13.11.2022, 20:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.11.2022, 20:37 przez Mavelle Bones.)
Pokiwała głową ze zrozumieniem. Tak, bal, tak, licytacja, brzmiało to bardzo czasochłonnie. Pracochłonnie zresztą też i właściwie podziwiała kuzynów, że porywali się na coś takiego. Sama zapewne by próbowała robić uniki, żeby się wywinąć z organizacji - ale to oczywiście przy opcji, w której sama miałaby być gospodynią.
Ot, jak imprezować, to najlepiej w małym gronie. Bar też się do tego mógł nadać.
- Toooo może w takim razie nie powinniśmy jeść tutaj, bo jeszcze zapiekanka gotowa nam wybuchnąć w twarz? – niby zażartowała, ale z drugiej strony? Podejrzliwie spojrzała na talerz, jakby w istocie zaraz miał zafundować czyszczenie całej kuchni i ich samych również – W każdym razie, jeśli to jednak nie klątwa, to co? Byłoby jednak miło, gdyby posiadłość nie poszła z dymem tylko dlatego, że Erik pojawił się w kuchni w wybitnie niewłaściwym momencie – wyraziła wątpliwość, jaka zakiełkowała w jej umyśle. Oczywiście nie życzyła kuzynowi źle, nie chciała, żeby się okazało, iż ktoś złośliwy cisnął w niego klątwą, jednakże z drugiej strony oznaczałoby to, że rozwiązania najzwyczajniej w świecie nie ma.
Lub też wymagałoby bardzo długich poszukiwań, niemniej lepsze to niż brak remedium na dotychczasowe problemy.
Klapnęła na jednym z krzeseł i skwapliwie zabrała się za pochłanianie zapiekanki – może i nie cechowała się aż takim apetytem jak Longbottomowie, to dla TEGO dania zawsze robiła wyjątek. W jakiś tajemniczy sposób żołądek był w stanie pochłonąć o wiele więcej niż zazwyczaj.
- Och. Ja rozumiem, spalenie garnka od czasu do czasu… najważniejsze, że nikomu nic się nie stało – podsumowała krótko, między jednym kęsem a drugim. Właściwie to nawet trochę się zmartwiła – nawet nie o własne bezpieczeństwo, tylko… co, jeśli to klątwa? Jeśli sięgała dalej niż tylko poza wyjątkowe antytalencie do gotowania? No naprawdę nie chciała, żeby Erika spotkało coś złego.
- Dręczyć? – uniosła brew – Och, droga Brenno, jestem całkiem pewna, że będziesz miała dużo czasu na dręczenie mnie, bo jeśli tego psa przede mną nie ukryjecie, to zapewniam was, że sama będę chciała się nim zajmować. Właściwie to myśleliście już o jakimś konkretnym?
Ot, jak imprezować, to najlepiej w małym gronie. Bar też się do tego mógł nadać.
- Toooo może w takim razie nie powinniśmy jeść tutaj, bo jeszcze zapiekanka gotowa nam wybuchnąć w twarz? – niby zażartowała, ale z drugiej strony? Podejrzliwie spojrzała na talerz, jakby w istocie zaraz miał zafundować czyszczenie całej kuchni i ich samych również – W każdym razie, jeśli to jednak nie klątwa, to co? Byłoby jednak miło, gdyby posiadłość nie poszła z dymem tylko dlatego, że Erik pojawił się w kuchni w wybitnie niewłaściwym momencie – wyraziła wątpliwość, jaka zakiełkowała w jej umyśle. Oczywiście nie życzyła kuzynowi źle, nie chciała, żeby się okazało, iż ktoś złośliwy cisnął w niego klątwą, jednakże z drugiej strony oznaczałoby to, że rozwiązania najzwyczajniej w świecie nie ma.
Lub też wymagałoby bardzo długich poszukiwań, niemniej lepsze to niż brak remedium na dotychczasowe problemy.
Klapnęła na jednym z krzeseł i skwapliwie zabrała się za pochłanianie zapiekanki – może i nie cechowała się aż takim apetytem jak Longbottomowie, to dla TEGO dania zawsze robiła wyjątek. W jakiś tajemniczy sposób żołądek był w stanie pochłonąć o wiele więcej niż zazwyczaj.
- Och. Ja rozumiem, spalenie garnka od czasu do czasu… najważniejsze, że nikomu nic się nie stało – podsumowała krótko, między jednym kęsem a drugim. Właściwie to nawet trochę się zmartwiła – nawet nie o własne bezpieczeństwo, tylko… co, jeśli to klątwa? Jeśli sięgała dalej niż tylko poza wyjątkowe antytalencie do gotowania? No naprawdę nie chciała, żeby Erika spotkało coś złego.
- Dręczyć? – uniosła brew – Och, droga Brenno, jestem całkiem pewna, że będziesz miała dużo czasu na dręczenie mnie, bo jeśli tego psa przede mną nie ukryjecie, to zapewniam was, że sama będę chciała się nim zajmować. Właściwie to myśleliście już o jakimś konkretnym?
332/1358