04.11.2023, 15:06 ✶
Wydarzenia odbijały się na niemal wszystkich w Warowni – na Danielle, Lucy i Mavelle bodaj najbardziej – i ciężko było to ukryć. Brenna miała w gruncie rzeczy w udawaniu, że wszystko jest w porządku, ogromną wprawę, ale Dani akurat zawsze niosła serce na dłoni. I Brenna miotała się trochę pomiędzy chęcią pomocy, a chęcią zapewnienia wszystkim trzem kuzynkom przestrzeni, niepewna, jaką taktykę przyjąć, aby okazać się wsparciem, ale ich nie przytłoczyć. Zwykle oznaczało więc to po prostu w przypadku Dani podsuwanie gorącej czekolady, upewnianie się, że zjadła kolację czy przysiadanie się, jeśli akurat ta zdecydowała się zejść na dół, a Brenna przypadkiem była w domu.
Weszła do środka, starając się na nic nie nadepnąć. I uśmiechnęła się mimowolnie, kiedy Danielle od razu zażądała, aby pokazać jej obrażenia. Kiedy tak o tym myślała, nie mogła nawet jej winić – chyba sama dokładała kuzynce zmartwień, chociaż starała się nie przychodzić do niej z byle czym. Ale tylko w ciągu maja i czerwca Brenna stawiła się w tym pokoju z kawałkiem ręki wyrwanej przez wampirzycę, żebrami poobijanymi przez trolla, rozbitym łukiem brwiowym na Nokturnie, dwukrotnie pobita przez wampira, poturbowana po walnięciu w drzewo, i po przygodzie z traktorem, nie wspominając już o tym dniu, kiedy wylądowała w Mungu…
– Nie tym razem – powiedziała, unosząc ręce w obronnym geście. I faktycznie, nie wydawała się poturbowana, a przynajmniej Danielle nie dostrzegła żadnych tego oznak na pierwszy rzut oka. – Wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale dzisiaj jestem cała i doskonale zdrowa. Chociaż tak teraz myślę, że chyba powinnaś wystawić mi rachunek za te wszystkie konsultacje medyczne – oświadczyła z szelmowskim uśmiechem, chociaż tak naprawdę wcale nie było jej do śmiechu. Nie tym razem.
Zrzucała kuzynce na barki chyba nazbyt wiele.
Odetchnęła i przeszła przez pokój, by opaść na fotel. Pewne rozmowy łatwiej było toczyć na siedząco.
– Ale mogę potrzebować medyka. Możemy potrzebować medyka – powiedziała, szybko prostując to „ja” na „my”. – W sytuacjach, w których niekoniecznie chcemy, żeby wiadomości o obrażeniach znalazły się w rejestrach kliniki. Bo w klinice Munga prawdopodobnie też pracują osoby, które niekoniecznie sprzyjają Ministerstwu. Rozumiesz, co mam na myśli, Dani?
Urwała. Bo to był moment, w którym Danielle mogła zdecydować, czy w ogóle chce kontynuować tę rozmowę.
Weszła do środka, starając się na nic nie nadepnąć. I uśmiechnęła się mimowolnie, kiedy Danielle od razu zażądała, aby pokazać jej obrażenia. Kiedy tak o tym myślała, nie mogła nawet jej winić – chyba sama dokładała kuzynce zmartwień, chociaż starała się nie przychodzić do niej z byle czym. Ale tylko w ciągu maja i czerwca Brenna stawiła się w tym pokoju z kawałkiem ręki wyrwanej przez wampirzycę, żebrami poobijanymi przez trolla, rozbitym łukiem brwiowym na Nokturnie, dwukrotnie pobita przez wampira, poturbowana po walnięciu w drzewo, i po przygodzie z traktorem, nie wspominając już o tym dniu, kiedy wylądowała w Mungu…
– Nie tym razem – powiedziała, unosząc ręce w obronnym geście. I faktycznie, nie wydawała się poturbowana, a przynajmniej Danielle nie dostrzegła żadnych tego oznak na pierwszy rzut oka. – Wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale dzisiaj jestem cała i doskonale zdrowa. Chociaż tak teraz myślę, że chyba powinnaś wystawić mi rachunek za te wszystkie konsultacje medyczne – oświadczyła z szelmowskim uśmiechem, chociaż tak naprawdę wcale nie było jej do śmiechu. Nie tym razem.
Zrzucała kuzynce na barki chyba nazbyt wiele.
Odetchnęła i przeszła przez pokój, by opaść na fotel. Pewne rozmowy łatwiej było toczyć na siedząco.
– Ale mogę potrzebować medyka. Możemy potrzebować medyka – powiedziała, szybko prostując to „ja” na „my”. – W sytuacjach, w których niekoniecznie chcemy, żeby wiadomości o obrażeniach znalazły się w rejestrach kliniki. Bo w klinice Munga prawdopodobnie też pracują osoby, które niekoniecznie sprzyjają Ministerstwu. Rozumiesz, co mam na myśli, Dani?
Urwała. Bo to był moment, w którym Danielle mogła zdecydować, czy w ogóle chce kontynuować tę rozmowę.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.