02.11.2023, 01:12 ✶
Allan Bigsby
Bigsby uśmiechnął się szerzej. Nie powiedział nic, ale i tak wiedziałeś, co chciał ci przekazać, kiwając głową. Czuł się zrozumiany. Czuł się wzięty pod uwagę, bo ktoś go wreszcie wysłuchał i potraktował te emocjonalne rozterki poważnie. Chichrające się z niego dziewczyny były mu na pewno w jakiś sposób bliskie, ale najwyraźniej nie udało im się dostrzec, że ten miał już dość wiecznych żartów na temat siebie i swojej twórczości. Tobie udało się rozpalić w nim iskrę nadziei, której potrzebował, żeby przezwyciężyć ciągnącą go w dół rozpacz.
- Dziękuję - powiedział nagle, nie odrywając od ciebie wcześniej zmartwionego, teraz... Nieco mniej pochmurnego spojrzenia, chociaż te łzy w kącikach wciąż przypominały o bólu, jaki czuł do tej pory. - Normalnie jak ja ci dziękuję, kolego! - Chlipnął głośno, stęknął, a później objął cię na moment w delikatnym, przyjacielskim uścisku, jakbyście się znali co najmniej trzysta lat, a nie trzy minuty. I może pijany był, ale wybrzmiewały w tym silna, pozytywna nuta i piękno ludzkiej szczerości. Zgniótł klatką piersiową twój notesik, za co przeprosił pospiesznie, a później złapał za ołówek, podrapał się po czole i faktycznie zapisał tam kilka słów.
Laurencie, zajrzyj na swoją pocztę. Na tym główna rola Bigsby'ego się kończy. Posiadasz jego teksty, po wydarzeniu możesz zrobić z nimi, co tylko zechcesz. Jeżeli będzie to coś wykraczającego poza czytanie ich sobie do podusi, możesz zgłosić to w moim temacie konsultacji - świat na pewno na to jakoś zareaguje.
Tia Lewis i Lillian Mills
- No tak - odparła Tia - przecież po coś stworzyliśmy słowo anomalia... Istnieją białe tęcze i ogniste tornada, ale ja od zawsze najbardziej lubię historie o latarniach Maracaibo. Ooo - pomachała palcem - albo o ogniach świętego Elma. - Wpatrywała się w was zaciekawieniem, jej brwi uniosły się wyżej, kiedy tylko usłyszała słowo „archeolog” i nie dziwota, bo sama archeologia pobudzała ludzką wyobraźnię, a co dopiero kiedy w grę wchodziła magia. Pewnie pociągnęłaby rozmowę dalej, gdyby nie ta Lily właśnie, którą pomogła eskortować do stołu.
Czy cokolwiek tutaj było w porządku?
- Nie mogę przestać o tym myśleć. O tym, że ja nie będę mogła o tym pamiętać - powiedziała cichutko, ledwo powstrzymując drżenie dłoni. Mavelle mogła dostrzec, że Lily mimo zasłaniania twarzy rękoma, cały czas wpatrywała się w Knieję. Robiła to w gruncie rzeczy od samego początku rozmowy, ale wcześniej tylko ukradkiem zerkała, co kilka słów wypowiedzianych przez otaczające ją kobiety. Teraz natomiast zdawała się czegoś od tych drzew chcieć, a może po prostu tak dziwacznie rozmyślała na ich temat... Lewis, chociaż przez dłuższy moment trzymała dłoń na oparciu krzesła, na którym posadziliście jej „przyjaciółkę” i najwyraźniej chciała trzymać się blisko, wyłapała strzępek rozmowy i...
- Oho, patrzcie kto się znowu odpala - rzuciła, wykonując skinienie w kierunku Fishera. - ZAMKNIJ MORDĘ FISHER, ONA NIC CI NIE ZROBIŁA - uniosła głos, marszcząc czoło i ruszając tych kilka kroków w kierunku Nory, którą najwyraźniej postanowiła w tej kłótni wesprzeć, chociaż nie miała zielonego pojęcia, kim ta słodka blondynka jest. Ba, nie miała w ogóle szansy usłyszeć, o czym Nora z Fisherem do tej pory rozmawiała, więc rzuciła się w jej obronie bez jakiegokolwiek kontekstu.
Connor Fisher i Blair Hayes
Connor i Blair, mimo kojarzenia ich głównie z pozytywnych rzeczy, od samego początku wydawali się być nieco odsunięci od wszystkiego. Teraz natomiast byli po prostu obrzydliwie nieprzyjemni. Wcale się z kowalami nie chcieli napić, nie było wiadomo, po co tu przyszli, skoro nic im nie pasowało, a w dodatku... Zmierzyli odchodzącą Brennę takim naprawdę nieprzyjemnym spojrzeniem, jakby przed odejściem życzyła im wszystkiego, co najgorsze.
- Hjalmar, przestań mnie rozśmieszać, jaka to jest pomoc, kiedy się połowę ludności imasta okłamuje przez miesiąc. - Warknął Fisher, zagłuszając równoczesną wypowiedź narzeczonej:
- Jasne kurwa, oczywiście, że ma to wszystko w dupie - emocjonowała się Hayes, ale na tyle cicho, że jedynie Nora i osoby obok niej mogły to usłyszeć.
- Na co się gapisz? - Zapytał jej Fisher, kiedy zauważył, że chociaż Longbottom odeszła już gdzieś daleko, to jej towarzyszka pozostała na miejscu. - Idź do tej swojej koleżaneczki policjantki od siedmiu boleści. - Burknął, chcąc ją stąd przegonić, ale nie udało mu się to, bo Lewis szybko pojawiła się obok i złapała Norę za ramię, nie pozwalając jej na to.
- Przeproś ją, ty dryblasie - rozkazała, ukazując tym samym, że nie słyszała, o czym dokładnie rozmawiali - najwyraźniej miała z nim na pieńku i wykorzystała okazję do umieszczenia Figg w samym środku kłótni.
3.11