Uśmiechnęła się, kiedy usłyszała kolejne słowa męża. Zawsze miło było usłyszeć coś takiego, mimo tego, że od wielu lat tworzyli rodzinę to Otto nigdy nie przestał jej komplementować. Widać było, że nadal traktuje ją jak wtedy, gdy się poznali. Zresztą ona czuła się podobnie, ich uczucie kwitło pomimo upływu czasu, widać, czasem zdarza się jak w bajkach - żyć długo i szczęśliwie, że też akurat ona miała tyle szczęścia.
- Prędzej, czy później uratujemy jakieś ptaszysko. Ostatnio znajduję wiele rannych zwierzaków. Można by wtedy faktycznie go zaadoptować i zastąpić Bimberka. - Pomysł jej się spodobał. Będzie się uważniej rozglądać po lesie i może uda jej się przynieść coś do domu. Najlepiej by było.
- Matka nad nami czuwa, to fakt. Jednak te nasze modły przyniosły efekty, niektórzy mówią, że to nie ma sensu. Jak nie ma sensu, jeśli widać, że nam sprzyja? Mało kto ma takie udane życie, jak my. - Oczywiście nie było to bez powodu. Józia i Otto wiele czasu spędzili na składaniu ofiar bogini. To musiało mieć związek, inaczej pewnie nic by się im nie układało.
- Szczęście może być różne, wiesz jak jest. Ci młodzi to nie są tacy, jak my teraz. Mają jakieś swoje dziwne plany, ambicje wygórowane. Jakby z prostych rzeczy się nie można było cieszyć. - Wiadomo, że czasy się zmieniały, jednak czy warto było aż tak bardzo pędzić. Życie uciekało przez palce, a przecież było tylko jedne. Sama Jose nie wiedziała co o tym myśleć. Trudno jej było przyzwyczaić się do tego, jak bardzo zmieniały się priorytety.
- Masz rację mój drogi, jak zawsze. Wolałabym zresztą, żeby przyjeżdżały częściej. Ostatnio dom się taki pusty wydaje, ciężko mi się do tego przyzwyczaić. - Większość piskląt już wyfrunęła z gniazda i pusto się zrobiło. Ino wiatr się odbijał od ścian. Taka niby kolej rzeczy, nie sądziła jednak, że tak szybko do tego dojdzie.
Rozmarzyła się, bo ten moment się zbliżał. Przymknęła oczy, kiedy Otto ją przytulił. - Najlepszy czas w roku się zbliża. Kwiaty już kwitną, drzewa też, niedługo zaczną rosnąć owoce, powoli czuć już lato w powietrzu, a będzie tylko lepiej. - Lato było jej ulubioną porą roku, uwielbiała obserwować, jak rośliny żyją, owocują. Widać było efekty ich całorocznej pracy.
- Musimy zapowiedzieć im szybko, kiedy przyjechać mają, nie będą mogli odmówić i się wymigać najdroższy. - W końcu będą mogli zaplanować sobie jeden dzień wolny, przynajmniej zdaniem Józi nie powinno to być problemem.
Złapała więc Otto pod rękę, ruszyła z nim w stronę domu. - Zaparz, zaparz, nikt nie robi lepszej od ciebie. Przyda nam się chwila odpoczynku. - Zawsze znalazł się jakiś powód do celebracji kolejnego, pięknego dnia.
- Faktycznie gdzieś zniknął. Musimy z nim porozmawiać o tym jego pracoholiźmie mój drogi, bo długo tak nie pociągnie ten nasz biedny sówek. - Wiek swój już miał, wypadałoby by trochę szanował swoje zdrowie.