Tego dnia Mabel obudziła się z poczuciem że czeka na nią coś wspaniałego. Co zresztą nie wzięło się znikąd, bo przecież już od dwóch tygodni dopytywała mamę co będą robić w Dzień Dziecka. Nora nie chciała jednak pisnąć ani słówka, powtarzając córce uparcie, że nie ma zamiaru zepsuć jej niespodzianki. Ekscytacja i zniecierpliwienie dziewczynki rosły więc w postępie geometrycznym, z każdym dniem sprawiając, że jej pytania stawały się coraz bardziej natarczywe, aż w końcu Nora oświadczyła, że jeśli jeszcze raz usłyszy pytanie o Dzień Dziecka to będą ją musieli odesłać do św. Munga. To podziałało i Mabel przestała matkę dopytywać, ale już poprzedniego wieczoru widać było, że nie mogła się doczekać. W Dzień Dziecka zawsze robiły coś super fajnego i dziewczynka miała nadzieję, że pomimo przeprowadzki, i w tym roku będzie podobnie.
Wieczór poprzedzający Dzień Dziecka strasznie się małej dłużył, tym bardziej, że z ekscytacji nie mogła zmrużyć oka, wyobrażając sobie coraz to nowe atrakcje, które mogła jej zafundować matka. Kiedy w końcu zasnęła, okazało się, że noc jest bardzo krótka i zdawało jej się, że ledwo zmrużyła oczy a już mama budziła ją na śniadanie.
Niewyspana i zaspana, dziewczynka nie wykazywała z początku takiego entuzjazmu jak chociażby dzień wcześniej, ale po sporej porcji śniadania, składającego się z tostów francuskich, parówek i herbaty, rozchmurzyła się i bez dalszego narzekania poszła się ubrać - założyła sukienkę, bardzo podobną do tej, którą miała na sobie jej mama, tyle że w dziecięcym kroju a potem poczekała aż mama zwiąże jej włosy i zapnie z tyłu pasującą do sukienki kokardą.
Kiedy w końcu wyszły z domu, Mabel z początku nie wyglądała na zainteresowaną drogą, ale po chwili nawet ona zainteresowała się mugolskim Londynem. Nie wyjeżdżały w miasto z mamą aż tak często, jako dziewczynka pochodząca z magicznej rodziny poruszała się częściej magicznymi, niż mugolskimi sposobami transportu, dlatego mugole wydawali jej się dziwni i ciekawi.
- No co ty mamo… Wszystkie na pewno nie! - zaśmiała się Mabel, chociaż cieszyła się, że mama ma jej wiedzę botaniczną w tak wysokim poważaniu. - A możemy potem kupić pamiątki? - zapytała, widząc znajdujące się przy wejściu sklepy. Chciałaby mieć coś co mogłaby powiesić w pokoju, albo może coś co mogłaby nosić przy sobie? Sama nie była pewna, ale wiedziała, że chce też wziąć coś co mogła by podarować cioci i wujkowi, żeby się pochwalić czasem spędzonym z mamą i żeby mieli coś fajnego z mugolskiego świata.