— Pojedynek wreszcie dobiegł końca, powinniśmy się rozerwać. Moje zaproszenie do baru jest nadal aktualne. Przyłączysz się? — Zwrócił się do obu swoich towarzyszy, zmieniając temat. Lestrange zagościł w ich rozmowach na dłużej, niż powinien. Pierworodnie zapraszał wyłącznie Erika, jednak teraz stał przy nich Bell. Nie zamierzał go wykluczać, jednocześnie nie zamierzając go zmuszać. Będzie chciał ich opuścić to nie będzie go zatrzymywać. Powinien zapytać jeszcze samego Erika o zdanie, jednak on wydawał mu się być kimś, kto nigdy nie ma nic przeciwko dodatkowemu towarzystwu przy barze. Nie chciał zostać wyprowadzony z błędu w tej kwestii. Obecna sytuacja bardzo sprzyjała temu aby poznał lepiej swojego sekundanta.
— To z pewnością psuje zabawę, ale takie są uroki bycia sekundantem. Na całe szczęście możesz zrzucić z barków ciężar tej odpowiedzialności. — Przyznał mu rację w tej kwestii. Ze swojej strony Philip nie zakładał swojego udziału w ponownym pojedynku o honor Loretty i przez to nie sądził aby potrzebował prosić Erika o ponowne bycie jego sekundantem.
— Niektórzy faktycznie mogą zbierać się do wyjścia, uznając to widowisko za zakończone, niektórzy mogą iść do baru albo w dowolne miejsce na tej hali. Mogą też na coś czekać, chociażby na rozwój sytuacji po pojedynku. — Za sprawą słów Erika samemu spojrzał w stronę areny i loży VIPów, dostrzegając sylwetkę wróżbity, z którego usług korzystała jego matka. Wyłowił spośród barwnego tłumu swoją rodzinę, którzy nadal siedzieli na swoich miejscach. W końcu będzie musiał do nich podejść, jednak zrobi to dopiero jak przestanie spędzać czas w gronie znajomych. Także chciał przeznaczyć ten czas na ewentualne spotkania ze swoimi fanami i ewentualnie na powiedzenie paru słów dla prasy, jeśli zostanie o to teraz poproszony.
Podobnie jak Erik, powitał Laurenta i Victorię lekkim skinięciem głowy.
— Byłyby przede wszystkim bezpieczniejsze dla obu pojedynkujących się czarodziejów. — Przyznał Laurentowi rację, doskonale wiedząc o tym, że on pozostawał przeciwny wszelkiej przemocy fizycznej. Wszyscy wiedzieli, że nie ma na świecie takiej siły, która powstrzymałaby ludzi od sięgania po przemoc fizyczną. — Miło mi cię poznać, Victorio. — Zwrócił się do towarzyszącej Laurentowi czarownicy, z ciepłym uśmiechem.
— To była bardzo wyrównana, emocjonująca walka więc jak najbardziej. Jak wasze wrażenia? — Odpowiedział na zadane mu pytanie w sposób niewskazujący na to, że brak rozstrzygnięcia na jego korzyść nie budzi jego frustracji. Wskazane było pokazanie siebie od znacznie lepszej strony, przy czym nie rozmijał się tak bardzo z prawdą. Bo naprawdę była to wyrównana i bardzo emocjonująca walka. To zdecydowanie nie był dobry moment na pokazywanie światu jak bardzo nie lubi przegrywać, nawet jak zasady sportowej rywalizacji stanowiły dla niego świętość i nie mógłby posunąć się do próby oszustwa.
— Zaprosiłem Erika i Bella do baru. Dołączycie do nas? — Zaproponował z zachęcającym uśmiechem, wodząc spojrzeniem od Laurenta do Victorii. Musiał liczyć się z odmową z ich strony, zwłaszcza jeśli mieli inne plany na resztę tego wieczoru.