Józia idealnie odnalazła się w tym świecie. Może kiedyś i marzyła o tym, że zostanie zananą zielarką, jednak szybko zeszła na ziemię. Odnalazła to, czego potrzebowała kilka domów obok. Nie spodziewała się, że kiedyś ktoś będzie na nią spoglądał tak jak Otto. Była nieco dziwaczna, często czuła się inna od reszty szkolnego towarzystwa. Jak widać czasem to, czego potrzebowaliśmy było pod nosem. Życie, jakie wiodła z Otto było dla niej naprawdę satysfakcjonujące. Czuła, że jest szczęśliwa, od kiedy go poznała i to szczęście nadal trwało, mimo upływających lat.
- Oj Ottuś, dla ciebie nie ma rzeczy niemożliwych. To jest niesamowite. - Wiedziała, że zapewne dokładnie tak by zrobił. Ona by się chowała, a ten nie przestawał by jej szukać. Oczywiście nigdy w życiu by w ten sposób nie postąpiła, nie wiedziała, jak bardzo musiałby ją wkurzyć, żeby zniknęła. - Drugiego, jak ty, to ze świecą szukać, myślę, że i tak bym nie znalazła. - Nie zaczęłaby pewnie nawet szukać, bo po co, skoro najlepszy okaz trafił się właśnie jej.
- Nigdzie by mu tak dobrze nie było, jak u nas. Szkoda, że tak szybko czas płynie i niedługo zakończy swojego żywota, nie wiem, co my wtedy zrobimy. - Trochę martwiło Józkę to, że ich sówka lata świetności miała już za sobą. Oczywiście, że nadzieję miała, iż jeszcze długo im będzie towarzyszyć, jednak zdrowy rozsądek podpowiadał jej zupełnie co innego, a raczej ta reszta zdrowego rozsądku, która jej została.
- Oj zdolna, zdolna, jak wszystkie nasze dzieciaczki. Nie wiem, jak to się stało, że każde takie udane. - Duma ją rozpierała z ich latorośli, tych własnych jak i ich rodzeństwa, czy kuzynostwa. Nie mieli się czego wstydzić, że wychowali takie wspaniałe dzieciaki. - Oj tam kawalera, Otto, to nie te czasy i bez kawalera sobie poradzi. Na co jej byle jaki kawaler, kiedy sama tak sobie świetnie radzi. - Wydawało jej się, że nie było to aktualnie najważniejsze. Dziewczyna poradziła sobie sama z wszystkimi trudami tego świata, po co miałaby teraz szukać jakiegoś chłopa, który by to wszystko popsuł? - Oj, stara prawda, już ty o tym wiesz najdroższy. - Akurat z tym się zgodziła, bo akurat Otto to potrafił zaskoczyć w kuchni, w przeciwieństwie do niej. Takie jej przysmaki gotował przez ich wspólne życie, że nie była w stanie się w nim odkochać. Kto inny by tak dbał o jej żołądek?
- Nawet jak się pomyli, to sami swoi, nie obrażą się przecież, może się powymieniają prezentami, jeśli trzeba będzie. - Wydawało jej się, że ich dzieciaki powinny być wyrozumiałe, przecież tak je wszystkie wychowali, no może nie wszystkie to oni akurat wychowywali, ale rodziny mieli dobre, dzieciaki powinni również być im podobne.
Ucieszyła się ogromnie, kiedy Otto przyznał jej rację. Nie, żeby choć przez moment pomyślała, że mogłoby być inaczej. Podeszła bliżej męża i się do niego przytuliła. Będę znowu mieli dużo roboty, ale tak to ona mogła pracować, wiedziała dla kogo i po co. - Ognisko, bimberek i dużo strawy, żeby się stoły od tego uginały. - Musieli ugościć ich najlepiej jak potrafili.
Dym z fajki Otto wchłaniał się w jej włosy. Nie przeszkadzało jej to zupełnie, przywykła do tego przez te lata, które spędzili razem, kojarzył jej się przyjemnie. Po chwili została uwolniona z silnego uścisku. Spoglądała na męża uśmiechnięta. Podobało jej się, że zareagował na pomysł tak entuzjastycznie. - Musimy tylko podpytać, kiedy mają czas, co jeśli mieć nie będą? Wiesz, jacy wszyscy zabiegani...