04.11.2023, 04:57 ✶
Przez moment miał wrażenie, że splótł zaklęcie zbyt słabo, by zrobiło czarownicy cokolwiek poważnego. Kiedy jednak w nią uderzyło, przez statek przetoczył się huk, a po kobiecie została tylko sterta ubrań. To nie było też tak, że miałyby go dręczyć jakieś wyrzuty sumienia co do tego, że prawdopodobnie właśnie sprawił, że statek zacznie się sypać niczym domek z kart, bo to właśnie sugerowało dudnienie, które zdawało się narastać. Jakby rozbił ostatni element, który spajał to wszystko razem i trzymał w ryzach mimo upływu lat.
Próbował utrzymać się na nogach, kiedy podłoga ponownie zadrżała, a statek powoli zaczął chyba zmieniać kąt ułożenia. Jego myśli jednak powędrowały do czegoś innego, kiedy złapał się za głowę, czując narastający w niej ucisk. Spojrzenie powędrowało nerwowo za barwnymi wiązkami energii, które mknęły ku górze, całkiem wolne spod czarnej mazi. Mimowolnie spojrzał na swoją dłoń, jakby chcąc upewnić się, że faktycznie czarna aura przestała na nich żerować, a potem rozejrzał się dookoła już wyraźniej ogniskując spojrzenie na kolejnych osobach. Na Brennie, Stanleyu, Anthonym czy przede wszystkim Laurencie, na widok którego poczuł, jakby ktoś zdjął mu z barków ogromny ciężar.
- Szybko, na górny pokład - rzucił głośno, teoretycznie ponaglając Borginów, Erika i Laurenta, bo to oni właśnie wdrapali się do Atrium, ale równie dobrze mógł mówić teraz do każdego innego znajdującego się w pomieszczeniu. Statek nie brzmiał, jakby miał wytrzymać dużo dłużej i świadczyło o tym każde kolejne trzaśnięcie, jedno bardziej złowrogie od drugiego. Mimowolnie rozejrzał się jeszcze, spojrzeniem szukając Maddie, która kiedy zostali uśpieni, została przyszpilona do jednej ze ścian, a potem towarzyszyła im przez całą wizję. Nie rwał się też do schodów pierwszy, czekając aż reszta wycieczki znajdzie się na nich, chcąc tym samym być jedną z ostatnich osób, które wyszłyby na zewnątrz i mieć pewność, że całej reszcie się udało.
Próbował utrzymać się na nogach, kiedy podłoga ponownie zadrżała, a statek powoli zaczął chyba zmieniać kąt ułożenia. Jego myśli jednak powędrowały do czegoś innego, kiedy złapał się za głowę, czując narastający w niej ucisk. Spojrzenie powędrowało nerwowo za barwnymi wiązkami energii, które mknęły ku górze, całkiem wolne spod czarnej mazi. Mimowolnie spojrzał na swoją dłoń, jakby chcąc upewnić się, że faktycznie czarna aura przestała na nich żerować, a potem rozejrzał się dookoła już wyraźniej ogniskując spojrzenie na kolejnych osobach. Na Brennie, Stanleyu, Anthonym czy przede wszystkim Laurencie, na widok którego poczuł, jakby ktoś zdjął mu z barków ogromny ciężar.
- Szybko, na górny pokład - rzucił głośno, teoretycznie ponaglając Borginów, Erika i Laurenta, bo to oni właśnie wdrapali się do Atrium, ale równie dobrze mógł mówić teraz do każdego innego znajdującego się w pomieszczeniu. Statek nie brzmiał, jakby miał wytrzymać dużo dłużej i świadczyło o tym każde kolejne trzaśnięcie, jedno bardziej złowrogie od drugiego. Mimowolnie rozejrzał się jeszcze, spojrzeniem szukając Maddie, która kiedy zostali uśpieni, została przyszpilona do jednej ze ścian, a potem towarzyszyła im przez całą wizję. Nie rwał się też do schodów pierwszy, czekając aż reszta wycieczki znajdzie się na nich, chcąc tym samym być jedną z ostatnich osób, które wyszłyby na zewnątrz i mieć pewność, że całej reszcie się udało.