— Pan Lestrange z pewnością jest racjonalnym i trzeźwo myślącym człowiekiem — powtarzał niczym mantrę, jakby faktycznie miało to zapewnić Philipowie bezpieczeństwo na resztę wieczoru. — Wszczęcie bójki po zakończeniu oficjalnego pojedynku mogłoby się źle odbić na jego reputacji. Nie tylko w mediach, ale też w Srebrnych Różdżkach.
Klub ten był na swój sposób elitarny i chociaż atmosfera skandalu mogła przynieść wiele dobrego, aby przyciągnąć do niego chętnych wrażeń czarodziejów, tak nie mógł przymykać oka na wszystko. Zwłaszcza gdy po przeciwnych stronach barykady znalazła się dwójka członków organizacji. Gdyby sytuacja faktycznie eskalowała, w gazetach mogłoby się pojawić jakieś sprostowanie od miejskiego Klubu Pojedynków. Trudno było jednak określić, czy ogłoszenie miałoby na celu zdystansowanie się od obu mężczyzn, czy otwarte potępienie porywczości prowodyra konfliktu.
Poczuł na sobie spojrzenie Notta, jednak nie miał zamiaru składać mu żadnych obietnic. Gdyby przyszło co do czego, to oczywiście, że zrobiłby co w jego mocy, aby jak najszybciej ukrócić wymianę ciosów, ale nie chciał też obiecywać niczego na zapas. Na pytanie kolegi, uśmiechnął się uprzejmie, przez dłuższą chwilę zbierając słowa do kupy.
— Zapewne bawiłbym się lepiej, gdybym przy każdym zaklęciu nie zastanawiał się, czy to ten moment, gdy będę musiał wkroczyć — stwierdził, kręcąc z rozbawieniem głową. Cóż, taka była prawda. Gdyby siedział na widowni, bez odpowiedzialności za Philipa, pewnie jeszcze bardziej doceniłby ten spektakl, a tak... Podobał mu się pokaz umiejętności w wykonaniu tych dwóch czarodziejów. To była czysta, wyrównana rozgrywka. Całkiem dobra technika. Więcej powiedzieć nie mógł – masa szczegółów pewnie mu umknęła, gdy był zbyt zajęty analizowaniem naprędce sytuacji Philipa.
Wzrok Erika powędrował ku arenie, gdyż zauważył jakiś ruch w okolicy loży VIP-ów. Zauważył, że Vakel Dolohov próbuje się wydostać ze swojego miejsca. Zdał sobie też sprawę, że u boku Eden Lestrange dalej nie było jej brata. Skrzywił się mimowolnie, gdy poczuł nieprzyjemne ukłucie w okolicy serca. A przecież obiecał, że się zjawi i będzie dobrze bawił. Może coś go zatrzymało w pracy? Może zapomniał? Zignorował? A może, gdy my się tutaj bawimy, Ministerstwo Magii staje się kolejnym Beltane, pomyślał wbrew swej woli i momentalnie wybałuszył oczy. Ta myśl bardzo, ale to bardzo mu się nie podobała.
— Myślicie, że się zbierają do wyjścia, czy na coś czekają? — spytał po chwili, starając się odsunąć od siebie negatywny myśli. Wskazał na publiczność, która zdaniem Erika zaczynała miotać się po widowni, nie bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić. Może liczyli, że jednak nastąpi druga część widowiska?
Gdy podszedł do nich Laurent wraz z Victorią, Erik skłonił przed nimi elegancko głowę, nie wtrącając się jednak do rozmowy. Pozwolił, aby to Nott grał pierwsze skrzypce.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞