— Nawet nie tyle można, ile wręcz trzeba. Myślisz, że przedszkolankom by zabronili? — Uniósł wysoko brwi, ciągnąc dowcip przyjaciółki o krok dalej. — One pewnie też chcą mieć trochę świętego spokoju w pracy.
Rabastan był najmłodszym z rodzeństwa, więc w przeciwieństwie do swojego starszego brata nie miał okazji doświadczyć tego, jak to jest mieć małe dziecko w domu. A z tego, co się orientował, rodzice też się zbytnio nie palili do tego, aby sprawić sobie trzeciego potomka. Może żywot drugiego syna przekonał ich do tego, że lepiej nie sprawdzać, gdzie w przyszłości może wylądować trzeci Lestrange?
— Za mało wyrafinowana impreza — zacmokał z niezadowoleniem, sympatyzując z Bellatriks. — Może powinnaś sobie znaleźć jakieś bardziej egzotyczne rozrywki? Ciekawe, czy nasi kuzyni z Ameryki nieco lepiej znają się na zabawie.
Mówiąc o kuzynach miał oczywiście na myśli czarodziejów, a nie odległych krewnych z ich rodów. Chociaż arsenał zaklęć, jakimi się posługiwali, był dosyć podobny, tak z tego, co się orientował Rabastan, czarodzieje z tego drugiego kontynentu mieli nieco inny światopogląd niż Brytyjczycy. Jeszcze bardziej... tradycyjny? Może to pozwoliło im zachować jakieś magiczne rozrywki, które na wyspach zostały już zapomniane?
— Zostało nam jeszcze trochę lata. — Wzruszył sztywno ramionami, poprawiając sobie fryzurę. — Może Prewettowie zorganizują jakąś gonitwę konną. Najpierw takich zwykłych koni, a potem powietrzną z tymi... Abraksanami!
Oczy Rabastana rozbłysły na samą myśl. To dopiero byłoby widowisko. Na pytanie panny Black rozejrzał się tylko na prawo i lewo, jakby liczył, że któryś z gości będzie wiedział coś więcej. Prawdę mówiąc, nie został poinformowany o tym, czy Louvain szykował jakieś after-party dla krewniaków lub swoich najwytrwalszych kibiców. Może nawet dobrze by się tam bawili, jednak... Lestrange nie miał zbytnio ochoty na socjalizowanie się w tak dużym gronie. A co, gdyby zaproszono jeszcze jakichś ludzi z ulicy, niezwiązanych ze śmietanką towarzyską Londynu? Poczuł dreszcze na plecach.
— Możemy się przejść po dzielnicy. Jeśli wydarzy się coś godnego uwagi, to po prostu się wprosimy — stwierdził nieoczekiwanie.
Mały spacer pozwoli im nieco odpocząć po tym, jak spędzili tyle czasu upchnięci w loży VIPów. A jeśli przyjęcie Notta lub Louvaina okaże się jedną z tych okazji, których po prostu nie można przegapić, to kto wie... Może zaszczycą ich swoją obecnością? W każdym razie Rabastan i Bella po niedługim czasie od ogłoszenia wyników, zebrali swoje manatki i udali się powoli do wyjścia. Ale kto wie, może inni goście spotkają ich jeszcze tej nocy na swojej drodze?