Nicholas mógł uchodzić za węża kuszącego swoją ofiarę. Mógł także być ostrzeżeniem, które sugerowało, że ”zbliżasz się do niego na własną odpowiedzialność”. O ile Laurent cokolwiek pamiętał z ich pierwszego lata temu spotkania, może pamiętał te spojrzenia ostrzegawcze, na co się pisał. Sam chłód bijący z oczu Yaxleya, był tym znakiem, że jego aura jest ciemna a serce z lodowatego kamienia. Przez które światło się nie przebija, a zburzenie muru wymaga nielada odwagi, siły i złamania. Laurent nie musiał tutaj być. Ale pamiętał o tej obiecanej kawie. Przyszedł, ale jednocześnie bał się tego spotkania. Dla swojego bezpieczeństwa musiał akurat wybrać kawiarnię.
Kiedy przywitanie mieli za sobą i usiedli przy stoliku, Nicholas zawołał kelnerkę, aby przyszła przyjąć zamówienie dla jego towarzysza. Lęk, czy obawa przed niewiadomym, musiała umysł Prewetta skierować na Yaxleya, nie myśląc o tym, aby i sobie coś zamówić do picia. Wtedy zaś Laurent przemówił, dość oficjalnie, na co Yaxley uniósł lekko brew ku górze.
- Co tak oficjalnie.Zapytał, jakby chciał przypomnieć, że przecież mogą zwracać się do siebie po imieniu. Nicholas potrafił być także bezpośredni. Ale nie pozwolił młodzieńcowi dokończyć to, co chciał powiedzieć, zapytać. Obiecał kawę, ale nie wiedział po co, dlaczego, jaki to ma cel. Interesujące, że wprawiło poważnego i przepełnionego czarną aurą i chłodem czarodzieja o lekki uśmiech, lekko rozbawiony postawą Laurenta. Ten uśmiech powoli zanikał, kiedy padło pytanie. Czemu właściwie nie wróciłeś? Co miał mu odpowiedzieć?
Westchnął, przenosząc wzrok na swoją kawę. Aby po chwili znów spojrzeć na Laurenta.
- Wróciłem. Ale to miejsce już nie istniało.
Odparł krótko. Laurent nie musiał mu wierzyć. Nicholas pojawił się tam, dopiero jak w prasie wyczytał co stało się z Rose Noire. Nie wrócił tam wcześniej pod Lukrecję. Nie wrócił po niego, aby zabrać go z sideł demona, który go więził. Za tę jedną noc, dobrze mu zapłacił a nawet wzorowo go ocenił, że był zadowolonym klientem. Dał motywację Aniołowi, aby sam uciekł. Tak też uczynił. Teraz, gdy uwolnił się od uzależnień często otrzymanych w swoim więzieniu, myślał inaczej. Ostrożniej.
- Boisz się mnie?
Zapytał Nicholas wprost, pamiętając jego reakcję, kiedy mu się przedstawił na jego terenie przy abraksanach. Gdy mu się przypomniał o całą przeszłość. Ten lęk, strach, że przyszedł po niego w innym celu, nasłany przez Dantego. Nicholas obserwował bez emocjonalnie Laurenta, oczekując odpowiedzi na swoje pytanie.