01.11.2023, 00:51 ✶
Lato było wspaniałe. Uwielbiał to ciepło, chociaż w Londynie pogoda rzadko pozwalała cieszyć się gorącem. Było to pewnego rodzaju orzeźwiające, jednak od czasu do czasu miło było pozwolić swojemu ciału na to, by wygrzało się w gorących promieniach. Nie inaczej było ostatnimi dniami. Pogoda ich rozpieszczała, więc należało to wykorzystać tak bardzo, jak tylko można było. Praca w ogrodzie była jego ulubioną formą spędzania takich dni. Relaksowało go grzebanie w ziemi i rozkopywanie ogrodu. Uwielbiał pomagać swojej babci z jej roślinami, jak również zajmować się swoimi własnymi. Doceniał ten niewielki skrawek ziemi, który mu wygospodarowano. I wszystko chciał tam robić sam.
– Och te paskudne latające potwory – stwierdził lekkim prychnięciem. Ptaki uważał za szkodniki. Nie lubił bowiem tych stworzeń, bo wydawały mu się one wyjątkowo irytujące. Wiedział jednak, że były ważnym elementem przyrody, ale nie miałby nic przeciwko, gdyby ten element wyniósł się z jego ogrodu. I owszem, większość tej antypatii wynikała z faktu, że ptactwo wyjadało mu nasiona, które ten zasiał. Ten sam kłopot sprawiały mu myszy, jednak one żerowały głównie pod ziemią i nie było ich widać. A ciężko było denerwować się na coś, czego zobaczyć nie można. Całą więc winą obarczał ptaki.
Odłożył drabinę, gdy tylko znalazł się przy pierwszym drzewie. Nie znalazł na nim żadnych ptaków, ale nie dało się ukryć, że czerwień czereśni wyraźnie odznaczała się wśród zielonych liści. Był to niezwykle przyjemny widok, który chciało się zachować w pamięci. Bellamy przez chwilę żałował, że nie miał przy sobie swojego szkicownika, w którym mógłby narysować to, co miał właśnie przed oczyma. Wiedział jednak, że wtedy nie byłby pomocny.
– Jest w porządku – powiedział. Nie miał zbyt wiele do opowiadania, bo jego życie było dość stałe. Na szczęście. Doceniał tę swoją prywatną monotonię i to, że niewiele się zmienia. Widząc, jak życie innych osób jest w stanie zmieniać się z dnia na dzień, cieszył się, że u niego tak się nie działo. Nie był bowiem fanem zmian. Wprowadzały one chaos, którego nie potrzebował. Zwłaszcza teraz, gdy udawało mu się trzymać Isabellę w ryzach. – Wiesz, moje życie jest równie fascynujące, co oglądanie jak rośnie trawa – zaśmiał się po chwili, bo jeśli ktoś znał Duponta wystarczająco dobrze, to wiedział, że dla niego obserwacja rosnącej trawy była naprawdę ciekawym zjawiskiem.
– A co u ciebie? – zagaił, przerzucając spojrzenie na Philipa.
– Och te paskudne latające potwory – stwierdził lekkim prychnięciem. Ptaki uważał za szkodniki. Nie lubił bowiem tych stworzeń, bo wydawały mu się one wyjątkowo irytujące. Wiedział jednak, że były ważnym elementem przyrody, ale nie miałby nic przeciwko, gdyby ten element wyniósł się z jego ogrodu. I owszem, większość tej antypatii wynikała z faktu, że ptactwo wyjadało mu nasiona, które ten zasiał. Ten sam kłopot sprawiały mu myszy, jednak one żerowały głównie pod ziemią i nie było ich widać. A ciężko było denerwować się na coś, czego zobaczyć nie można. Całą więc winą obarczał ptaki.
Odłożył drabinę, gdy tylko znalazł się przy pierwszym drzewie. Nie znalazł na nim żadnych ptaków, ale nie dało się ukryć, że czerwień czereśni wyraźnie odznaczała się wśród zielonych liści. Był to niezwykle przyjemny widok, który chciało się zachować w pamięci. Bellamy przez chwilę żałował, że nie miał przy sobie swojego szkicownika, w którym mógłby narysować to, co miał właśnie przed oczyma. Wiedział jednak, że wtedy nie byłby pomocny.
– Jest w porządku – powiedział. Nie miał zbyt wiele do opowiadania, bo jego życie było dość stałe. Na szczęście. Doceniał tę swoją prywatną monotonię i to, że niewiele się zmienia. Widząc, jak życie innych osób jest w stanie zmieniać się z dnia na dzień, cieszył się, że u niego tak się nie działo. Nie był bowiem fanem zmian. Wprowadzały one chaos, którego nie potrzebował. Zwłaszcza teraz, gdy udawało mu się trzymać Isabellę w ryzach. – Wiesz, moje życie jest równie fascynujące, co oglądanie jak rośnie trawa – zaśmiał się po chwili, bo jeśli ktoś znał Duponta wystarczająco dobrze, to wiedział, że dla niego obserwacja rosnącej trawy była naprawdę ciekawym zjawiskiem.
– A co u ciebie? – zagaił, przerzucając spojrzenie na Philipa.