14.11.2022, 01:42 ✶
- ...No i ona zawsze marzyła o własnej cukierni, kawiarence takiej, więc nie wiem, jak ty, ale ja się naprawdę cieszę, że w końcu jej się udało. Uwaga, kałuża! Nie wdepnij w kałużę, bo przemoczysz skarpety, a potem to już prosta droga do przeziębienia, zapalenia płuc i kaplicy. Znaczy, nie życzę ci śmierci, tak? To tylko skrót myślowy. À propos skrótów, chodź, przejdziemy tędy - oświadczyła, w końcu biorąc chwileczkę przerwy na oddech, by złapać Silly'ego za ramię i poprowadzić nieco inną drogą. W ten sposób ominęli grupkę przechodniów zebranych wokół ulicznego sprzedawcy prasy i zaoszczędzili jakieś... pięć sekund.
Jednak nie należało marnować czasu w tak szczególny dzień.
- Eeeeeeeel - zawtórowała chłopakowi, kiedy weszli już do środka klubokawiarni, starając się zaryczeć nieco głośniej niż on. Niestety skończyło się to tak, że coś ją zadrapało w gardło i zaniosła się kaszlem. - Prze... - kaszlnęła raz jeszcze. - ...praszam. - Uśmiechnęła się promieniście, kiedy już przestała zdychać i postawiła na ladzie kartonowe pudełko. - Gratulacje! Przyniosłam ci trochę fantów, wiesz, takie drobne prezenciki. Nie dużo - mówiąc to wyglądała na speszoną, bo jakoś mało przekonująco przy tym brzmiała, kiedy w tle stał jej zakamuflowany wszystkimi tobołkami towarzysz. - No dobra, może przesadziłam. Ale patrz! - W tym momencie zanurkowała w przyniesionym przez siebie kartonie, z którego wyjęła średniej wielkości figurę kota z podniesioną, ale bujającą się samoistnie łapką. - Fajny kitku, nie? Chyba się nazywa maneki? Maneko? Nieistotne, nawet nie wiem, skąd to mam, ale, o, tutaj wrzuca się pieniążek - w tym momencie wskazała na dziurę wyżłobioną w głowie zabawki - więc możesz tego używać jako pojemnika na napiwki lub inny haracz, co tam chcesz. - Skończyła wreszcie prezentacje, po czym poklepała Norę po plecach tak mocno, jakby była dumna nie tylko z niej, ale i z siebie oraz rzeczonego kota-skarbonki.
Rozejrzała się po kawiarence; obróciła się kilka razy wokół własnej osi, podziwiając wystrój. Absolutnie nie zwróciła uwagi na ewentualne mankamenty, była absolutnie zachwycona. Cecily wiele nie trzeba było co prawda, ale tym razem naprawdę miała wrażenie, że Figg przeszła samą siebie.
- Bajecznie ci to wyszło - powiedziała, podpierając się pod boki. - W ogóle tam w tym, co przyniósł Silly jest kilka kwiatków. Wiesz, paprotki, pelargonie, takie tam. Jak chcesz to sobie porozkładaj je potem, zieleniej będzie. -
W tym momencie wróciła już do Cresswella, kucnęła tuż obok, gdy miział Salema i podarowała mu serdeczny buziak w policzek w ramach podzięki, że tak dzielnie przytargał tutaj wszystko bez szwanku.
- Erik, ile ci zapłaciła, żebyś to założył? I w pączkach, czy w galeonach? - zapytała Longbottoma, wreszcie zauważając jego fenomenalny strój. - Zmieszczę się tam razem z tobą? - Zaśmiała się, naprawdę gotowa dublować za nogi lub ramiona. Na pewno nie za głowę, w końcu Erik był od niej sto razy ładniejszy.
Jednak nie należało marnować czasu w tak szczególny dzień.
- Eeeeeeeel - zawtórowała chłopakowi, kiedy weszli już do środka klubokawiarni, starając się zaryczeć nieco głośniej niż on. Niestety skończyło się to tak, że coś ją zadrapało w gardło i zaniosła się kaszlem. - Prze... - kaszlnęła raz jeszcze. - ...praszam. - Uśmiechnęła się promieniście, kiedy już przestała zdychać i postawiła na ladzie kartonowe pudełko. - Gratulacje! Przyniosłam ci trochę fantów, wiesz, takie drobne prezenciki. Nie dużo - mówiąc to wyglądała na speszoną, bo jakoś mało przekonująco przy tym brzmiała, kiedy w tle stał jej zakamuflowany wszystkimi tobołkami towarzysz. - No dobra, może przesadziłam. Ale patrz! - W tym momencie zanurkowała w przyniesionym przez siebie kartonie, z którego wyjęła średniej wielkości figurę kota z podniesioną, ale bujającą się samoistnie łapką. - Fajny kitku, nie? Chyba się nazywa maneki? Maneko? Nieistotne, nawet nie wiem, skąd to mam, ale, o, tutaj wrzuca się pieniążek - w tym momencie wskazała na dziurę wyżłobioną w głowie zabawki - więc możesz tego używać jako pojemnika na napiwki lub inny haracz, co tam chcesz. - Skończyła wreszcie prezentacje, po czym poklepała Norę po plecach tak mocno, jakby była dumna nie tylko z niej, ale i z siebie oraz rzeczonego kota-skarbonki.
Rozejrzała się po kawiarence; obróciła się kilka razy wokół własnej osi, podziwiając wystrój. Absolutnie nie zwróciła uwagi na ewentualne mankamenty, była absolutnie zachwycona. Cecily wiele nie trzeba było co prawda, ale tym razem naprawdę miała wrażenie, że Figg przeszła samą siebie.
- Bajecznie ci to wyszło - powiedziała, podpierając się pod boki. - W ogóle tam w tym, co przyniósł Silly jest kilka kwiatków. Wiesz, paprotki, pelargonie, takie tam. Jak chcesz to sobie porozkładaj je potem, zieleniej będzie. -
W tym momencie wróciła już do Cresswella, kucnęła tuż obok, gdy miział Salema i podarowała mu serdeczny buziak w policzek w ramach podzięki, że tak dzielnie przytargał tutaj wszystko bez szwanku.
- Erik, ile ci zapłaciła, żebyś to założył? I w pączkach, czy w galeonach? - zapytała Longbottoma, wreszcie zauważając jego fenomenalny strój. - Zmieszczę się tam razem z tobą? - Zaśmiała się, naprawdę gotowa dublować za nogi lub ramiona. Na pewno nie za głowę, w końcu Erik był od niej sto razy ładniejszy.