Danielle rzuciła nieprzyjazne spojrzenie w kierunku Augustusa, złe, ale za bardzo była zajęta Aveliną, żeby teraz wymieniać się z nim tutaj przytykami, choć cisnęły się gdzieś na usta. Musiała się skupić. Przygotowywanie rytuału do łamania i zdejmowania klątw miała opanowane, ale wystarczy jeden zły ruch i nagle zamiast złamać rytuał to przeistaczałeś go w coś jeszcze bardziej paskudnego. Nawet pomimo wagi tej sprawy i jak było to istotne, żeby uwolnić kobietę od tego widma, jakie nad nią wisiało. Gdyby nie słyszała o tym felernym rytuale to chyba nawet nie do końca by wierzyła w to, co się tutaj dzieje i w pierwszej kolejności polecałaby wytrzeźwienie z eliksiru amortencji, pewnie by chciała odizolować Avelinę (szczególnie od tego paskudnika, który tu stał). Gdyby. Ale mogła spróbować, skoro Augustus był tak przekonany, choć ciągle zastanawiała się, czy to nie jest jakaś perfidna sztuczka, żeby zaszkodzić jej i samej Avelinie. Wrogowie byli wszędzie. Najgorsze było to, że tak ciężko było ich rozpoznać. Cisnęło się na usta, że znalazł się poeta i znawca poezji, który tak nieudolnie podrabia listy i teraz bawi się słowem. Amant cholerny się znalazł.
Odetchnęła ciężko, zasmucona znów stanem przyjaciółki, która daleka była od trzymania się na ziemi. Latała. Lawirowała gdzieś myślami, amory jedne wiedzą gdzie i przy kim. Jakimś Godryku, o którym nigdy wcześniej nie słyszała. Avelina była zawsze cichą, zamkniętą osobą, ale nie sądziła, żeby miały przed sobą takie tajemnice jak skrywanie zauroczeń, z którymi wiązane były nadzieje. Proszę bardzo jednak, jak bardzo się pomyliła - i to nie w stosunku do Godryka. Nie miała pojęcia, że coś łączy tę dwójkę. Coś więcej niż znajomość. Ale co do tego jeszcze sobie porozmawia z Aveliną w odpowiednim czasie. Nie pozwoliła sobie na dalsze zatrzymywanie prac. Im szybciej spróbuje i im więcej włoży w to sił tym większa szansa, że z kobietą będzie wszystko w porządku. Wtedy będzie czas na rozmowy i próby zorientowania się, czy to w ogóle wystarczy i czy nie potrzeba czegoś więcej.
- Nie przeszkadzaj. - Rzuciła do Augustusa, kiedy już usiadły, który zaczął zagadywać Avelinę. - Avelino. - Zwróciła na nią swoją uwagę, ogniskując nań spojrzenie. - Skup się na Godryku. Na Beltane, kiedy się poznaliście i na tym, jak plotłaś wianek, a on go zanosił. Skup się na nim, na jego twarzy, na emocjach, jakie was oplatają. - Danielle zaczęła mówić, a jej ton stał się bardzo monotonny. Hipnotyzujący wręcz, kiedy wzniosła różdżkę i zaczęła nią kreślić znaki w powietrzu. Dym świec, biały, wzniósł się w powietrze i zaczął krążyć wokół Aveliny i między nimi, jakby został zaklęty i złapany w jakiś przedziwny taniec. Dla Augustusa to było wszystko odczuwalne na zasadzie podstawowego pojmowania zmysłów, ale dla niego głos Danielle chociażby hipnotyzujący nie był. - To jest osoba, którą kochasz, ale dlaczego? Kiedy zaczęłaś? Skąd się ta emocja wzięła? - Czar spalał równomiernie świece, które mu służyły, kiedy dym tańczył, a łańcuchy klątwy puszczały jedna za drugą. Avelina mogła dojrzeć w sobie dziury w całym rozumowaniu, jakie miała. W tych emocjach, które w niej tkwiły. Zaczynała krok po kroku poddawać w zwątpienie prawdziwość tej relacji. Doświadczać tego, co można było nazwać oczyszczeniem umysłu i serca. Dym zostawał na zewnątrz - już tego umysłu zamglonego mieć nie musiała. - Nie chcesz go odszukać. Nie chcesz za nim podążać. - Danielle kontynuowała każde kolejne zdanie i z każdym słowem ta przejrzystość dla myśli była bardziej intensywna. I w końcu pociągnęła mocno różdżką, dym został przecięty jak nożem, świece, dopalone, zgasły.
Nastała cisza.
- Jak się czujesz, Avelino? - Zapytała w końcu Danielle trochę z zapartym tchem, spoglądając na nią z niepokojem. Wcale nie była przekonana, czy rytuał dobrze zadziałał i czy na pewno klątwa została zdjęta.
Sukces!
Slaby sukces...