To pierwszy taki przypadek w długiej karierze Sebastiana jako klątwołamacza, jednak postrzegał go jako niezwykle intrygujący. Nieczęsto spotykało się kobietę zaklętą w kamień, zwłaszcza w środku lasu. Z pewnością ona mogła stanowić prawdziwą atrakcję, wzbudzającą ogromne zainteresowanie czarodziejów, jak i mugoli. Zarówno jedni jak i drudzy musieli widzieć w niej wyłącznie doskonale wykonaną rzeźbę. Zwłaszcza, jeśli nie byli zaznajomieni z klątwami i ich łamaniem.
— Ja również nie. To pierwszy taki przypadek w mojej karierze klątwołamacza. Zawsze musi być ten pierwszy raz. W tym zawodzie czarodziej uczy się całe życie. Mam takie powiedzenie, że klątwołamacz myli się tylko raz, jeśli ma do czynienia z klątwą dotykającą ciała albo umysłu. — Przyznał wprost, cicho wzdychając. Zaryzykowałby stwierdzenie, że zdobywał w tym momencie zupełnie nowe doświadczenie. Pod tym względem postrzegał to jako coś dobrego. Jeśli klątwołamacz miał do czynienia z potencjalnie śmiercionośną klątwą albo przekleństwem mającym doprowadzić kogoś do szaleństwa to przy zakończonej niepowodzeniem próbie przełamania danej klątwy nawet najlepszy łamacz klątw pomyli się tylko raz. Szansa na przeżycie zależała od szybkiego udzielenia pomocy magomedycznej. Natomiast jeśli chodzi o umysł to wyrządzone przez przekleństwo szkody mogą być nieodwracalne.
Rzucony przez niego czar rozpraszający okazał się niezwykle skuteczny. Na własne oczy mogli zobaczyć to, jak kamienna powłoka cofa się z każdą chwilą, odsłaniając z każdą chwilą ciało kobiety, będącej prawdopodobnie czarownicą nieznanego statusu krwi. Nie wydawała się być kimś sławnym, bowiem Sebastian widział ją po raz pierwszy na oczy. Kobieta wydawała się być zdezorientowana, nie wiedzieć gdzie się znajduje. Podszedł bliżej niej, chcąc obejrzeć w jakim ona znajduje się stanie, zamienić z nią parę słów odnośnie tej całej sytuacji i zaproponować jej opuszczenie tego lasu. Z pewnością potrzebowała zostać przebadaną przez uzdrowiciela, może posiadała rodzinę, która czeka na jej powrót od bardzo dawna. O ile jeszcze posiadała żyjących w czasach ówczesnych krewnych. Ciążąca na kobiecie klątwa mogła utrzymywać ją przy życiu od niepamiętnych czasów.
Nie zdążył zadać jakiegokolwiek pytania, tym samym nie uzyskując odpowiedzi na swoje wszystkie pytania, gdyż czarownica zaczęła krzyczeć na całe gardło i nagle wysforowała do przodu, rzucając się do biegu. Wydawało mu się to całkiem naturalne. Najbardziej zaskakujące w tym wszystkim było to, że po chwili znów zastygła uwięziona w kamieniu. To uczyniło ten przypadek bardziej fascynującym i jednocześnie bardziej niepokojącym. Wszystko wskazywało na to, że nie potrafił jej pomóc.
— Tego się nie spodziewałem. To będzie trudniejsze, niż sądziłem. Na chwilę obecną... nie jestem w stanie pomóc tej biednej kobiecie. — Zwrócił się do Liefa. W tym wszystkim musiało chodzić o coś więcej. Przełamanie tak specyficznej klątwy musiało być możliwe, będąc jednocześnie bardziej skomplikowane. Przede wszystkim to wymagałoby poznania losów tej czarownicy celem ustalenia co ją spotkało. Sama nie była w stanie przekazać im jakichkolwiek informacji na swój temat. Nawet gdyby było inaczej to mogłaby nie posiadać odpowiedniej wiedzy. Była przecież ofiarą - a przynajmniej za nią postrzegał ją zaniepokojony Sebastian.