31.10.2023, 22:15 ✶
- Dziękuję królowej za zgodę - powiedziała, a kąciki ust zadrżały jej lekko, gdy Jej Wysokość Mabel zezwoliła, aby rycerz chwilę odpoczęła. Zsunęła torbę z ramienia, by wyciągnąć z niej najpierw koc i rozłożyć go na trawie, a potem zaczęła wydobywać także jedzenie, chociaż co rusz zerkała w stronę Mabel. Dzieciak niby miał już osiem lat i w teorii mała nie powinna wpaść na pomysł w rodzaju "pobiegnę w las, by schować się przed ciocią", ale Brenna wolała dmuchać na zimne.
Na papierowych talerzach pojawiły się kolorowe kanapki, butelka z sokiem, ciasteczka i wreszcie owoce. Brenna nie zabierała wielu słodyczy - w klubokawiarni te dostatecznie często wodziły Mabel na pokuszenie. A potem, kiedy panna Figg zbierała kwiaty, Brenna sięgnęła po różdżkę i zaczęła rzucać zaklęcia. Wiedziała, że wszystkie będą nietrwałe, ale powinny utrzymać się dostatecznie długo, aby ucieszyły oko Mabel.
I przy okazji pomagały jej poćwiczyć... nowe formy magii. Wprawdzie Brenna starała się uważać, by nie pokazywać za wiele na prawo i lewo, ale przy Mabel? Wokół koca zajaśniały więc magiczne lampiony, stworzone przez magię, błyskające światłami w różnych barwach. Płatki kwiatów pojawiły się znikąd i zawirowały wokół koca, kiedy Mabel wróciła do Brenny.
- Hm... to zależy - powiedziała z pewnym namysłem, kiedy dziewczynka zadała pytanie o pieniądze. Zastanawiała się, czy mała chciała coś kupić? A może podsłuchała jakąś rozmowę Nory na temat finansów? Czy też zależało jej na tym, żeby samej zarobić jakieś pieniądze...? - Jeśli jest się bardzo dobrą zielarką i hoduje rzadkie rośliny, to tak, ale to wymaga wiele nauki i pracy. Chciałabyś zostać zielarką? Czy może po prostu potrzebujesz na coś teraz pieniędzy? - zapytała, przesuwając się na kocu, by zrobić Mabel miejsce.
Brenna, choć zwykle absolutnie na to nie wyglądała, miała dość pieniędzy, aby kupić dom w Dolinie Godryka, a nawet dziesięć domów. Ba, ledwo co lekką ręką na taki trochę galeonów wydała. Nie wspominając już o tym, że gdyby umarła tego dnia, dzień później Mabel byłaby właścicielką trzypokojowego mieszkania w Londynie.
Mogłaby kupić dla panien Figg dom. Tyle że wiedziała, że Nora by takiego podarku po prostu nie przyjęła. Poza tym - pragnęła przecież osiągnąć coś własną pracą, prowadzić biznes i Brenna świetnie to rozumiała.
Na papierowych talerzach pojawiły się kolorowe kanapki, butelka z sokiem, ciasteczka i wreszcie owoce. Brenna nie zabierała wielu słodyczy - w klubokawiarni te dostatecznie często wodziły Mabel na pokuszenie. A potem, kiedy panna Figg zbierała kwiaty, Brenna sięgnęła po różdżkę i zaczęła rzucać zaklęcia. Wiedziała, że wszystkie będą nietrwałe, ale powinny utrzymać się dostatecznie długo, aby ucieszyły oko Mabel.
I przy okazji pomagały jej poćwiczyć... nowe formy magii. Wprawdzie Brenna starała się uważać, by nie pokazywać za wiele na prawo i lewo, ale przy Mabel? Wokół koca zajaśniały więc magiczne lampiony, stworzone przez magię, błyskające światłami w różnych barwach. Płatki kwiatów pojawiły się znikąd i zawirowały wokół koca, kiedy Mabel wróciła do Brenny.
- Hm... to zależy - powiedziała z pewnym namysłem, kiedy dziewczynka zadała pytanie o pieniądze. Zastanawiała się, czy mała chciała coś kupić? A może podsłuchała jakąś rozmowę Nory na temat finansów? Czy też zależało jej na tym, żeby samej zarobić jakieś pieniądze...? - Jeśli jest się bardzo dobrą zielarką i hoduje rzadkie rośliny, to tak, ale to wymaga wiele nauki i pracy. Chciałabyś zostać zielarką? Czy może po prostu potrzebujesz na coś teraz pieniędzy? - zapytała, przesuwając się na kocu, by zrobić Mabel miejsce.
Brenna, choć zwykle absolutnie na to nie wyglądała, miała dość pieniędzy, aby kupić dom w Dolinie Godryka, a nawet dziesięć domów. Ba, ledwo co lekką ręką na taki trochę galeonów wydała. Nie wspominając już o tym, że gdyby umarła tego dnia, dzień później Mabel byłaby właścicielką trzypokojowego mieszkania w Londynie.
Mogłaby kupić dla panien Figg dom. Tyle że wiedziała, że Nora by takiego podarku po prostu nie przyjęła. Poza tym - pragnęła przecież osiągnąć coś własną pracą, prowadzić biznes i Brenna świetnie to rozumiała.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.