02.11.2023, 03:31 ✶
Posłał Stanleyowi powłóczyste spojrzenie, zdecydowanie nie będąc pewnym, czy ten się właśnie z niego nabija, czy może jednak faktycznie jest ułomny. Bo skąd miał się spodziewać, że Stanley słownik to co najwyżej widział tylko na półkach i to takich pokrytych parocentymetrową warstwą kurzu? Jakby zapytał, czy ma w domu balie to co? Zaciąłby się kompletnie, albo zaczął rozkładać też na części pierwsze to słowo? Bulstrode mimowolnie przycisnął palcami nasadę nosa, jakoś tak próbując się w sobie zebrać, ukoić nieco nerwy, ale to nie pomogło, dlatego wychylił parę kolejnych łyków ognistej i od razu mu się lepiej na duszy zrobiło.
Na całe szczęście, na ratunek też pośpieszyła Victoria, biorąc na siebie obowiązek wyjaśnienia Stachowi, że cokolwiek miał w głowie, mijało się to z prawdą. Zaczęła też rozporządzać dalej, co właściwie mieli zrobić dalej z przygotowaniami i chyba wyczuła, że on też nie miał zbytnio pojęcia o tym, jakie były kolejne kroki tego przedsięwzięcia. Pokiwał jednak tylko głową, nawet wdzięczny za to, że tak się wczuwała w rolę dowodzącej i ruszył z bojowym zadaniem wypłukania kopru i chrzanu.
Zebral wszystkie wskazane rzeczy i z braku laku zabrał się za nie przy kuchennym zlewie, zgodnie z instrukcjami puszczając zimną wodę. Był nawet tak wspaniałomyślny, że w międzyczasie nastawił Borginowi wodę, żeby zgodnie ze słowami Victorii mógł słoiki na ogórki wyparzyć. Kiedy natomiast skończył się chlapać z chrzanem i koperkiem, oszuszył je nieco, żeby nie zalać przy noszeniu całej podłogi i odłożył je na stół.
- Gotowe - oznajmił dumny, biorąc się pod boki i przez moment zaglądając Lestrange przez ramię, przynajmniej póki nie zwrócił uwagi na to, co właściwie porabiał Sauriel z tym swoim ogórkiem. Zbliżył się do niego trochę i oparłszy o stół przez moment przyglądał się jego poczynaniom. Kiedy skończył mu się materiał ogórkowy, wybrał jakiegoś dużego i bez słowa mu podłożył, wyraźnie zainteresowany dalszym obserwowaniem jego rękodzielnictwa.
Na całe szczęście, na ratunek też pośpieszyła Victoria, biorąc na siebie obowiązek wyjaśnienia Stachowi, że cokolwiek miał w głowie, mijało się to z prawdą. Zaczęła też rozporządzać dalej, co właściwie mieli zrobić dalej z przygotowaniami i chyba wyczuła, że on też nie miał zbytnio pojęcia o tym, jakie były kolejne kroki tego przedsięwzięcia. Pokiwał jednak tylko głową, nawet wdzięczny za to, że tak się wczuwała w rolę dowodzącej i ruszył z bojowym zadaniem wypłukania kopru i chrzanu.
Zebral wszystkie wskazane rzeczy i z braku laku zabrał się za nie przy kuchennym zlewie, zgodnie z instrukcjami puszczając zimną wodę. Był nawet tak wspaniałomyślny, że w międzyczasie nastawił Borginowi wodę, żeby zgodnie ze słowami Victorii mógł słoiki na ogórki wyparzyć. Kiedy natomiast skończył się chlapać z chrzanem i koperkiem, oszuszył je nieco, żeby nie zalać przy noszeniu całej podłogi i odłożył je na stół.
- Gotowe - oznajmił dumny, biorąc się pod boki i przez moment zaglądając Lestrange przez ramię, przynajmniej póki nie zwrócił uwagi na to, co właściwie porabiał Sauriel z tym swoim ogórkiem. Zbliżył się do niego trochę i oparłszy o stół przez moment przyglądał się jego poczynaniom. Kiedy skończył mu się materiał ogórkowy, wybrał jakiegoś dużego i bez słowa mu podłożył, wyraźnie zainteresowany dalszym obserwowaniem jego rękodzielnictwa.