Kiwnął głową to na jedną, to na drugą stronę słysząc o tym, że byłyby bardziej bezpieczne dla pojedynkowiczów. Ano - byłyby. Niestety pojedynki na arenach to było ostatnie zmartwienie, jakie Laurent teraz posiadał w swojej głowie, choć sam fakt, że Louvain i Philip zaklęciami się okładali wymuszał na jego mózgu wątpliwości w kierunku tego, dlaczego ludzie tak cenili sobie przemoc i skąd w nich ta potrzeba do upuszczania energii i stresu właśnie w taki sposób. To było przykre i równie przykro się na to patrzyło. Nie chciał się na ten temat wypowiadać, bo co mógłby wtrącić między słowa, że "przecież tu chodzi o honor". Dla Philipa nie Loretty, ale jego własny. Nott zawsze źle przyjmował słowa, które niekoniecznie były dla niego korzystne, albo niezgodne z jego pojmowaniem świata, a ich ostatnia kłótnia wystarczyła mu w zapasie na długo.
- Jeśli masz ochotę to nie ma problemu. - Laurent tutaj był najbardziej "wśród swoich", jeśli tak to można określić, nie znał za bardzo jedynie Erika - obiektu westchnień połowy brygadzistek i pewnie przynajmniej jednej czwartej całego Ministerstwa Magii. Chociaż chyba z Victorią się znali. Siłą rzeczy? Aurorka i brygadzista... poświęcił chwilę uwagi ich wymianie spojrzeń czy krótkim przywitaniom, próbując jakoś to określić. Niekoniecznie też chciał w tym momencie mówić o swoich wrażeniach z pojedynku, bo musiałby powiedzieć, że celowo dawał się rozpraszać, żeby się za bardzo nie stresować tymi błyskającymi zaklęciami, takie to właśnie były wrażenia. Oprócz tego, co powiedział - że właściwie zrobili na nim dobre wrażenie tym, że wszystko było takie... kontrolowane? Co napędzało jego uczucie, że przez to nie dawali z siebie wszystkiego. To jednak chyba normalne. To w końcu była również pokazówka. - Mam nadzieję, że Philip nie poczęstuje cię jednym ze swoich dziwnych tekstów. Potrafi być... bardzo niedyskretny. - Laurent się nie interesował sportem innym poza wyścigami konnymi to i nie miał pojęcia, jak prezentują się sportowcy, co najwyżej znał twarze i nazwiska tych, którzy się pokazywali na niektórych przyjęciach. Powiedział to cicho do Victorii, kiedy odchodzili od Louvaina i jego świty.
Zrobiło mu się całkiem... dziwnie z tym jak wysunął się Philip ze stwierdzeniem, że "dla niego bez alkoholu". Nie to, żeby zamierzał pić - bo nie pił nigdy, ale tak niedyskretne i wprost stwierdzenie wybiło go nieco z rytmu. Kultura toastów i inne tego typu duperele była tak głęboko zakorzeniona, że Laurent niekoniecznie lubił się obnosić z tym, że nie pije. Ba, wręcz często sam się kręcił z jakimiś lampkami czy kieliszkami, żeby udawać, że pije. Tym nie mniej było mu wielce wszystko jedno - w ciągu problemów ten był pyłkiem na wietrze i to chwilowe uczucie zostało jak pyłek zdmuchnięte. Odetchnął tylko cicho i spojrzał na Victorię z lekkim uśmiechem prezentującym wyraz "a nie mówiłem?". Dyskrecja Philipa Notta była szalenie popularna.
- Śmiało. Będę tą odpowiedzialną osobą, która was odwiezie wszystkich po kolei do domów. - Przeniósł spojrzenie na Philipa, to na Erika, opierając przedramieniem o blat.