Jego policzki oblały się czerwienią, gdy rudowłosa brygadzistka wypomniała im ostatni bal dobroczynny. A było już tak blisko do tego, aby świat kompletnie zapomniał o tym incydencie... Pod wpływem wydarzeń na Beltane i jego konsekwencji te drobne niedogodności, jakich doznali goście Longbottomów w ostatnich tygodniach, dosyć mocno straciły na znaczeniu.
— Nie łap mnie za słówka, dobrze? — Przewrócił teatralnie oczami. — Powiedziałem jej, że będzie się dobrze bawić i może znajdzie kogoś, kto przypadnie jej do gustu. Obie te rzeczy nadal mogą dojść do skutku! — Zerknął na Wood. — Nie jest ich aż tak dużo.
Wzdrygnął się na dźwięk słów swojej siostry. Czy musiała do wszystkiego podchodzić tak negatywnie? Przecież to było tylko kilka zdań od każdego kandydata. Nie można było oceniać książki po okładce! To wszystko przez pracę, próbował się pocieszyć Erik. Po prostu w ramach pracy dla Ministerstwa Magii widzieli na co dzień tyle złego, że teraz we wszystkim (i w każdym) mogli dojrzeć zapowiedź najgorszego. Mimo to musiał przyznać, że podsumowanie Brenny nie napawało go jakimś wyjątkowym optymizmem.
— Jak tak stawiasz sprawę, to może ciebie trzeba było zgłosić do tego konkursu? — mruknął z nostalgią w głosie. — Wtedy hazardzista, leń i męta wyszliby na ludzi, zanim opuściliby ten lokal.
Nie przejmował się zbytnio tym, że tuż obok była Heather, która stała się mimowolnym świadkiem starcia rodzeństwa. Skoro Brenna nie miała problemów z tym, aby sięgać po ostrą amunicję, to też nie miał zamiaru się powstrzymywać.
— Nie czuję, żeby groziło jej niebezpieczeństwo — zauważył dosyć sprytnie Longbottom, milknąc na moment, aby skupić się na Norze. Zmarszczył brwi, bo gdy tylko wypowiedział te słowa, odniósł wrażenie, że coś się zmieniło. A może tylko się lekko podenerwowała?— Poza tym, to tylko taka gra. Przecież nie musi od razu od nikogo przyjmować pierścionka.
Na dobrą sprawę, nawet gdyby któryś z kandydatów nalegał na to, aby jednak dała mu szansa, to przecież... Oni tu byli. Trójka pracowników Ministerstwa Magii nie powinna mieć problemów z tym, aby załatwić jednego faceta. Poza tym Erik starał się wierzyć, że prowadząca nie była pierwszą lepszą czarownicą z ulicy. Na pewno prześwietliła kandydatów i zadbała o to, aby nie zjawił się tutaj absolutny margines społeczny... Prawda?
— Zmysłowością? — sarknął do swoich towarzyszek, gdy usłyszał opis swojego znaku zodiaku. — Pierwsze słyszę. Tajemniczy i przenikliwy? Może. Ale zmysłowy? — Nigdy nie usłyszał takiego komplementu, a wróżki i wróżbici na pewno by mu coś takiego przekazali, skoro też był zodiakalnym skorpionem. — Ona chyba trochę... Naciąga prawdę. Wiecie, co mam na myśli?
Uniósł brwi, coraz baczniej obserwując Yvone.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞