- Nie ma za co przepraszać, nic się nie stało. - Naprawdę nie przepadał za wspominaniem czasów szkolnych, dlatego już w odpowiedzi do Cynthii na słowa, że "chyba traktowali go jak równego" tylko się uśmiechnął. Nie miał jednak też kobiecie niczego za złe, przecież niczego złego nie powiedziała. - Dziękuję za miłe słowa względem Atreusa. Zgadzam się, że jest wyjątkowy. - Praca aurora... Laurent się zastanawiał, czy miała ona jakiś wpływ na Atreusa. Negatywny. Ale nie potrafił powiedzieć. Wiele rzeczy się zmieniło - na lepsze i na gorsze. Beltane na pewno wpłynęło na wiele osób. Tymczasem oto są - siedząc na widowisku pojedynkowym... ale to chyba i lepiej. Ludzie potrzebowali przecież rozrywki, prawda? Chociaż to bardzie Laurent próbował przekonywać do tego siebie samego. Ten świat umarłby w depresji, gdyby zaprzestano przedstawień i spektakli, nie ważne w jakiej formie.
Właściwie jeśli wszystkie pojedynki wyglądały tak dynamicznie, ale jednocześnie kontrolowanie jak te to nie były wcale takimi złymi widowiskami. Nikomu nic złego się nie działo - co najwyżej cierpiała czyjaś męska duma na deskach pojedynkowych. To było wkupione w ramy porażki, a przecież nikt nie szedł tam z założeniem, że przegra.
Dolohov był przytłaczający. Sprawiał, że Laurent się lekko spinał i to już wcale nie był przekonany, że chodzi tylko o zażenowanie tym, jak bardzo jego ojciec stawał na rzęsach, kiedy dowiedział się, że ktoś próbował go zabić. Głupie? W końcu każdy rodzic powinien chcieć chronić swoją latorośl. Nie do końca wiedział, z czego to wynika - niektórzy po prostu mieli w sobie naturalną charyzmę i przyciągali, a przy innych włoski dęba stawały. Tak jakbyś miał zaraz spojrzeć w oczy drapieżnika, który zaraz rozszarpie cię żywcem, jeśli tylko zrobisz nieuważny krok na jego teren. Różnica polegała na tym, że Laurent nie bał się dzikiego Nundu. Vakela Dolohova mógłby się już bać. Chyba to ton jego głosu sprawił, że odwrócił wzrok w jego stronę w trakcie przerwy między rundami. Kiedy powtórzył za nim słowa, które wypowiedział, zamieniając je w pytanie. I chwilę potem oczy Vakela się zamgliły i ten... jakby stracił władzę nad swoim ciałem. Siedząc obok nieco wyciągnął odruchowo po niego ramiona, żeby go złapać, przytrzymać, podtrzymać. Nie miał pojęcia, co się z mężczyzną stało, co to było za nagłe odpłynięcie, ale babeczka wydawała się teraz blondynowi najmniejszym problemem i zmartwieniem. Bliżej było mu wizji katastroficznej, gdzie Dolohovowi dzieje się jakaś krzwyda.
- Panie Dolohov? - Zapytał z napiętym głosem, ze strachem, podnosząc spojrzenie na Eden, to na Lyssę. Ale w zasadzie zanim niebieskooki zdążył dobrze wpaść w prawdziwy strach i wołać o pomoc, to Vakel już... się podniósł. Laurent cofnął się, przyglądając się mężczyźnie i gotów wyciągnąć własną chustkę, żeby mu podać, ale ten sobie poradził... bardzo szybko. Tak jakby to ubrudzenie się było największym koszmarem. Całkowicie w zasadzie zszokowany tą sytuacją... chyba mężczyzna tak tragicznie reagował na wizje. Albo była tak intensywna? Już zresztą Victoria podeszła do niego, ewidentnie również zaniepokojona sytuacją, albo po prostu chcąc pomóc, nie, nawet bez "albo". Po prostu chcąc pomóc. - Nie potrzebuje pan pomocy..? - Upewnił się, ale finalnie po prostu zostawił mężczyznę, bo ten chyba... tak, to chyba musiała być jakaś wizja.
Odetchnął oglądając się za Dolohovem, by zaraz spojrzeć na Victorię.
- Chcesz ze mną podejść do Philipa? - Zapytał, bo sam podniósł się ze swojego siedzenia, zamierzając w zasadzie podejść do obu stron - ze względu na Atreusa po drugiej stronie. Och, czyżby widział tam też rozgadanego Stanleya..? Wyciągnął do niej dłoń, skinął głową, spodziewając się, że większość tego towarzystwa ma jednak oczy zwrócone na Louvaina i skierował się z towarzyszką do Philipa, Eryka i Bella.
- Jeśli wszystkie pojedynki byłyby takie kontrolowane i kulturalne to nawet nie byłyby tak przerażające. - Powiedział ni to żartem ni to serio, podchodząc do towarzystwa razem z Victorią. - Victoria Lestrange, moja towarzyszka dzisiejszego wieczoru. - Przedstawił kobietę. - Philipa Notta oraz pana Erika Longbottoma zapewne znasz, a to Bellamy Dupont. - Przedstawił towarzystwo. - Zadowolony z przebiegu pojedynku?