Poznanie Laurenta od jego prawdziwej osobowości było lekkim zaskoczeniem, ale też miłym, że w jakikolwiek sposób go pamiętał. Różnica między Laurentem a Lukrecją była bardzo znacząca. Lukrecja był uległy, bardziej oddany czynom fantazjując poetycko o pewnych powieściach. Umiejętnie porównując znanych sobie bohaterów do towarzystwa przed sobą. Z kolei Laurent, był ostrożniejszy, lękliwy niczym spłoszone pisklę, pozostawiające po sobie piórka. Urocze. Jeżeli posiadał w ten sposób dwie osobowości, wzbudził zainteresowanie Yaxleya, który mógłby nosić miano niesienia śmierci. Otoczyć zimnem, zamrozić spojrzeniem.
Nicholasa nie zaskoczył fakt zaproszenia na kawę w publiczne miejsce. Kawiarnia jak wiele innych, była przytulnym miejscem, ale niezbyt podchodziła pod gust Yaxleya. Być może jego osoba wzbudzała zainteresowanie, zwracał uwagę czernią i ciemną aurą. To pomimo tego, posiadał odpowiednią kulturę i uprzejmości.
Zamówiona kawa, została mu podana. Wtedy też do pomieszczenia weszła oczekiwana przez niego osoba. Po podziękowaniu kelnerce, przeniósł wzrok w kierunku drzwi, dostrzegając Laurenta. Zimne niebieskie oczy zlustrowały go i liczyły na odnalezienie. A kiedy to się udało, na ustach Nicholasa pojawił się lekki uśmiech. Uśmiech zadowolenia, że Prewett nie stchórzył. Że skoro zaprosił, pojawił się. Nicholas pamiętał to, jak ostatnim razem patrzył na niego ze strachem. To było piękne.
Kiedy Prewett zbliżał się do stolika, Yaxley wstał, aby podać mu dłoń w przywitaniu.
Odpowiedział Nicholas, uścisnąwszy mocno dłoń, ukazując tym samym pewność siebie i pewną dozę dominacji. Drugą ręką wskazał wolne miejsce przy stoliku.
- Byłem trochę przed czasem, więc nie spóźniłeś się.
Odparł w odpowiedzi, dostrzegając też, że Laurent spoglądał na zegarek.
Nicholas usiadł z powrotem na swoje miejsce przysuwając sobie krzesło. Lustrował spojrzeniem Prewetta, jakby chciał go dobrze zapamiętać. Nie kłamał z tym, ze „miło go widzieć”. Los ponownie złączył ich drogi i kto wie czy jest w tym jakiś cel. Jak to spotkanie się zakończy? W tym miejscu nie można sobie pozwolić na zbyt wiele. Za dużo niepotrzebnych świadków. Nawet poziom rozmowy będzie musiał być umiarkowany i ostrożny, aby za wiele nie powiedzieć. I choć Yaxley chronił swój umysł, tak nigdy nie wiadomo, kto zechce kogokolwiek podsłuchiwać.