec…
Na szczęście, Lorraine – wbrew obawom Brenny – już dawno zdążyła się pozbyć resztek swojej dziewczęcej niewinności (jeżeli kiedykolwiek takową posiadała...), dlatego soczyste opisy abra-kadabra czy tam innego bara-bara, czytane często podczas śniadania w wielkiej sali, zamiast przywodzić odruch wymiotny, powodowały u niej jedynie lekkie uniesienie brwi.
- Zapomnij o To tylko quidditch.Ta sztuka – Lorraine postukała palcem w okładkę Sekrety Londynu, zanim podsunęła ją Brennie pod nos – Zaczyna się od upadku... ale moralnego. To stary dramat, jeden z pierwszych jaki przeczytałam, i nie wierzę, że mugole mogą napisać cokolwiek lepszego. – Oczy Malfoyówny rozbłysły, kiedy przypomniała sobie chwile spędzone nad czytaniem opasłego tomiszcza w bibliotece dziadków. Ukrywała się tam przed resztą rodziny, i wówczas odkryła, jak bardzo lubi czytać. Nikt nie kontrolował jej zapędów czytelniczych, więc dobór lektur był zdecydowanie nieodpowiedni do jej wieku, ale tym lepiej się bawiła.
- Główną bohaterką jest niezwykła dziewczyna, ale gdyby ktoś ją zapytał, odpowiedziałaby, że nie chce wcale być główną bohaterką. I to również czyni ją wyjątkową. Jest urocza, odważna, a jej nieskazitelnie czyste serce przyciąga do niej innych ludzi, nawet tych najbardziej zepsutych. O jej względy zabiega już od dzieciństwa pewien chłopak, którego ona odrzuca ze względu na różnice światopoglądowe. Choć chłopak, tak samo jak ona, jest czystej krwi, jego rodzice są bardzo konserwatywni, w przeciwieństwie do rodu głównej bohaterki, która to przeciwstawia się takim ideałom, i chciałaby zmienić świat w lepsze, spokojniejsze, bardziej tolerancyjne miejsce. Sztuka opisuje ich dorastanie, jego trudne dzieciństwo skontrastowane z przepełnionym szczęściem domem głównej bohaterki. Nasza protagonistka, po tym jak osiąga ważną pozycję w magicznym społeczeństwie, do czego zawsze dążyła, postanawia dołączyć do rewolucji sprzeciwiającej się rosnącym wpływom złego czarnoksiężnika. Widzimy, jak rośnie w siłę, jak staje się potężną czarownicą, i mierzymy się tak jak i ona z wątpliwościami, które targają nią, kiedy widzi zepsucie świata. Ale ona nigdy nie traci nadziei w sercu. W swojej walce spotyka, w moim odczuciu, miłość swojego życia: mężczyznę, który wbrew wszelkim jej uprzedzeniom, każdym swoim krokiem próbuje udowodnić, że jest dobry, że jest jej godzien, i oczywiście, jak każdy przyzwoity love interest, jest zabójczo przystojny... Dopiero, kiedy zostają związani tajemniczym magicznym rytuałem, protagonistka dopuszcza do siebie myśl, że może jednak mogliby być razem… – Lorraine wzięła kolejny oddech, i podała Brennie książkę.
- Ale to nie jest takie proste! Sztuka eksploruje też psychikę zakochanego w niej niegdyś chłopaka, i pokazuje także i jego duchową podróż, to, jak powoli ulega wpływom rodziny i zaczyna wspierać przeciwną stronę mocy, tak, że w końcu jedynym, co łączy go z główną bohaterką jest nieprzemijające lojalność wobec młodzieńczego uczucia, choć oboje ostatecznie stoją przecież po przeciwnych stronach barykady. Na domiar złego, jego rodzina znajduje mu narzeczoną – piękną, ale lodowatą pannę, półwilę zresztą, której historia również jest tragiczna, a co najciekawsze – jest ona powiązana ze wszystkimi wymienionymi wcześniej bohaterami. Okazuje się bowiem, że owa narzeczona to stara przyjaciółka protagonistki ze szkoły, a jakby tego było mało, umawiała się za młodu z tym drugim mężczyzną, który teraz jest idealnym wyborem dla głównej bohaterki. A wspominałam, że obaj mężczyźni także są przyjaciółmi z dzieciństwa, a ich więź przetrwała mimo próby czasu przez te wszystkie lata? Że oboje w końcu uświadamiają sobie, że walczą o względy tej samej kobiety? Autorzy dramatu pochylają się jednak przede wszystkim nad kontrastem między postaciami obu kobiet, bardziej niż na romansach skupiając się na ich psychologicznej głębi (chociaż każda kwestia, którą wypowiadają i tak przesycona jest flirtem, no ale nieważne): druga bohaterka jest bowiem antytezą tej pierwszej; miała nieszczęśliwe dzieciństwo, jest zimną manipulantką, która nie waha się wykorzystywać innych ludzi do własnych celów, jej ambicje przywodzą ją do zbrodni, i w gruncie rzeczy, wiesz, że jest postacią tragiczną, ale nie możesz się powstrzymać przed usprawiedliwianiem jej, bo ona tylko chce mieć swoje miejsce na świecie, tak samo jak główna bohaterka... Parę razy nawet rozmawiają o tym co je łączy, co je dzieli – trochę jak my dzisiaj, nie uważasz – rzuciła nagle, zmarszczywszy lekko brwi, jakby rozbawiona porównaniem – I to są najlepsze fragmenty dramatu. Ale jest tam wszystko: miłość, nienawiść, przyjaźń, niepewność, odwaga, marzenia, strach, smutek, szczęście!! – wyliczyła, na jednym oddechu.
- Niech testrale porwą pielęgniarkę, musisz to przeczytać. - Lorraine przewróciła z rozbawieniem oczami, na jej policzkach pojawił się aż lekki rumieniec ekscytacji, bo... rzadko miała okazję dzielić się swoją głęboko skrywaną pasją. A z uśmiechu Brenny mogła wyczytać, że trafiła na podatny grunt. – Ja zresztą też, bo już nie pamiętam zakończenia. - Pamiętała jednak, ile łez wylała nad losem półwili, identyfikując się z jej pofragmentowaną tożsamością...
Czasem aż by się chciało powiedzieć: is this fucking play about us?
Zawahała się, myśląc znów nad propozycją Brenny. Prawie zapomniała, że wciągnęła ją w swój długi monolog, aby odwrócić uwagę gryfonki od rzuconego od niechcenia zaproszenia, tak zaaferowała się swoją własną historią; miała nadzieję, że i na Longbottomównę wywrze to podobny efekt. Zastanowiła się, jakby to było móc powiedzieć "tak" na jej zaproszenie.
Niestety, Brenna była protagonistką epickiej historii, a ona – bohaterką tragedii. To nie mogło się udać.
BONUS:
![[Obrazek: 5a4cdf4f96566a5d6b5436d8763027e4908156f6.jpg]](https://64.media.tumblr.com/16ac0d29cf21519652a50d9306473109/bea3a405c812d3e3-7c/s2048x3072/5a4cdf4f96566a5d6b5436d8763027e4908156f6.jpg)
Co za dzień, pomyślała Lorraine, patrząc na śnieg wirujący za oknem tak samo jak reszta pomieszczenia. Odwróciła głowę z powrotem w stronę towarzyszki szpitalnej niedoli, próbując skupić się na jej słowach, próbując zmusić się do dokończenia rzuconej wcześniej wymówki. A mogła powiedzieć, że wybiera się na święta do Loretty, i miałaby spokój... Dopiero kiedy Brenna pochyliła się nad wypadającymi z szafki tomiszczami i zaczęła przeglądać okładki z rozchichotanymi, nieco roznegliżowanymi czarownicami i czarownikami w różnych wyzywających pozach, i stwierdziła nagle, że mugolskie książki są ciekawsze, Malfoy zdołała skupić wzrok, aby popatrzeć z niedowierzaniem w piwne oczy Longbottomówny. Nie, żeby Lorraine czytała jakąkolwiek... Ale była ogromną fanką literatury magicznej. I pytania Brenny, podobnie jak i uśmiech czający się w kącikach jej ust, sugerowały, że trafiła na podobną sobie, a może i większą entuzjastkę książek.
Może i nie znalazła odpowiednich składników do eliksiru, ale mogła w takim razie odwrócić jej uwagę na inny sposób.
- Niemożliwe, że nie lubisz czarodziejskich romansów!! Na pewno… Na pewno jakieś słabe czytałaś, serio, Brenno, jakież myśli potworne po tym tłuczku masz, nie do wiary, złe czytałaś na pewno… Mówię ci, jakieś słabe wybierałaś, innych spróbuj. Ja ci tutaj wybiorę inne, nie da się nie lubić magicznych harlekinów!! Co ty właśnie za temat mi tutaj rzuciłaś, kochana, gwarantuję ci, że zmienisz zdanie, przeczytaj jakieś inne, dobre, bo różne są! ta wypowiedź ma w sobie link kliknij
Chociaż Lorraine wyglądała jak typowa bohaterka arcygłupiutkich żartów o czarownicach blondynkach, jej egzystencja, charakter i ambicje zadawały zwykle kłam stereotypom... Chyba, że chodziło o dobór lektur do poduszki. Malfoyówna w wolnych chwilach najczęściej wybierała bowiem spośród bogatych zasobów literatury magicznej – tak poza pozycjami o eliksirach, życiu sławnych alchemików i okazjonalnie, o wróżbiarstwie – właśnie romansidła. I to wszystkie, począwszy od klasycznych romansów pisanych wysublimowanym, wysokim stylem, po pozbawione jakiegokolwiek decorum harlekiny, które mniej doświadczoną czytelniczkę przyprawiłyby o pąsowy rumieniec…
Na szczęście, Lorraine – wbrew obawom Brenny – już dawno zdążyła się pozbyć resztek swojej dziewczęcej niewinności (jeżeli kiedykolwiek takową posiadała...), dlatego soczyste opisy abra-kadabra czy tam innego bara-bara, czytane często podczas śniadania w wielkiej sali, zamiast przywodzić odruch wymiotny, powodowały u niej jedynie lekkie uniesienie brwi.
- Zapomnij o To tylko quidditch.Ta sztuka – Lorraine postukała palcem w okładkę Sekrety Londynu, zanim podsunęła ją Brennie pod nos – Zaczyna się od upadku... ale moralnego. To stary dramat, jeden z pierwszych jaki przeczytałam, i nie wierzę, że mugole mogą napisać cokolwiek lepszego. – Oczy Malfoyówny rozbłysły, kiedy przypomniała sobie chwile spędzone nad czytaniem opasłego tomiszcza w bibliotece dziadków. Ukrywała się tam przed resztą rodziny, i wówczas odkryła, jak bardzo lubi czytać. Nikt nie kontrolował jej zapędów czytelniczych, więc dobór lektur był zdecydowanie nieodpowiedni do jej wieku, ale tym lepiej się bawiła.
- Główną bohaterką jest niezwykła dziewczyna, ale gdyby ktoś ją zapytał, odpowiedziałaby, że nie chce wcale być główną bohaterką. I to również czyni ją wyjątkową. Jest urocza, odważna, a jej nieskazitelnie czyste serce przyciąga do niej innych ludzi, nawet tych najbardziej zepsutych. O jej względy zabiega już od dzieciństwa pewien chłopak, którego ona odrzuca ze względu na różnice światopoglądowe. Choć chłopak, tak samo jak ona, jest czystej krwi, jego rodzice są bardzo konserwatywni, w przeciwieństwie do rodu głównej bohaterki, która to przeciwstawia się takim ideałom, i chciałaby zmienić świat w lepsze, spokojniejsze, bardziej tolerancyjne miejsce. Sztuka opisuje ich dorastanie, jego trudne dzieciństwo skontrastowane z przepełnionym szczęściem domem głównej bohaterki. Nasza protagonistka, po tym jak osiąga ważną pozycję w magicznym społeczeństwie, do czego zawsze dążyła, postanawia dołączyć do rewolucji sprzeciwiającej się rosnącym wpływom złego czarnoksiężnika. Widzimy, jak rośnie w siłę, jak staje się potężną czarownicą, i mierzymy się tak jak i ona z wątpliwościami, które targają nią, kiedy widzi zepsucie świata. Ale ona nigdy nie traci nadziei w sercu. W swojej walce spotyka, w moim odczuciu, miłość swojego życia: mężczyznę, który wbrew wszelkim jej uprzedzeniom, każdym swoim krokiem próbuje udowodnić, że jest dobry, że jest jej godzien, i oczywiście, jak każdy przyzwoity love interest, jest zabójczo przystojny... Dopiero, kiedy zostają związani tajemniczym magicznym rytuałem, protagonistka dopuszcza do siebie myśl, że może jednak mogliby być razem… – Lorraine wzięła kolejny oddech, i podała Brennie książkę.
- Ale to nie jest takie proste! Sztuka eksploruje też psychikę zakochanego w niej niegdyś chłopaka, i pokazuje także i jego duchową podróż, to, jak powoli ulega wpływom rodziny i zaczyna wspierać przeciwną stronę mocy, tak, że w końcu jedynym, co łączy go z główną bohaterką jest nieprzemijające lojalność wobec młodzieńczego uczucia, choć oboje ostatecznie stoją przecież po przeciwnych stronach barykady. Na domiar złego, jego rodzina znajduje mu narzeczoną – piękną, ale lodowatą pannę, półwilę zresztą, której historia również jest tragiczna, a co najciekawsze – jest ona powiązana ze wszystkimi wymienionymi wcześniej bohaterami. Okazuje się bowiem, że owa narzeczona to stara przyjaciółka protagonistki ze szkoły, a jakby tego było mało, umawiała się za młodu z tym drugim mężczyzną, który teraz jest idealnym wyborem dla głównej bohaterki. A wspominałam, że obaj mężczyźni także są przyjaciółmi z dzieciństwa, a ich więź przetrwała mimo próby czasu przez te wszystkie lata? Że oboje w końcu uświadamiają sobie, że walczą o względy tej samej kobiety? Autorzy dramatu pochylają się jednak przede wszystkim nad kontrastem między postaciami obu kobiet, bardziej niż na romansach skupiając się na ich psychologicznej głębi (chociaż każda kwestia, którą wypowiadają i tak przesycona jest flirtem, no ale nieważne): druga bohaterka jest bowiem antytezą tej pierwszej; miała nieszczęśliwe dzieciństwo, jest zimną manipulantką, która nie waha się wykorzystywać innych ludzi do własnych celów, jej ambicje przywodzą ją do zbrodni, i w gruncie rzeczy, wiesz, że jest postacią tragiczną, ale nie możesz się powstrzymać przed usprawiedliwianiem jej, bo ona tylko chce mieć swoje miejsce na świecie, tak samo jak główna bohaterka... Parę razy nawet rozmawiają o tym co je łączy, co je dzieli – trochę jak my dzisiaj, nie uważasz – rzuciła nagle, zmarszczywszy lekko brwi, jakby rozbawiona porównaniem – I to są najlepsze fragmenty dramatu. Ale jest tam wszystko: miłość, nienawiść, przyjaźń, niepewność, odwaga, marzenia, strach, smutek, szczęście!! – wyliczyła, na jednym oddechu.
- Niech testrale porwą pielęgniarkę, musisz to przeczytać. - Lorraine przewróciła z rozbawieniem oczami, na jej policzkach pojawił się aż lekki rumieniec ekscytacji, bo... rzadko miała okazję dzielić się swoją głęboko skrywaną pasją. A z uśmiechu Brenny mogła wyczytać, że trafiła na podatny grunt. – Ja zresztą też, bo już nie pamiętam zakończenia. - Pamiętała jednak, ile łez wylała nad losem półwili, identyfikując się z jej pofragmentowaną tożsamością...
Czasem aż by się chciało powiedzieć: is this fucking play about us?
Zawahała się, myśląc znów nad propozycją Brenny. Prawie zapomniała, że wciągnęła ją w swój długi monolog, aby odwrócić uwagę gryfonki od rzuconego od niechcenia zaproszenia, tak zaaferowała się swoją własną historią; miała nadzieję, że i na Longbottomównę wywrze to podobny efekt. Zastanowiła się, jakby to było móc powiedzieć "tak" na jej zaproszenie.
Niestety, Brenna była protagonistką epickiej historii, a ona – bohaterką tragedii. To nie mogło się udać.
BONUS:
![[Obrazek: 5a4cdf4f96566a5d6b5436d8763027e4908156f6.jpg]](https://64.media.tumblr.com/16ac0d29cf21519652a50d9306473109/bea3a405c812d3e3-7c/s2048x3072/5a4cdf4f96566a5d6b5436d8763027e4908156f6.jpg)