02.11.2023, 02:05 ✶
Uśmiechnął się do Stanleya wręcz obrzydliwie miło, kiedy ten postanowił przywołać sytuację z końca maja. No i chuj, dobry nastrój diabli wzięli, bo Staszkowi nie podobało się najwyraźniej, że raz na jakiś czas musieli się w czymś zgodzić bez wcześniejszej przepychanki.
- Odbiję sobie kiedy już stąd wyjdziemy - odpowiedział z lekkim uśmiechem, który zmienił się na nieco bardziej właściwy dla niego. Nieco bardziej zblazowany i świadczący o tym, że myślami był trochę gdzie indziej, bo spojrzenie przeniósł na parkiet, śledząc przez dłuższy moment sylwetkę Louvaina.
- Aha, zaraz - rzucił mimowolnie do Borgina w odpowiedzi na cokolwiek on sobie tam własnie gadał pod nosem. Trzeba mu było przyznać, że był bardzo dobry w pomaganiu Stanleyowi i jednoczesnym absolutnym nie zwracaniu na niego uwagi. Usadził Anthony'ego, ale głowa Atreusa niemal przez cały czas zwrócona była w stronę areny, a spojrzenie śledziło każdy kolejny ruch Lestrange'a i Notta. Czasem cmoknął z pewnym rozczarowaniem, tylko po to by znowu syknąć z udawanym współczuciem dla przeciwnika. W końcu też, wyprostował się, kiedy młodszy z Borginów był już cały zabezpieczony, akurat żeby usłyszeć werdykt sędziego, który nawet jeśli mógł brzmieć gorzej, to nie był aż tak przyjemny.
Atreus skrzywił się lekko, pozbawiając przyjaciela wcześniej opróżnianej przez nich piersiówki i pociągając z niej duży łyk. Rozczarowanie rozlało się po ciele tak samo sprawnie, jak przyniesione przez alkohol ciepło.
- Można tak powiedzieć - rzucił w odpowiedzi na pytania Borginów, krzywiąc się przy tym nieco i oddając piersiówkę, pustą już, Anthony'emu. - Nie, Laurent zwyczajnie pokazuje, komu bardziej kibicował w tym pojedynku - rzucił jak gdyby nigdy nic i uśmiechnął się nawet lekko, jakby wszystko mu już było jedno. Prewett mógł chociaż poudawać trochę, że jego serce stało po właściwej stronie tak samo na początku, jak i na końcu starcia. Ale nic to.
- Jest remis - rzucił wreszcie z boleściwym westchnięciem, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów i po wyciągnięciu jednego, oferując je również przyjaciołom. Zaciągnął się i wreszcie zszedł na parkiet, wychodząc na przeciw Louvainowi.
- Następnym razem - połamiemy mu ręce, rzucił do Louvaina, zapewniając go, że nawet jeśli tym razem nie wyszedł z potyczki zwycięsko, to zawsze mógł przecież liczyć na jakiś rewanż. Mimowolnie też, spojrzał w bok, w kierunku Notta i Laurenta, który akurat podszedł do niego.
- Odbiję sobie kiedy już stąd wyjdziemy - odpowiedział z lekkim uśmiechem, który zmienił się na nieco bardziej właściwy dla niego. Nieco bardziej zblazowany i świadczący o tym, że myślami był trochę gdzie indziej, bo spojrzenie przeniósł na parkiet, śledząc przez dłuższy moment sylwetkę Louvaina.
- Aha, zaraz - rzucił mimowolnie do Borgina w odpowiedzi na cokolwiek on sobie tam własnie gadał pod nosem. Trzeba mu było przyznać, że był bardzo dobry w pomaganiu Stanleyowi i jednoczesnym absolutnym nie zwracaniu na niego uwagi. Usadził Anthony'ego, ale głowa Atreusa niemal przez cały czas zwrócona była w stronę areny, a spojrzenie śledziło każdy kolejny ruch Lestrange'a i Notta. Czasem cmoknął z pewnym rozczarowaniem, tylko po to by znowu syknąć z udawanym współczuciem dla przeciwnika. W końcu też, wyprostował się, kiedy młodszy z Borginów był już cały zabezpieczony, akurat żeby usłyszeć werdykt sędziego, który nawet jeśli mógł brzmieć gorzej, to nie był aż tak przyjemny.
Atreus skrzywił się lekko, pozbawiając przyjaciela wcześniej opróżnianej przez nich piersiówki i pociągając z niej duży łyk. Rozczarowanie rozlało się po ciele tak samo sprawnie, jak przyniesione przez alkohol ciepło.
- Można tak powiedzieć - rzucił w odpowiedzi na pytania Borginów, krzywiąc się przy tym nieco i oddając piersiówkę, pustą już, Anthony'emu. - Nie, Laurent zwyczajnie pokazuje, komu bardziej kibicował w tym pojedynku - rzucił jak gdyby nigdy nic i uśmiechnął się nawet lekko, jakby wszystko mu już było jedno. Prewett mógł chociaż poudawać trochę, że jego serce stało po właściwej stronie tak samo na początku, jak i na końcu starcia. Ale nic to.
- Jest remis - rzucił wreszcie z boleściwym westchnięciem, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów i po wyciągnięciu jednego, oferując je również przyjaciołom. Zaciągnął się i wreszcie zszedł na parkiet, wychodząc na przeciw Louvainowi.
- Następnym razem - połamiemy mu ręce, rzucił do Louvaina, zapewniając go, że nawet jeśli tym razem nie wyszedł z potyczki zwycięsko, to zawsze mógł przecież liczyć na jakiś rewanż. Mimowolnie też, spojrzał w bok, w kierunku Notta i Laurenta, który akurat podszedł do niego.