04.11.2023, 01:36 ✶
Ogień lizał górne partie statku. Były najsuchsze, najłatwiejsze do skutecznego podpalenia. Podnosząc głowę do góry, Mavelle i Sebastian widzieli, że najwięcej było go na drugim piętrze, tam zajął w pełni drewniane schody i już kierował się ku wyjściu (ku tej restauracji, w której Travers i Paxton byli w swoich wizjach a później, już w czasie obecnym odwiedzili ją Geraldine, Victoria i Erik). Ale w mniejszych skupiskach, tworząc więcej dymu niż ognia, był też w innych miejscach, wszędzie tam gdzie spadły odpryski zaklęć Persefony Fawley. Był nawet na bliższym suficie atrium, dużo niebezpieczniejszy, dopóki zaklęcie Brenny nie zamieniło rozlewającej się po podłodze oliwy w piach. Ten też zaklęcia Mavelle i Sebastiana zagasiły do końca, tworząc przy okazji sporo pary wodnej (na szczęście nim sięgnęła reszty, zdążyła ochłodzić się do ciepłego deszczyku) i więcej dymu, ale jednocześnie sprawiając, że przynajmniej przez chwilę nie musieli się martwić podpaleniem.
Za sprawą zaklęcia Victorii, pani Fawley została rozbrojona. Avelina i Augustus wybiegli z korytarza, kierując się ku schodom, po których człapały nie niepokojone przez nikogo dwa żywe trupy. Z jakiegoś powodu zaraz za nimi, podskakując i kłapiąc pokrywkami biegły dwa obtłuczone nieco gliniane (i agresywne?) garnki. Mniej więcej w tym samym czasie, do atrium – wchodząc po schodach z dolnego pokładu – weszli: Laurent z Erikiem, Anthony i na końcu Stanley.
Nie licząc Danielle, byli więc komplecie.
I wtedy podłoga zadrgała. Najpierw prawie niewyczuwalnie, jakby tylko szeptała im do uszu, że stare drewno wciąż pracowało, a pozbawione magicznej ochrony, zaczęło wracać do stanu, w który powinno się zamienić już dawno temu. Za to Atreus nigdy już miał nie mieć pewności, czy to on spowodował to, co stało się zaledwie sekundę później, czy też wszystko co się wydarzyło, było tylko naturalną konsekwencją pożaru, rozkładu i powodzi w ładowni. Zaatakował Persefonę Fawley a statek przeszył huk. Po kobiecie pozostało trochę czarnych ubrań.
Tymczasem huk, głośny i dudniący, zamienił się w dźwięk rozbijanego szkła, gdy jeden z masztów runął, wbijając się w znajdujące się na drugim piętrze kabiny dla gości pierwszej klasy. Odłamki szkła, tego szkła które zdołało jakoś przetrwać, zaczęły spadać z góry. Podłoga znowu zaczęła się trząść i już nie dało się tego zignorować. Jedna część kadłuba nabierała wody szybciej niż druga przez co część statku tonęła a część – siłą zwykłej fizyki – chciała się unieść do góry, ale był zbyt stary i zbyt zniszczony by to zrobić, a spajające go drewno zaczynało powoli pękać.
Atreus poczuł ucisk z tyłu głowy a jego talent eksplodował. Atrium rozbłysło przed jego oczami. Czarna maź – na początku silna i oblepiająca wszystko, potem – z każdym kolejnym wydarzeniem (on nie wiedział o zniszczeniu pereł, ale uścisk serca pamiętał doskonale) słabnąca, zaczęła się rozdzielać. Coś rozrywało ją na strzępy – a z tych strzępów powstawały nikłe, półprzeroczyste kolorowe wiązki energii, które uciekały ku górze. Brenna też coś dostrzegła – ale dla niej było to coś kompletnie innego, niż dla Atreusa. Ona zobaczyła zarysy ludzkich sylwetek – mnóstwo, ich nieskończenie wiele, odrywały się od ścian, podłóg, schodów i frunęły ku górze – jak cienie, jak wspomnienia. Wśród nich jedną rozpoznała lepiej, bo wypłynęła z jej ciała: drobna, ciemnowłosa kobieta przystanęła na moment przed nią i posłała jej przepraszający uśmiech. Podobne, choć kompletnie różne przebłyski mieli także pozostali. Sebastiana nawiedził obraz Sebastiana Heinzela, Avelina zobaczyła pannę Heinzel, Augustus opierającego się o laskę jej adoratora. Przed Victorią wyrosła zadbana ciemnowłosa kobieta w stroju służącej i chyba nawet usłyszała jej szept: gdybyśmy tylko dopłynęli do brzegu, zaczęłabym życie od nowa. Perły spoczywające w kieszeni Laurenta znowu zaczęły do niego szeptać: wypuść nas, wypuść nas! Ale i z niego, i ze Stanleya, i Anthony’ego – z nich również wypłynęły postacie, jak resztki tkwiących w nich głęboko cudzych wspomnień, sylwetki tych, których życia śnili tego dnia na statku. Ale uwagę Anthony’ego przykuł widok podrostka – wreszcie zobaczył jego drobną twarz, wreszcie nie pochłaniał jej obscurus.
- Słyszałem cię. I teraz żałuję, że nie urodziłem się później – rzucił rozpraszając się.
Geraldine wcześniej wyczuwała potwory czające się na statku, teraz potwory znikały? Och, nadal wyczuwała żywe trupy – agresywne garnki też pachniały potworami, ale znanymi. Nie tak groźnymi jak to, co mieszkało tu wcześniej. Kobieta z brzydką blizną posłała jej szeroki uśmiech na pożegnanie. Erikowi skinął głową mężczyzna w kaszkiecie. Mavelle pomachała ręką ładna nastoletnia dziewczyna w podniszczonej sukience. Stanley dostrzegł rozpraszającego się pierwszego kapitana. Energia wiążąca resztki tych, którzy kiedyś płynęli na Perle Morza zniknęła. Uwalniali się, odchodzili a przed zniknięciem próbowali żegnać, trochę jak z dobrymi znajomymi, którzy poznali fragment ich historii.
Cienie zniknęły a kolejny huk uświadomił wszystkim żywym, że mieli coraz mniej czasu na ucieczkę z tego palącego się i tonącego jednocześnie statku.
Za sprawą zaklęcia Victorii, pani Fawley została rozbrojona. Avelina i Augustus wybiegli z korytarza, kierując się ku schodom, po których człapały nie niepokojone przez nikogo dwa żywe trupy. Z jakiegoś powodu zaraz za nimi, podskakując i kłapiąc pokrywkami biegły dwa obtłuczone nieco gliniane (i agresywne?) garnki. Mniej więcej w tym samym czasie, do atrium – wchodząc po schodach z dolnego pokładu – weszli: Laurent z Erikiem, Anthony i na końcu Stanley.
Nie licząc Danielle, byli więc komplecie.
I wtedy podłoga zadrgała. Najpierw prawie niewyczuwalnie, jakby tylko szeptała im do uszu, że stare drewno wciąż pracowało, a pozbawione magicznej ochrony, zaczęło wracać do stanu, w który powinno się zamienić już dawno temu. Za to Atreus nigdy już miał nie mieć pewności, czy to on spowodował to, co stało się zaledwie sekundę później, czy też wszystko co się wydarzyło, było tylko naturalną konsekwencją pożaru, rozkładu i powodzi w ładowni. Zaatakował Persefonę Fawley a statek przeszył huk. Po kobiecie pozostało trochę czarnych ubrań.
Tymczasem huk, głośny i dudniący, zamienił się w dźwięk rozbijanego szkła, gdy jeden z masztów runął, wbijając się w znajdujące się na drugim piętrze kabiny dla gości pierwszej klasy. Odłamki szkła, tego szkła które zdołało jakoś przetrwać, zaczęły spadać z góry. Podłoga znowu zaczęła się trząść i już nie dało się tego zignorować. Jedna część kadłuba nabierała wody szybciej niż druga przez co część statku tonęła a część – siłą zwykłej fizyki – chciała się unieść do góry, ale był zbyt stary i zbyt zniszczony by to zrobić, a spajające go drewno zaczynało powoli pękać.
Atreus poczuł ucisk z tyłu głowy a jego talent eksplodował. Atrium rozbłysło przed jego oczami. Czarna maź – na początku silna i oblepiająca wszystko, potem – z każdym kolejnym wydarzeniem (on nie wiedział o zniszczeniu pereł, ale uścisk serca pamiętał doskonale) słabnąca, zaczęła się rozdzielać. Coś rozrywało ją na strzępy – a z tych strzępów powstawały nikłe, półprzeroczyste kolorowe wiązki energii, które uciekały ku górze. Brenna też coś dostrzegła – ale dla niej było to coś kompletnie innego, niż dla Atreusa. Ona zobaczyła zarysy ludzkich sylwetek – mnóstwo, ich nieskończenie wiele, odrywały się od ścian, podłóg, schodów i frunęły ku górze – jak cienie, jak wspomnienia. Wśród nich jedną rozpoznała lepiej, bo wypłynęła z jej ciała: drobna, ciemnowłosa kobieta przystanęła na moment przed nią i posłała jej przepraszający uśmiech. Podobne, choć kompletnie różne przebłyski mieli także pozostali. Sebastiana nawiedził obraz Sebastiana Heinzela, Avelina zobaczyła pannę Heinzel, Augustus opierającego się o laskę jej adoratora. Przed Victorią wyrosła zadbana ciemnowłosa kobieta w stroju służącej i chyba nawet usłyszała jej szept: gdybyśmy tylko dopłynęli do brzegu, zaczęłabym życie od nowa. Perły spoczywające w kieszeni Laurenta znowu zaczęły do niego szeptać: wypuść nas, wypuść nas! Ale i z niego, i ze Stanleya, i Anthony’ego – z nich również wypłynęły postacie, jak resztki tkwiących w nich głęboko cudzych wspomnień, sylwetki tych, których życia śnili tego dnia na statku. Ale uwagę Anthony’ego przykuł widok podrostka – wreszcie zobaczył jego drobną twarz, wreszcie nie pochłaniał jej obscurus.
- Słyszałem cię. I teraz żałuję, że nie urodziłem się później – rzucił rozpraszając się.
Geraldine wcześniej wyczuwała potwory czające się na statku, teraz potwory znikały? Och, nadal wyczuwała żywe trupy – agresywne garnki też pachniały potworami, ale znanymi. Nie tak groźnymi jak to, co mieszkało tu wcześniej. Kobieta z brzydką blizną posłała jej szeroki uśmiech na pożegnanie. Erikowi skinął głową mężczyzna w kaszkiecie. Mavelle pomachała ręką ładna nastoletnia dziewczyna w podniszczonej sukience. Stanley dostrzegł rozpraszającego się pierwszego kapitana. Energia wiążąca resztki tych, którzy kiedyś płynęli na Perle Morza zniknęła. Uwalniali się, odchodzili a przed zniknięciem próbowali żegnać, trochę jak z dobrymi znajomymi, którzy poznali fragment ich historii.
Cienie zniknęły a kolejny huk uświadomił wszystkim żywym, że mieli coraz mniej czasu na ucieczkę z tego palącego się i tonącego jednocześnie statku.
Tura trwa do 8.11.2023 roku do godziny 21.00