01.11.2023, 05:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.11.2023, 01:35 przez Atreus Bulstrode.)
Spojrzał na Mavelle, na słowa Victorii kiwając głową. Tak, powodzenia, to z pewnością jej się przyda tym bardziej, że to co odkryją z Brenną przyda się pewnie nie tylko samej Bones, ale całej reszcie, która właśnie siedziała z nią w domku ogrodnika. Odnosił pewne wrażenie, że brygadzistka gdyby tylko mogła, wzięłaby sprawy we własne ręce, działając na rzecz raczej samej siebie i może Patricka, z wyłączeniem Victorii, czy jego samego, ale czy tak naprawdę mógł ją o to winić? Siedzieli tutaj dzisiaj wszyscy razem, dzieląc się w kółeczku swoimi spostrzeżeniami i przemyśleniami tylko dlatego, ze Lestrange postanowiła podjąć jakiekolwiek kroki w stronę wspólnego ich ukierunkowania na sprawę i on sam pewnie niespecjalnie pomyślałby o Bones, a o Patricku przypomniał sobie kolejnym razem kiedy wspomniałaby o nim Florence, albo lepiej, kiedy znowu przypadkiem natknąłby się na niego na korytarzu w rezydencji Bulstrode'ów.
Przeniósł nieco bardziej zainteresowane spojrzenie na Lestrange, kiedy ta poruszyła sprawę nekromancji w świetle prawa, mimowolnie uśmiechając się lekko, może trochę kpiąco pod nosem. Absolutnie jednak nie kpił z jej chęci do zmieniania gównianego prawa, a raczej z samego faktu, że w ogóle ono obowiązywało tym bardziej, że widma w Dolinie miały całkiem dobrze i jeśli ktoś na nie trafił i wiedział jak się przed nimi bronić, to musiał jednocześnie modlić się o to, żeby nikt nie spisał go za nielegalnie użytego patronusa. Było też trochę tak, jak mówiła Bones, nekromanci wydawali się w tym momencie dość niewielkim problemem, a stosowane przez nich zaklęcia nawet jeśli pochodzące z tej samej dziedziny, nie stały zbytnio obok takiego patronusa. I podobnie jak Patrick, Bulstrode podzielał zdanie, że na to konkretne miano zasługiwali najgorsi z najgorszych, a nie osoby pokroju jego siostry czy Laurenta, który przecież był tym, który na nim właśnie eksperymentował jeszcze parę dni temu.
- Mój kuzyn umie wywoływać duchy - podjął wreszcie, spoglądając na Stewarda, który to zaoferował się w sprawie duchów. - Mogę z nim porozmawiać na temat tego, co o tym myśli. Albo raczej, czy ma jakiegoś ducha na stanie, a jeśli nie, to czy zna kogoś kto ma. Mam wrażenie, że gdyby zgłosić się do pierwszego lepszego egzorcysty, to miałby jakąś nawiedzoną szkatułkę na zbyciu. Albo nawet zapukać do tych Ministerialnych.
Wydawało się chyba, że zdążyli omówić już wszystko, czego dowiedzieli się do tej pory, bo poza zdecydowaniem się na to czy powinni tego ducha skombinować, w jaki sposób i czy w ogóle, wymiana zdecydowanie uspokoiła się i doszła do momentu, gdzie mogli zacząć opowiadać sobie o życiu, albo zebrać się do domów i przemyśleć sobie wszystko to, czego się dzisiaj dowiedzieli i co powinni z tym zrobić. Wybrali więc tę drugą opcję, dopiwszy kawy i herbaty, a w końcu i żegnając się i opuszczając domek ogrodnika.
Przeniósł nieco bardziej zainteresowane spojrzenie na Lestrange, kiedy ta poruszyła sprawę nekromancji w świetle prawa, mimowolnie uśmiechając się lekko, może trochę kpiąco pod nosem. Absolutnie jednak nie kpił z jej chęci do zmieniania gównianego prawa, a raczej z samego faktu, że w ogóle ono obowiązywało tym bardziej, że widma w Dolinie miały całkiem dobrze i jeśli ktoś na nie trafił i wiedział jak się przed nimi bronić, to musiał jednocześnie modlić się o to, żeby nikt nie spisał go za nielegalnie użytego patronusa. Było też trochę tak, jak mówiła Bones, nekromanci wydawali się w tym momencie dość niewielkim problemem, a stosowane przez nich zaklęcia nawet jeśli pochodzące z tej samej dziedziny, nie stały zbytnio obok takiego patronusa. I podobnie jak Patrick, Bulstrode podzielał zdanie, że na to konkretne miano zasługiwali najgorsi z najgorszych, a nie osoby pokroju jego siostry czy Laurenta, który przecież był tym, który na nim właśnie eksperymentował jeszcze parę dni temu.
- Mój kuzyn umie wywoływać duchy - podjął wreszcie, spoglądając na Stewarda, który to zaoferował się w sprawie duchów. - Mogę z nim porozmawiać na temat tego, co o tym myśli. Albo raczej, czy ma jakiegoś ducha na stanie, a jeśli nie, to czy zna kogoś kto ma. Mam wrażenie, że gdyby zgłosić się do pierwszego lepszego egzorcysty, to miałby jakąś nawiedzoną szkatułkę na zbyciu. Albo nawet zapukać do tych Ministerialnych.
Wydawało się chyba, że zdążyli omówić już wszystko, czego dowiedzieli się do tej pory, bo poza zdecydowaniem się na to czy powinni tego ducha skombinować, w jaki sposób i czy w ogóle, wymiana zdecydowanie uspokoiła się i doszła do momentu, gdzie mogli zacząć opowiadać sobie o życiu, albo zebrać się do domów i przemyśleć sobie wszystko to, czego się dzisiaj dowiedzieli i co powinni z tym zrobić. Wybrali więc tę drugą opcję, dopiwszy kawy i herbaty, a w końcu i żegnając się i opuszczając domek ogrodnika.
Koniec sesji