Taka już była ich natura. Szorstcy, niezbyt wylewni, kiedy już przychodziło do konfrontacji - to nie owijali w bawełnę. Standardowe zachowanie Yaxleyów. Lubili konkrety, nie bawili się w przesadne gierki - przynajmniej nie Geraldine, ona naprawdę ceniła sobie prostotę. Tak było również tym razem. Zresztą, był jej bratem, tutaj naprawdę nie uważała, że powinna próbować przesadnie ukrywać o co jej chodzi. Szczególnie, że chciała uzyskać konkretne odpowiedzi.
Geraldine wzięła łyk whiskey, która była naprawdę dobrym trunkiem. Musiał w przeciwieństwie do niej przywiązywać wagę do tego, co w siebie wlewał. Właściwie to jego życie wydawało jej się bardziej wygodne od tego, które wybrała ona. Gerry żyła w ciągłym biegu, ganiała po lasach za zwierzyną, jak uczył ją ojciec, taplała się w błocie, załatwiała interesy, a Theon wybrał ministerstwo. W sumie nigdy nie do końca potrafiła zrozumieć dlaczego. Zresztą drugi jej z braci tak samo, nie zmierzał ścieżką typową dla członków jej rodziny. Ona wybrała tradycję.
Dostrzegła jego reakcję na słowa, które wypowiedziała. Filiżanka zbyt mocno dotknęła stołu, wrzątek popieścił mu rękę. - Denerwujesz się, czyli mam trochę racji.- Spojrzała na jego dłoń. - Boli? Weź idź z tym pod zimną wodę, bo zostanie Ci blizna.- Odparła, jak gdyby nigdy nic. - Naprawdę chcesz mnie wyprosić, tylko dlatego, że powiedziałam prawdę?- Spojrzała na niego swoimi niebieskimi ślepiami, przysunęła ponownie szklankę z alkoholem do ust. Wydawało jej się, że już uzyskała odpowiedź na nurtujące ją pytanie, chociaż nie mówił o tym głośno. Wiedziała, jak wygląda sprawa, nie zamierzała jednak jeszcze stąd wyjść.
- Wiem, że potrafisz. Martwi mnie jednak, że kiedyś możemy się znaleźć po przeciwnych stronach barykady Theo.- Gerry nie zamierzała jeszcze wybierać, wiedziała jednak, że może przyjść moment, w którym zostanie postawiona pod ścianą. Wiedziała, że nie pozwoli sobie na krzywdzenie ludzi, tylko dlatego, że zdaniem jakiegoś pajaca, który sam się ogłosił Czarnym Panem byli mniej warci od tych czystokrwistych. - Co wtedy zrobisz bracie? Jaką podejmiesz decyzję? Mnie też będziesz chciał skrzywdzić?- Czy i ją by zabił? Była ciekawa, wiedziała, że muszą w to być zamieszani i inni bliscy jej rodzinie. Ona przynajmniej na razie miała zamiar się trzymać od wszystkiego z daleka, zająć się pracą, nie polityką, co jednak, jeśli się zaangażuje? Będzie musiała zabijać rodzinę?