Dziewczyna zdecydowanie bardziej zdawała się obawiać Loretty niż Murtagha. Być może miała już doświadczenie z mężczyznami, którzy czuli, że wolno im wszystko, a może po prostu dużo bardziej obawiała się nieobliczalnej, płomiennie niebezpiecznej Loretty niż metodycznego i spokojnego w sposobie zachowania Murtagha. Tak czy inaczej, kiedy Loretta zaczęła znów do niej mówić, jej oczy rozszerzyły się, zaczynając przypominać spodki do filiżanek, z tą tylko różnicą że były nieco wypukłe a nie wklęsłe, i całe perliły się łzami.
Murtagh nie przerywał Loretcie, wiedząc, że przeszkadzać artystce w pracy było niemalże zbrodnią. A już zupełnie poza tym, to po prostu lubił słuchać jej głosu i obserwować jej ciało. Czasem wyobrażał sobie nawet, jak miękko mogłoby giąć się pod jego dotykiem, lub jak twardo i pewnie dotykać jego, ale zważywszy na pozycję i sytuację ich obojga - pozostawiał te myśli wyłącznie dla siebie. Przecież Loretta, była z Alexandrem. Nie mógłby przekroczyć tej granicy dobrego taktu i niepisanego kodeksu, który mówił, że kobieta przyjaciela znajdowała się zupełnie, poza wszelką dyskusją, poza zasięgiem mężczyzny. Tym bardziej po tym jak Loretta i Axel związali się na poważnie.
- Lacero! - warknął mężczyzna znów, tym razem ze złością i nienawiścią, dość do niego niepodobną. Czy to myśli o Loretcie i Axelu wywołały w nim takie emocje? On uważał, że nie, a ponieważ tylko on znał dokładnie treść swoich myśli, to zdanie kogoś innego nie miało w tej materii najmniejszego znaczenia. Chciał jednak, żeby dziewczyna przed nim cierpiała i błagała o litość, dlatego z przyjemnością zamierzał sprowadzić na jej drugą nogę podobną ranę, jaka widniała na pierwszej.
- Proszę, nie... Tylko nie Fabian... - łkała dziewczyna, patrząc to na Murtagha, to na Lorettę, niemal na granicy omdlenia ze strachu i bólu. - Zrobię co zechcecie, przepraszam, tylko go oszczędźcie. - zapewniała, łamanym głosem, podciągając nosem co drugie słowo. Murtagh tymczasem wstał i cofnął się o krok, przyglądając się nogom dziewczyny i płynącej po nich krwi, która zbierała się pod jej stopami w niewielką kałużę. Uśmiechnął się do siebie, jakby zadowolony ze swojego dzieła, a następnie odwrócił się do Loretty i spojrzał jej w oczy, z szerokim uśmiechem.
- I jak myślisz, Żmijo? Przekonuje cię jej pokora? - zapytał, podchodząc do niej, jego ruchy drapieżne a oczy pociemniałe z pożądania. Sprawianie bólu innym wywoływało w nim uczucia, które zwykle trzymał w szeregu i na wodzy, pozwalało mu je przeżyć i uwolnić, nie tracąc kontroli. Tak naprawdę nie był pewny, czy mógłby się zbliżyć do kobiety, która by się go nie obawiało, bo to oznaczałoby dla niego oddanie kontroli i odsłonięcie się, pokazanie swojej wrażliwej strony komuś kto mógł to wykorzystać. A jeśli czegoś Macmillan był pewny to tego, że nie pozwoli już nigdy nikomu tak bardzo się zbliżyć, aby mógł tak bardzo go wykorzystać i zdradzić.
Jego nozdrza owionął zapach perfum Loretty, a całym ciałem niemal poczuł ciepło jej ciała. Był zaledwie kilka kroków od niej, wystarczył jeden dłuższy sus a mógłby łatwo porwać ją w swoje objęcia, wyrwać jęk rozkoszy z jej gardła a to wszystko na oczach bezbronnej mugolaczki. Najchętniej porwałby szlamiastą dziewczynę, rzucił na podłogę i zmusił ją, żeby całowała stopy Lestrange, co zresztą było najlepszym do czego się w ogóle mogła nadawać.
- Myślę, że powinna ucałować ci stopy, na znak jak bardzo jej przykro...- dodał, wkładając całą posiadaną samokontrolę w to, żeby zamaskować chrypkę, która pojawiała się w jego głosie, kiedy czuł się podekscytowany i podniecony.
Sukces!