30.10.2023, 09:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.10.2023, 10:01 przez Brenna Longbottom.)
Brenna nie miała nic przeciwko przeczytaniu jakiegoś czarodziejskiego romansidła, bo lubiła książki w ogólności. Nie próbowała choćby udawać, że wybiera same poważne pozycje, więc i nie było w niej oporów wobec sięgnięcia po jakiś romans, skoro Malfoyówna takie polecała. Nawet jeśli uważała, że żadna książka nie jest tak świetna, bo mieli tam mówiące smoki. No dajcie spokój, jaki romans przebije mówiącego smoka? Nawet już otworzyła usta, żeby się zgodzić, ale potem Lorraine zaczęła mówić, mówić, mówić, jeszcze więcej niż zwykle mówiła Brenna, a mina Longbottom z uprzejmego zainteresowania przechodziła stopniowo, ale systematycznie w obraz czystej zgrozy,
w miarę jak poznawała zawiłości tej fabuły. I Malfoy dziwiła się, że Brenna woli mugolskie książki?!
Przez chwilę obracała w głowie możliwe odpowiedzi. Gdyby stała przed nią kuzynka, wspomniałaby coś o tym, że może od razu niech weźmie i dźgnie ją widelcem. Gdyby był to Erik, sprawdziłaby, czy nie ma gorączki. Taki Vincent (w tej absurdalnej wersji rzeczywistości, w której starałby się kogoś przekonać do czytania romansów) usłyszałby, że go kurwa popierdoliło i chyba za mocno jebnęła mu w łeb.
Taka reakcja mogłaby jednak urazić Lorraine, podobnie jak podsumowania "to najgłupsza fabuła, o jakiej słyszałam" albo "autorka powinna udać się na terapię i to możliwie szybko".
- Wiesz co? Główna bohaterka brzmi jak straszna nudziara w dodatku trochę, no wiesz, przygłupia. Gdybym miała o takiej czytać, musiałabyś zdecydowanie w zamian przyjechać do mnie na te święta i leczyć moje rany na psychice oraz zabawiać po śmiertelnym znudzeniu. Panowie, skoro są tacy wspaniali i jeszcze się przyjaźnią, powinni po prostu dać spokój i nudziarze, i manipulantce, i zejść się ze sobą. Byłaby z tego piękna historia zakazanej miłości, bo normy społeczne w świecie czarodziejów nie dopuszczają takich rzeczy. A bohaterki, nie wiem, niech się zaprzyjaźnią i chodzą razem na zakupy, czy coś? Zwłaszcza, że gdyby ten pierwszy tak kochał ją, a nie jakieś swoje wyobrażenie, to nie przeszedłby na stronę mroku. Przecież czarnoksiężnicy w ogóle nie mogą kochać, bo ich ta czarna magia przeżera. Mogą co najwyżej mieć obsesję. Weź tę powieść może ty, skoro tak ją lubisz? - zaproponowała, lekko przepychając książkę w stronę Malfoyówny. O tak. Widelec w czole brzmiał lepiej niż... to coś. - Ja wezmę... eeee... "Ekipa z Nokturnu", zobacz - oświadczyła triumfalnie, łapiąc pierwszą lepszą książkę, która rzuciła się jej w oczy. Nic nie będzie tak absurdalne, jak fabuła opisana przez Lorraine. A Malfoyównie chyba zależało, żeby Brenna coś przeczytała... - Jest o... wampirze o zranionej duszy, pchniętym w mrok przez krewnych... co oni z tym wpychaniem w mrok przez rodzinę... półwili, pozostającej w konflikcie ze swoją naturą... mamy modę na półwile, skoro ty też taką masz w tych Sekretach Londynu... byłym Brygadziście, który stał się zły... chociaż to brzmi jak taki normalny wątek... i handlarce narkotykami, która pozostaje pod toksycznym wpływem matki? - odczytała i trochę się wewnętrznie przeraziła, czy przypadkiem wszyscy nie są w sobie nawzajem zakochani, ale zaraz zauważyła w opisie coś o związku byłego policjanta, a teraz przestępcy z piękna artystką. Może nie będzie tak źle. Bo romans z wampirem? No naprawdę... uczyli się o nich ostatnio na OPCM, kto wpadłby na coś takiego?
- Wracaj z tym do łóżka, uprzątnę dowody zbrodni. Tylko pamiętaj potem ją podrzucić z powrotem - oświadczyła Brenna, zabierając się za upychanie książek z powrotem w szafce, i to dokładnie tak, jak leżały wcześniej. No dobrze, prawie tak samo, bo miała dobrą pamięć wzrokową, ale nie absolutną.
Jeśli szło zaś o jej przekonania o głównych bohaterkach…
Książki, która układała w szafce je miały. W każdej byli ci główni bohaterowie swojego świata, wokół których kręciły się losy wszystkich innych.
Ale w prawdziwym świecie każdy był główną postacią we własnej historii. Lorraine Malfoy także.
w miarę jak poznawała zawiłości tej fabuły. I Malfoy dziwiła się, że Brenna woli mugolskie książki?!
Przez chwilę obracała w głowie możliwe odpowiedzi. Gdyby stała przed nią kuzynka, wspomniałaby coś o tym, że może od razu niech weźmie i dźgnie ją widelcem. Gdyby był to Erik, sprawdziłaby, czy nie ma gorączki. Taki Vincent (w tej absurdalnej wersji rzeczywistości, w której starałby się kogoś przekonać do czytania romansów) usłyszałby, że go kurwa popierdoliło i chyba za mocno jebnęła mu w łeb.
Taka reakcja mogłaby jednak urazić Lorraine, podobnie jak podsumowania "to najgłupsza fabuła, o jakiej słyszałam" albo "autorka powinna udać się na terapię i to możliwie szybko".
- Wiesz co? Główna bohaterka brzmi jak straszna nudziara w dodatku trochę, no wiesz, przygłupia. Gdybym miała o takiej czytać, musiałabyś zdecydowanie w zamian przyjechać do mnie na te święta i leczyć moje rany na psychice oraz zabawiać po śmiertelnym znudzeniu. Panowie, skoro są tacy wspaniali i jeszcze się przyjaźnią, powinni po prostu dać spokój i nudziarze, i manipulantce, i zejść się ze sobą. Byłaby z tego piękna historia zakazanej miłości, bo normy społeczne w świecie czarodziejów nie dopuszczają takich rzeczy. A bohaterki, nie wiem, niech się zaprzyjaźnią i chodzą razem na zakupy, czy coś? Zwłaszcza, że gdyby ten pierwszy tak kochał ją, a nie jakieś swoje wyobrażenie, to nie przeszedłby na stronę mroku. Przecież czarnoksiężnicy w ogóle nie mogą kochać, bo ich ta czarna magia przeżera. Mogą co najwyżej mieć obsesję. Weź tę powieść może ty, skoro tak ją lubisz? - zaproponowała, lekko przepychając książkę w stronę Malfoyówny. O tak. Widelec w czole brzmiał lepiej niż... to coś. - Ja wezmę... eeee... "Ekipa z Nokturnu", zobacz - oświadczyła triumfalnie, łapiąc pierwszą lepszą książkę, która rzuciła się jej w oczy. Nic nie będzie tak absurdalne, jak fabuła opisana przez Lorraine. A Malfoyównie chyba zależało, żeby Brenna coś przeczytała... - Jest o... wampirze o zranionej duszy, pchniętym w mrok przez krewnych... co oni z tym wpychaniem w mrok przez rodzinę... półwili, pozostającej w konflikcie ze swoją naturą... mamy modę na półwile, skoro ty też taką masz w tych Sekretach Londynu... byłym Brygadziście, który stał się zły... chociaż to brzmi jak taki normalny wątek... i handlarce narkotykami, która pozostaje pod toksycznym wpływem matki? - odczytała i trochę się wewnętrznie przeraziła, czy przypadkiem wszyscy nie są w sobie nawzajem zakochani, ale zaraz zauważyła w opisie coś o związku byłego policjanta, a teraz przestępcy z piękna artystką. Może nie będzie tak źle. Bo romans z wampirem? No naprawdę... uczyli się o nich ostatnio na OPCM, kto wpadłby na coś takiego?
- Wracaj z tym do łóżka, uprzątnę dowody zbrodni. Tylko pamiętaj potem ją podrzucić z powrotem - oświadczyła Brenna, zabierając się za upychanie książek z powrotem w szafce, i to dokładnie tak, jak leżały wcześniej. No dobrze, prawie tak samo, bo miała dobrą pamięć wzrokową, ale nie absolutną.
Jeśli szło zaś o jej przekonania o głównych bohaterkach…
Książki, która układała w szafce je miały. W każdej byli ci główni bohaterowie swojego świata, wokół których kręciły się losy wszystkich innych.
Ale w prawdziwym świecie każdy był główną postacią we własnej historii. Lorraine Malfoy także.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.