04.11.2023, 03:53 ✶
Chyba przestał być trzeźwy. Upił się nim już kompletnie, bo nawet nie zauważył tego podawanego papierosa, zbyt zajęty podziwianiem tego, jak wyglądał uśmiechnięty Alexander. Podobała mu się ta naiwność i lekkość. Ludzie, z którymi miał do czynienia w Londynie, to byli (z drobnymi wyjątkami) ludzie momentami do cna źli. Okazywali mu zimno i szorstkość, zawsze z uwagą ważyli słowa, oczekiwali od niego o wiele więcej niż po prostu być. To było tak dziwne, a jednocześnie tak przyjemne dla serca - zostać przyjętym do cyrku mimo zachowania się jak kompletny palant, zostać objętym mimo tego, że śmiał porzucić ich bez słowa. Ich, w tym jego.
Wtulił się w starszego Bella, z ochotą korzystając z oferowanej mu bliskości i ciepła. Lgnął do tego jak ćma do światła, zaczepiał go też przy każdym kolejnym słowie - to szczypiąc delikatnie w bok, to składając delikatny pocałunek na szyi lub policzku.
- Masz zajawkę na bycie popularnym? - Zapytał, niby się trochę śmiejąc, ale nie wybrzmiała w tym żadna drwina, nawet jeżeli nie podzielał entuzjazmu względem rośnięcia w tę popularność. Wolał (zarówno ze względów na ściągającą go przeszłość, jak i czysto personalne rzeczy) życie w cieniu, nie wychylanie się za mocno, żeby cię nie zauważył nikt kto nie powinien. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że dla Bellów te występy były głównym źródłem utrzymania.
Chciał zadać mu jeszcze kilka pytań, ale nie potrafił ułożyć ich w głowie. Został wpuszczony do tego łóżka tak szybko, ciężko było więc nie zacząć doszukiwać się w tym ukrytych rzeczy - wierzył w chemię, która pchała go do łóżka przy pierwszym spotkaniu, ale to przecież było coś więcej, nikt go po jednym lodzie nie prosił o jakieś obietnice na miarę przysięgi wieczystej. Co więc działo się w głowie Alexandra? Czy był tu bardzo samotny? Otaczało go tak wiele dobrych osób, w tym świetle Flynn nie czuł się w żaden sposób wyjątkowy - kleszcz pamiętany z ucieczki bez słowa - czy naprawdę mógł być po tych wszystkich latach aż tak ważny?
- Zrobiłeś się naprawdę przystojny przez te wszystkie lata, kiedy mnie nie było. Zdziwiłem się, jak w twoim wozie nie zastałem żony... - Powiedział nagle, zupełnie zmieniając temat. Chciał w jakiś zgrabny sposób przejść do tego, czy to co wydarzyło się wczoraj miało pozostać pomiędzy nimi. Przyzwyczaił się trochę do bycia czyimś brudnym sekretem. Nic nie szkodziło, że zdekryminalizowano takie akty, wciąż nie były czymś mile widzianym w wielu społecznościach.
Wtulił się w starszego Bella, z ochotą korzystając z oferowanej mu bliskości i ciepła. Lgnął do tego jak ćma do światła, zaczepiał go też przy każdym kolejnym słowie - to szczypiąc delikatnie w bok, to składając delikatny pocałunek na szyi lub policzku.
- Masz zajawkę na bycie popularnym? - Zapytał, niby się trochę śmiejąc, ale nie wybrzmiała w tym żadna drwina, nawet jeżeli nie podzielał entuzjazmu względem rośnięcia w tę popularność. Wolał (zarówno ze względów na ściągającą go przeszłość, jak i czysto personalne rzeczy) życie w cieniu, nie wychylanie się za mocno, żeby cię nie zauważył nikt kto nie powinien. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że dla Bellów te występy były głównym źródłem utrzymania.
Chciał zadać mu jeszcze kilka pytań, ale nie potrafił ułożyć ich w głowie. Został wpuszczony do tego łóżka tak szybko, ciężko było więc nie zacząć doszukiwać się w tym ukrytych rzeczy - wierzył w chemię, która pchała go do łóżka przy pierwszym spotkaniu, ale to przecież było coś więcej, nikt go po jednym lodzie nie prosił o jakieś obietnice na miarę przysięgi wieczystej. Co więc działo się w głowie Alexandra? Czy był tu bardzo samotny? Otaczało go tak wiele dobrych osób, w tym świetle Flynn nie czuł się w żaden sposób wyjątkowy - kleszcz pamiętany z ucieczki bez słowa - czy naprawdę mógł być po tych wszystkich latach aż tak ważny?
- Zrobiłeś się naprawdę przystojny przez te wszystkie lata, kiedy mnie nie było. Zdziwiłem się, jak w twoim wozie nie zastałem żony... - Powiedział nagle, zupełnie zmieniając temat. Chciał w jakiś zgrabny sposób przejść do tego, czy to co wydarzyło się wczoraj miało pozostać pomiędzy nimi. Przyzwyczaił się trochę do bycia czyimś brudnym sekretem. Nic nie szkodziło, że zdekryminalizowano takie akty, wciąż nie były czymś mile widzianym w wielu społecznościach.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.