30.10.2023, 18:32 ✶
Brenna bardzo chciałaby zabrać tego chłopca w bezpieczne miejsce i nigdy nie oddawać rodzicom. Tyle że były funkcjonariuszkami: nie mogły pozwolić sobie na dokonanie porwania, de facto na służbie. W dodatku, zważywszy na to, że jej rodzina od lat wspierała magiczny sierociniec oraz program stypendiów dla utalentowanych dzieci z biedniejszych środowisk, nawet ona musiała pojąć tę smutną prawdę - nie da się zabrać ze złych warunków każdego. Całe bogactwo jej i Wood by do tego nie wystarczyło, choćby dlatego, że nie wszystko było kwestią pieniędzy.
Odetchnęła głęboko, raz, drugi, trzeci. Nie mogła pozwolić, aby poniósł ją gniew. Na pewno nie w towarzystwie Heather i tego chłopca.
- Teraz wrócimy do domu, gdzie w twoim pokoju ta tutaj Heather opowie ci więcej o magii i o szkole, w której się jej nauczysz - powiedziała. Chłopiec zesztywniał wprawdzie na słowa o powrocie, ale przy kolejnych uniósł nieco głowę, najwyraźniej rozdarty pomiędzy przerażeniem a ciekawością wobec magii. - Jeżeli będziesz chciał, nawet pokaże ci kilka zaklęć - dodała i machnęła różdżką, tak że z tej posypały się płatki kwiatów i zawirowały w powietrzu. Drobny, nieszkodliwy czar, który, miała nadzieję, przyciągnie uwagę chłopca. Wzbudzi ciekawość. Może trochę uspokoi. - Jestem pewna, że się ucieszysz, że w szkole, jeśli zechcesz, możesz pozostać cały rok... A w czasie waszej rozmowy, ja utnę sobie drobną pogawędkę z twoimi rodzicami. Obiecuję, że wyjaśnię im, dlaczego nie powinieneś zostać ukarany za ten drobny incydent.
I też może pokaże im sztuczkę albo dwie. Oraz złoży obietnicę wpadania regularnie, aby sprawdzić, czy na twarzy chłopca nie pojawiają się żadne nowe ślady.
- Tak będzie w porządku? - zapytała, zwracając się po równi do dzieciaka, jak i do Heather. Chociaż wiedziała, że nie: nie jest w porządku, nigdy nie będzie, skoro mieli do czynienia z ludźmi, którzy najwyraźniej tłukli własne dziecko.
Ale chociaż nie mogły sprawdzić, że wszystko będzie dobrze... mogły zrobić wszystko, co w ich mocy.
Odetchnęła głęboko, raz, drugi, trzeci. Nie mogła pozwolić, aby poniósł ją gniew. Na pewno nie w towarzystwie Heather i tego chłopca.
- Teraz wrócimy do domu, gdzie w twoim pokoju ta tutaj Heather opowie ci więcej o magii i o szkole, w której się jej nauczysz - powiedziała. Chłopiec zesztywniał wprawdzie na słowa o powrocie, ale przy kolejnych uniósł nieco głowę, najwyraźniej rozdarty pomiędzy przerażeniem a ciekawością wobec magii. - Jeżeli będziesz chciał, nawet pokaże ci kilka zaklęć - dodała i machnęła różdżką, tak że z tej posypały się płatki kwiatów i zawirowały w powietrzu. Drobny, nieszkodliwy czar, który, miała nadzieję, przyciągnie uwagę chłopca. Wzbudzi ciekawość. Może trochę uspokoi. - Jestem pewna, że się ucieszysz, że w szkole, jeśli zechcesz, możesz pozostać cały rok... A w czasie waszej rozmowy, ja utnę sobie drobną pogawędkę z twoimi rodzicami. Obiecuję, że wyjaśnię im, dlaczego nie powinieneś zostać ukarany za ten drobny incydent.
I też może pokaże im sztuczkę albo dwie. Oraz złoży obietnicę wpadania regularnie, aby sprawdzić, czy na twarzy chłopca nie pojawiają się żadne nowe ślady.
- Tak będzie w porządku? - zapytała, zwracając się po równi do dzieciaka, jak i do Heather. Chociaż wiedziała, że nie: nie jest w porządku, nigdy nie będzie, skoro mieli do czynienia z ludźmi, którzy najwyraźniej tłukli własne dziecko.
Ale chociaż nie mogły sprawdzić, że wszystko będzie dobrze... mogły zrobić wszystko, co w ich mocy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.