Hjalmar nie bardzo rozumiał nastawienie tychże ludzi. Miał przecież szczere zamiary i chęci, aby im pomóc. Nie było w tym ani grama podstępu czy zwykłej wrogości do drugiego człowieka, a Connor robił po prostu swoje. Okłamuje się połowe ludności przez miesiąc? Czy chodziło im o sprawę z Beltane i zamknięcie kniei Godryka? Zapewne tak ale czy nie można było tego załatwić jakoś dyplomatycznie, bez zbędnej nienawiści?
- Hej ale spokojnie. Po co ta agresja Connor? - zapytał, ewidentnie podburzony zachowaniem Fishera - Czym Ci Pani Nora zawiniła? Dlaczego chcesz sobie odbijać swoje zachowanie na innych? - dodał, odstawiając szklankę na stolik aby być gotowym do ewentualnego rozdzielenia zwaśnionych stron. Tylko tego brakowało aby doszło tutaj do bójki - zwłaszcza kiedy Brenna zniknęła gdzieś w tłumie biesiadników - Wiesz, że to było nie miłe? Co jakby inni tak się na Ciebie rzucili? - spojrzał w kierunku agresora, a następnie na moment w kierunku ojca.
- Ale druga strona też się może uspokoić. Nie ma sensu się wzajemnie napędzać w tej spirali złości - zapewniał, próbując załagodzić całą sytuację. Hjalmar nie omieszkał też stanąć na drodze pomiędzy dwoma grupkami. Może i nie miał doświadczenia w rozdzielaniu grup ale do tego wystarczyło trochę mięśni, które akurat posiadał. No chyba, że nagle Connor Fisher okazałby się trzykrotnym mistrzem Doliny Godryka w boksie - wtedy mógłby mieć mały problem aby go powstrzymać. Kiwnął głową do ojca jakby chciał mu przekazać pomóż też. Dagur co by nie mówić był większy o niego od połowę i nie było silnego na niego chyba w całej najbliższej okolicy - Możemy usiąść i to na spokojnie przegadać? Pani Norze na pewno nie było miło za taką odzywkę, a Conor na pewno chciałby być nazywany dryblasem... - stwierdził, rozglądając się raz na jedną, a raz na drugą stronę. Młodszy z Nordgersimów miał wrażenie jakby siedzieli właśnie na beczce prochu - brakowało tylko zapalnika, a wszystko by wybuchło. Ot, takie zrządzenie losu.
Na krótką chwilę spojrzał się na niebo, sądząc, że może to ono może mieć na to wpływ ale... on niczego nie poczuł. Znaczy poczuł wcześniej ale nie czuł żadnego nowego uczucia. Czy pozostali mieszkańcy też nic nie czuli i po prostu miarka się już się przebrała, stąd wynikała ta agresja?