Chuj z tym pojedynkiem. Najważniejsze, że zagrywka Tośka okazała się tylko blefem, ponieważ żaden alkohol na świecie nie mógłby go tak łatwo ściąć, czyż nie? Na pytanie odnośnie kłótni pomiędzy tamtą dwójką wzruszył tylko ramionami, wszak nie miał przecież pojęcia na ten temat - Dobry remis nie jest zły. Wilk syty i owca cała - dodał pod nosem, częstując się papieroskiem od Atreusa.
Stanley podążył za Bulstrodem i machnął ręką w kierunku Borgina Juniora aby ruszył z nimi bo starczyło mu już tego siedzenia i odpoczynku - Dobrze było. Nie ma co się załamywać - zapewnił Louvaina, poklepując go po plecach. Tylko tego by brakowało aby przepierdolił z Philipem... No Lestrange to by się chyba z tego nigdy nie podniósł i zapewne starałby się znaleźć jakiś sposób aby się zemścić. Czy w takim razie wszystkie niesnaski mogły odejść na bok? A co ważniejsze - czy mogli się już iść upodlić?
Odwzajemnił uśmiech Laurenta - nie było przecież między nimi żadnej złej krwi, a dodatkowo to co przeżyli na tym przeklętym statku sprawiało, że też we trójkę patrzyli na siebie trochę inaczej. Coś jak jakaś rytualna śmierć, którą przeżyli razem. Kiwnął do Prewetta głową aby zapewnić go, że wszystko będzie dobrze i Tośkowi to w zasadzie nic nie grozi - ten był przecież w dobrych rękach - Wzajemnie, wzajemnie - odparł, a następnie zaciągnął się papierosem - No to co panowie? Jakiś drineczek, piwko pod to święto? - zapytał, rozglądając się po nich aby znaleźć sobie jakichś sojuszników odnośnie tego pomysłu. Bo o ile brata nie musiał za bardzo przekonywać i liczył, że Atreus też już skorzysta z tego pomysłu, pozostawał ciągle Louvain do którego to jednak należała końcowa i ostateczna decyzja. Może nie było nic wartego świętowania według niego?
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972